Zima 2014/15
61
ISSN 1231-0115
cena: 20 zł
(w tym 5% VAT)
Tango Fraternal,
czyli Braterskie tango ..............s. 3
XVIII Konwent Wielkiego
Wschodu Polski ...................... s. 3
Andrzej Nowicki, Czy istnieje
lozoa masonerii? ................s. 4
Gaja w ponowoczesności ......s. 9
Prometeusz i Hermes
w świecie i loży......................s. 12
Dobro, Piękno, Prawda .......s. 17
Czy warto być dzisiaj
wolnomularzem? ..................s. 20
Delta świetlista,
poznanie i wiedza .................s. 22
Ryt i rytuał
w wolnomularstwie ...............s.23
O masońskich śladach
w Lipianach ...........................s. 24
Jerzemu Bielejecowi
pokłon pożegnalny ...............s. 27
Cezary Leżeński –
mason bez maski ..................s. 27
Proces Waleriana
Łukasińskiego .....................s. 35
Polscy kamieniarze
w średniowieczu ...................s. 43
3
W o l n o m u l a r z P o l s k i z i m a 2 0 1 4 / 2 0 1 5 • n u m e r 6 1
W
wyniku wyborów zmieniły się częściowo składy
Rady Zakonu Najwyższego, Sądu Braterskie-
go i Komisji Rewizyjnej WWP. Honorowym
Wielkim Edytorem WWP został ponownie Adam Witold
Wysocki, redaktor naczelny „Wolnomularza Polskiego”.
Obecnie Wielki Wschód liczy 7 lóż, w tym 5 warszawskich:
Wolność Przywrócona i Nadzieja, które będą świętować
w przyszłym roku 25. rocznicę swojego powstania, Cezary
Leżeński, Witelon i Atanor (najmłodsza) oraz Galileusz na
Wschodzie Bydgoszczy i Moria na Wschodzie Rygi (dzień
przed Konwentem przeprowadziła inicjację trojga łotewskich
profanów). W najbliższym czasie WWP planuje zapalenie
świateł warsztatu Michał Sędziwój na Wschodzie Gdańska
oraz rozwinięcie w lożę gdańskiego Trójkąta Heweliusz.
W uroczystym zakończeniu XVIII Konwentu WWP
wzięli udział goście, między innymi przedstawiciel po-
wstającej właśnie Wielkiej Loży Narodowej Chorwacji,
a także Wielkiego Wschodu Słowenii, Wielkiej Liberalnej
Loży Austrii, Wielkiego Wschodu Rumunii, Wielkiej Loży
Kultur i Duchowości, Wielkiej Loży Żeńskiej Portugalii,
Wielkiej Loży Mieszanej Grecji, Międzynarodowego Za-
konu Wolnomularskiego DELPHI, Wielkiego Wschodu
Węgier, Wielkiej Loży Symbolicznej Hiszpanii, Wielkiego
Wschodu Belgii i Wielkiego Wschodu Francji. Delegację
Wielkiej Loży Żeńskiej Francji poprowadziła członkini
jej Rady Federacji. Wraz z nią w uroczystościach wzię-
ły udział aktualne i byłe Czcigodne Mistrzynie dwóch
polskich Warsztatów tej Obediencji: Prometea i Gaja
Aeterna. Obecni byli również członkowie prezydium
AACEE – Stowarzyszenia Adogmatycznych Obediencji
Europy Środkowo-Wschodniej.
Szczególnie ważnym punktem ceremonii zamknięcia
Konwentu było podpisanie przez Wielkiego Mistrza Wiel-
kiego Wschodu Polski i Wielkiego Mistrza Wielkiego
Wschodu Słowenii Traktatu Przyjaźni między tymi dwiema
obediencjami. Wielki Wschód Słowenii jest jednym z naj-
młodszych Wschodów europejskich. Jego światła zostały
zapalone w 2012 roku. Konwent tradycyjnie zakończyła
wspólna Agapa.
Następnego dnia miała miejsce zwołana przez Wielki
Wschód Polski międzynarodowa konferencja wolnomu-
larska na temat solidarności i nierówności społecznych
w Europie. Uczestnicy w swych wystąpieniach odnosili się
między innymi do tego, jak problemy społeczne przejawiają
się w ich krajach i w jakiej mierze wolnomularstwo może
wpływać na to, by w dobie kryzysu stosunki między ludźmi
układały się w sposób bardziej braterski.
Klaus Dąbrowski
w y d a r z e n i a
X V i i i K O n w e n T w w P
i M i Ę d z y n a r O d O w a K O n F e r e n C J a
w O L n O M U L a r S K a
O sOlidarnOści i nierównOści
spOłeczeństw eurOpy
Tango Fraternal,
czyli Braterskie tango
To tango, co śpiewa o braterskich przeżyciach,
otwierając wolności drogę,
trzy kroki, co wiodą po pewnych ścieżkach,
wskazując drogę ku wierze i równości.
Oświetla ją rozum, promienistą poświatą,
uroczyste przyrzeczenie braterstwa,
cyrklem i węgielnicą rysowane są linie,
stanowczego zachowania, cnót i braterstwa.
Księżyc i słońce oświetlają tę drogę,
miecz i łańcuch, solidarność,
zna Akacja nasz ezoteryzm,
prowadzi nas Wschód, wiedza i prawda.
Oświetla ją rozum, promienistą poświatą,
uroczyste przyrzeczenie braterstwa,
cyrklem i węgielnicą rysowane są linie,
stanowczego zachowania, cnót i braterstwa.
Muzyka i słowa: D... B... Ariel Cabrera Rijo.
(Tango urugwajskie).
Dziękujemy br... Tadeuszowi Cegielskiemu za
przysłanie nam oryginału i jego tłumaczenia, którego
dokonała dr Katarzyna Dembicz z Iberystyki UW




P i s m o P r z y j a c i ó ł s z t u k i k r ó l e W s k i e j
4L U d z i e i i d e e
W
kwestii, czy istnieje lozoa
masonerii, zdania maso-
nów są podzielone. Jedni
twierdzą, że nie istnieje, a uzasadnić
to mogą trzema poważnymi argu-
mentami:
1. Istotą masonerii i tym, co łączy
masonów, nie jest zbiór poglądów,
ale określona postawa przejawiająca
się w praktycznym działaniu; chodzi
o doskonalenie osobowości i doskona-
lenie świata, o humanizację stosunków
między ludźmi; tworząc organizację
o charakterze ponadnarodowym, po-
nadwyznaniowym, ponadpartyjnym,
loża nie pyta osób, które do niej wstę-
pują o ich poglądy lozoczne.
2. Nie było i nie ma takiego systemu
lozocznego, którego wyznawanie
byłoby dla masona obowiązujące.
3. Wiadomo, że do masonerii należało
wielu lozofów głoszących różne po-
glądy lozoczne; akceptując ten stan
rzeczy, loże stawały się szkołami zgod-
nego współżycia osób różniących się od
siebie narodowością, wyznaniem, przy-
należnością partyjną, pozycją społeczną
i poglądami lozocznymi; stawały
się szkołami pluralizmu uznającego
różnorodność ludzi za wartość kultu-
ralną, którą należy rozwijać i pogłębiać,
ponieważ jest ona istotnym czynnikiem
wzbogacania kultury.
Za zdaniem, że lozoa taka ist-
nieje, przemawiają również trzy
argumenty:
1. Wielu lozofów należących do ma-
sonerii drukowało prace zawierające
wykład celów, do których dąży maso-
neria, uznawanych przez nie wartości
i zasad, wyjaśnienie lozocznego
sensu używanych symboli; zdarzało
się, że pracom takim nadawano tytuł:
Filozoa masonerii.
2. U źródła decyzji o wstąpieniu do
loży znaleźć można pewne przesłanki
o charakterze lozocznym, które
są u wielu ludzi podobne, świadcząc
o bliskości duchowej tych, którzy po-
dejmują takie decyzje; istnieje więc
niewątpliwie pewne wspólne pod-
łoże lozoczne, które łączy osoby
skupiające się w lożach – jest nim
humanistyczne respektowanie praw
człowieka i wyrastające z niego idee
wolności, równości, braterstwa, de-
mokracji, tolerancji, pokoju, zgodnego
współżycia narodów.
3. Wiadomo, że oprócz istnienia
w drukowanych książkach, lozo-
a istnieje także w sposób ukryty
w praktyce; można więc podjąć próbę
wydobycia jej z praktyki i wyłożenia
słowami.
To, co można wyczytać z dzieł ma-
sonów i wydobyć z ich praktycznej
działalności układa się w dwanaście
najważniejszych zasad:
czy
istnieje
filOzOfia
masOnerii?
P r O F . a n d r z e J n O w i C K i






Być prawdziwym masonem to żyć w taki sposób, żeby otaczający nas świat stawał się,
dzięki twórczej pracy naszych mózgów i rąk, coraz lepszy i piękniejszy.
5
W o l n o m u l a r z P o l s k i z i m a 2 0 1 4 / 2 0 1 5 • n u m e r 6 1
L U d z i e i i d e e
I
M
asoneria to związek ludzi, którzy
dla samookreślenia się wybrali
nazwę eksponującą budowanie jako
czynność najlepiej charakteryzującą
ich postawę wobec świata. Filozoa
masonerii tkwi przede wszystkim
w praktyce, a z tego wynika, że wy-
łożenie jej zasad wymaga skupienia
uwagi na działalności praktycznej, czy-
li na życiu, pracach, czynach i dziełach
masonów. Prawdziwą lozoą każdego
człowieka jest nie to, co wydaje mu
się jego wiarą, ale to, co rzeczywiście
przenika jego działania i wytwory tych
działań.
II
N
a pytanie, czy świat, w którym
żyjemy, jest światem skończo-
nym czy nieskończonym, mason daje
trzecią odpowiedź: świat, który nas
otacza, jest światem niedokończo-
nym; światem, który nie jest jeszcze
taki, jakim być powinien, ale czeka
na tych, co potraą podjąć zadanie
współtworzenia go i doskonalenia.
Przyjęcie nazwy związanej z czynnoś-
cią budowania oznacza zajmowanie
postawy, która w otaczającym nas
świecie zwraca uwagę nie tylko na to,
co już jest i powinno nadal trwać, ale
także i przede wszystkim na to, czego
jeszcze nie ma, a co może i powinno
się pojawić. Mason to człowiek, który
w tym, co jest i wokół tego, co jest,
zauważa przestrzeń dla współtwórczej
aktywności ludzi, którzy chcą i potra-
ą kontynuować to, co zostało zaczęte,
uzupełniać luki, poprawiać i udosko-
nalać to, co wymaga naprawy, rozwijać,
zmieniać, przekształcać, wzbogacać
otaczający nas świat o dzieła, jakich
dotąd nie było. Mason to człowiek,
który ujmuje świat w aspekcie jego
możliwości bycia innym, niż jest w tej
chwili, a więc w aspekcie konieczno-
ści własnego wkładu w doskonalenie
świata.
III
Nazwa „wolny mularz” (ee ma-
son) zawiera dwa istotne ele-
menty. Jeden eksponuje szacunek dla
pracy, która wytwarza coś trwałego,
pięknego i pożytecznego, nadając ży-
ciu ludzkiemu godność i sens. Drugi
element, eksponujący wolność, kie-
rowany jest swoim ostrzem przeciw-
ko ustrojom społecznym opartym
na niewolnictwie, na pracy przymu-
sowej, narzuconej przemocą, obcej
wewnętrznym potrzebom człowieka
zmuszanego do jej wykonywania. Uj-
mując rzecz szerzej, wolność – zawarta
w nazwie i stojąca na czele haseł wol-
nomularskich – oznacza walkę o prawa
człowieka, walkę o demokrację, walkę
przeciwko systemom totalitarnym.
IV
N
iemal równocześnie z terminem
ee mason wszedł w pierwszych
latach XVIII wieku do społecznego
obiegu termin ee thinker, czyli wol-
nomyśliciel. Od samego początku,
przez blisko trzysta lat, terminy te
były ze sobą ściśle związane, prze-
de wszystkim dlatego, że wszyscy
wolnomularze byli i są wolnomy-
ślicielami. Wolność myśli, wolność
sumienia, wolność słowa, wolność
druku zawsze zajmowały jedno z na-
czelnych miejsc wśród tego, o co wol-
nomularze walczyli. Bliski związek
obu terminów sprawił, że w odbiorze
społecznym mason oznacza przede
wszystkim człowieka wolnego od
przesądów, człowieka oświeconego,
wroga obskurantyzmu, ciemnoty,
wstecznictwa. Wbrew tym, którzy
uważają, że postawa oświeceniowa
jest dziś anachronizmem, mason jest
tym człowiekiem, który widzi, że
wciąż nam daleko do realizacji idei
oświeceniowych, a walka z wstecz-
nictwem jest niestety wciąż jeszcze
potrzebna. Nie oznacza to wcale,
że filozofia masonerii jest filozofią
zbudowaną w XVIII wieku. Umysł
masona jest otwarty na wartości tych
kierunków filozoficznych, które poja-
wiły się w wieku XIX i XX, i z życzli-
wym zainteresowaniem powita nowe
myśli niesione przez nadchodzące
stulecie. Idea „świata niedokończo-
nego” odnosi się także do filozofii,
w której i wokół której są ogromne
przestrzenie dla twórczej aktywności
kolejnych pokoleń.
V
Z
nazwą „mason” związany jest
termin odgrywający istotną rolę
w obrzędach znacznej części lóż,
mianowicie „Wielki Budowniczy
Wszechświata”. Wszystko, co czynią
loże masońskie ma być na „chwałę”
tego Wielkiego Architekta. Terminu
tego nie należy utożsamiać z Bogiem
wielkich religii monoteistycznych,
który działa przez swoich ziemskich
przedstawicieli, i w którego imieniu
toczone były wojny religijne, prześla-
dowano heretyków, palono książki,
skazywano na śmierć lozofów. W na-
szych czasach współczesny kleryka-
lizm i fundamentalizm islamski też
stanowią zagrożenie dla wolności,
demokracji, kultury. Jako organizacja
ponadwyznaniowa masoneria nie
zamyka lóż przed osobami wierzący-
mi; jeśli odcinają się od fanatyzmu
i klerykalizmu, mogą interpretować
symbol Wielkiego Architekta w spo-
sób zgodny z zasadami własnej religii.
Z drugiej strony, ateistom należącym
do lóż wolno interpretować ten sym-
bol w sposób świecki, na przykład
jako podmiot zbiorowy, oznaczający
ludzi, którzy pozostawiają po sobie
trwałe i cenione dzieła. Znajdujące
się we wspomnianej wyżej formule
słowo „chwała” może oznaczać wy-
razy najwyższego uznania dla tego
zbiorowego podmiotu.
VI
N
aczelną wartością dla masonów
jest tworzony przez ludzi i dla
ludzi świat cudownych dzieł. Gdy-
by takiego świata nie było, wówczas
gatunek ludzki byłby tylko zwykłą
kategorią zoologiczną, grupującą isto-
ty drapieżne, krwiożercze, okrutne,
żywiące się mięsem zabijanych przez
siebie zwierząt, a także niestroniące
od bezlitosnego mordowania istot
należących do tego samego gatun-
ku. Jedynie te cudowne dzieła, które
kolejne pokolenia ludzi pozostawia-
ją po sobie, usprawiedliwiają nasze
prawo do życia, świadcząc o tym, że
istnienie Ludzkości ma sens i warto
walczyć o to, żeby mogła ona istnieć
nadal.
P i s m o P r z y j a c i ó ł s z t u k i k r ó l e W s k i e j
6L U d z i e i i d e e
VII
Istnienie Ludzkości nie jest darem,
który otrzymaliśmy raz na zawsze.
Jest to rzecz niezmiernie krucha, którą
łatwo utracić przez własną bezmyśl-
ność i zachłanność. Największym
zagrożeniem dla dalszego istnienia
Ludzkości są obecnie działania sa-
mych ludzi, którzy wyprodukowali
już tyle broni masowej zagłady, że
starczyłoby jej dla uśmiercenia wszyst-
kich żyjących na świeci istot; mimo
to produkuje się ją w dalszym ciągu,
bo zyski z handlu bronią są jednym
z fundamentów gospodarki światowej.
Drugim zagrożeniem jest kierunek
rozwoju produkcji przemysłowej;
nawet wówczas, gdy produkuje on
przedmioty pożyteczne, to równocześ-
nie zatruwa powietrze, wodę i glebę,
niszcząc środowisko, w którym żyje-
my. W wojnach giną nie tylko ludzie,
ale także pomniki historii i dobra
kultury, a więc to, co usprawiedliwia
nasze istnienie na świecie. Postępująca
degradacja środowiska zagraża nie
tylko zdrowiu i życiu współcześnie
żyjącej Ludzkości, ale także dziełom
wytworzonym przez poprzednie po-
kolenia, zagraża arcydziełom archi-
tektury, pamiątkom historycznym,
muzeom i księgozbiorom.
W tej sytuacji lozoa masońska
musi zostać wzbogacona o nowe ele-
menty, na które przedtem nie zwra-
cała uwagi, bo nie było jeszcze takiej
potrzeby. Do masońskiego słownika
wartości, które trzeba chronić przed
grożącą im zagładą, należy dopisać
Środowisko [naturalne], od które-
go zależy, czy Ludzkość i stworzone
przez nią dzieła będą nadal istnieć.
Istotnym składnikiem obrony środo-
wiska jest walka o trwały Pokój, walka
z militaryzmem, tworzeniem bloków
militarnych, z dzieleniem świata na
strefy wpływów wielkich mocarstw.
VIII
Wkład masonerii w walkę o Po-
kój związany jest z głoszonymi
przez nią hasłami Równości i Bra-
terstwa Narodów. Hasło Równości
oznacza w języku masońskim protest
przeciwko sztucznym przegrodom
wytwarzanym pomiędzy ludźmi przez
przesądy stanowe, rasowe, narodo-
we i religijne. Loże masońskie były
związkami braterskiej przyjaźni, które
starano się budować ponad podziałami
stanowymi, rasowymi, narodowymi,
wyznaniowymi i partyjnymi. Maso-
neria ma wielkie zasługi w zakresie
obalania barier feudalnych, zniesienia
niewolnictwa, w walce z dyskrymina-
cją rasową, nacjonalizmem i fanaty-
zmem religijnym. Współczesne odra-
dzanie się nacjonalizmu, prowadzące
do tak zwanych „czystek etnicznych”
i wzajemnego mordowania się, stano-
wi śmiertelne zagrożenie dla całego
świata, a w tym także dla wielu krajów
europejskich, o czym świadczy choćby
trwający od wielu lat rozwój wydarzeń
w byłej Jugosławii.
Istotną rolę w praktycznej realiza-
cji idei Braterstwa Narodów może
i powinna odegrać masoneria, po-
pierając dążenie do integracji Europy
oraz działalność Organizacji Naro-
dów Zjednoczonych jako najszerszej
płaszczyzny procesów integracyjnych
w skali całego świata. Chodzi o inte-
grację gospodarczą i kulturalną w opar-
ciu o takie zasady jak: eliminowanie
wojen między państwami, respekto-
wanie suwerenności małych państw,
zobowiązanie wszystkich państw do
przestrzegania praw człowieka, pomoc
dla krajów rozwijających się, prawo
do zachowania własnego języka i za-
chowania własnej kultury, swobodny
przepływ informacji, rozwój współpra-
cy gospodarczej i kulturalnej.
Wyprzedzając o kilka stuleci własną
epokę, w lożach masońskich końca
XVIII i początku XIX wieku rozwija-
no myśl, że mason powinien stawiać
interesy Ludzkości ponad interesami
własnego narodu i, kochając własną
Ojczyznę, powinien równocześnie
uważać się za obywatela całego świata.
IX
U
stanowienie trwałego Poko-
ju, ocalenie środowiska przed
zniszczeniem i zapewnienie ciągłości
istnienia gatunku, do którego nale-
żymy, nie wystarczają do zapewnie-
nia dalszego trwania kulturze. Nie
wystarczy, że uratujemy od zagłady
biblioteki i wydawnictwa, jeśli wy-
gaśnie potrzeba czytania książek. Nie
wystarczy, że ocalimy muzea, jeśli wy-
gaśnie potrzeba oglądania arcydzieł
malarstwa. Dlatego w różnych wi-
zjach przyszłego rozwoju społeczeń-
stwa, jakie przyświecają praktycznej
działalności masonów, nie wystarcza
troska o gwarancje pokoju, wolności
i sprawiedliwości, ale coraz większego
znaczenia nabiera sprawa wychowania
młodego pokolenia na ludzi kultural-
nych, którzy z wewnętrznej potrzeby
czytają dobre książki, oglądają obrazy
i rzeźby, słuchają muzyki poważnej,
chcą powiększać własną wiedzę i mają
zarówno ambicję, jak i odpowiednie
przygotowanie do aktywnego uczest-
nictwa w życiu kulturalnym. Polega
ono na tym, że nie poprzestaje się na
korzystaniu z dzieł już wytworzonych
i na przyswajaniu sobie wiedzy zma-
gazynowanej w podręcznikach i cza-
sopismach, ale podejmuje się próby
wzbogacania świata dzieł o własne
wytwory i próby wzbogacania wie-
dzy naukowej własnymi badaniami
i odkryciami.
X
N
ajważniejszym zadaniem masona
jest więc budowanie – w sensie
wzbogacania środowiska o cenne, trwa-
łe wytwory, dzięki którym w świecie
jest piękniej, a ludziom żyje się lepiej.
Na tym fundamencie wznosi się nowy
dział etyki dotyczący stosunków mię-
dzy osobą a rzeczami. W dziedzinie
tej dochodzi dziś do starcia między
dwiema postawami życiowymi, któ-
re charakteryzuje się czasownikami
„mieć” i „być” (nie zauważając, że są
czasowniki ważniejsze od nich). Jed-
na czyni z posiadania rzeczy miernik
własności człowieka; im więcej posiada
się drogich rzeczy, budzących zazdrość
osób, których nie stać na to, żeby je
kupić, tym bardziej rośnie ich posiadacz
w oczach otoczenia i swoich własnych.
Posiadane rzeczy ceni się nie ze wzglę-
du na ich piękno i użyteczność, ale ze
względu na ich wysoką cenę. Druga
postawa opiera się na twierdzeniu, że
między światem osób a światem rzeczy
7
W o l n o m u l a r z P o l s k i z i m a 2 0 1 4 / 2 0 1 5 • n u m e r 6 1
L U d z i e i i d e e
istnieje przepaść i że cenić należy tylko
wartości duchowe, które nosi się we
własnym wnętrzu; ważne jest nie to,
co się „ma”, ale to, kim się „jest”. Obie
postawy opierają się na jednostron-
nej redukcji bogactwa czasowników
określających możliwe style życia do
„mieć” i „być”, a więc niedostrzegają-
cych takich czasowników jak „działać”,
„współtworzyć”, „budować”, „wytwa-
rzać”. Opierają się na jednostronnej
redukcji bogactwa możliwych relacji
pomiędzy osobą a rzeczami do relacji
„posiadania”, tracąc z pola widzenia
o wiele bardziej doniosłą problema-
tykę sposobów korzystania z rzeczy,
a zwłaszcza problematykę relacji pomię-
dzy rzeczą a osobą, która ją wytwarza.
XI
S
tosunek posiadania ma charakter
zewnętrzny. Tylko w wyjątkowych
przypadkach między osobą a posiada-
nymi przez nią rzeczami nawiązana zo-
staje więź powodująca istotne mody-
kacje w osobach i rzeczach; taką więź
można mieć z mieszkaniem, księgo-
zbiorem, instrumentem muzycznym,
narzędziami pracy. Przeważnie jednak
rzeczy kupowane i sprzedawane nie
zachowują w sobie istotnych cząstek
kolejnych właścicieli. Zupełnie inaczej
jest z rzeczami, które wytwarzamy. Już
sam proces wytwarzania ma wymiar
moralny i może podlegać moralnej
ocenie. Jeżeli ktoś pracuje bezmyślnie
i niedbale, produkując wyroby byle
jakie, tandetne, brzydkie, nadające
się jedynie do wyrzucenia, sprawia
swoim działaniem zawód tym, którzy
potrzebują przedmiotów solidnych,
przydatnych, trwałych, pięknych. Ze-
psuł tworzywo, z którego można było
wytworzyć coś lepszego. Uczynił ze
swego wytworu swój autoportret –
pokazujący, że on sam jest kimś rów-
nie lichym i bezużytecznym jak ten
wytwór. Dochodzimy w ten sposób
do uświadomienia sobie naczelnego
imperatywu związanego z wytwarza-
niem rzeczy: jeśli przystępujesz do
pracy mającej na celu wytworzenie
jakiejś rzeczy, to twoim obowiązkiem
jest troska o to, aby tej rzeczy nadać
kształt możliwie najdoskonalszy, żeby
cieszyła oczy i serca tych, którzy będą
z niej korzystać. Uznając to za jeden
z imperatywów etyki masońskiej,
należy dodać, że niezależnie od dzie-
dziny własnej aktywności, człowiek
podejmujący czynność tworzenia,
budowania, wytwarzania rzeczy po-
winien wkładać w wytwarzane przez
siebie przedmioty najlepsze cząstki
własnej osobowości. Możliwość ekste-
rioryzacji własnych pomysłów, uczuć,
kompetencji, cech charakteru i innych
elementów osobowości w wytwarza-
ne przez nas przedmioty sprawia, że
jesteśmy w tych przedmiotach obecni
– także po naszej śmierci. Dzięki temu
inni ludzie mogą nas spotkać w rze-
czach, które wytworzyliśmy.
Oprócz wytworów, które powinny
być zawsze takie same, zawsze z tym
samym kompletem najbardziej pożą-
danych cech, istnieją dziedziny, w któ-
rych jedną z najważniejszych cech
wytwarzanego przedmiotu powinna
być jego nowość. Od poetów, mala-
rzy, kompozytorów oczekujemy dzieł
oryginalnych, naznaczonych piętnem
ich osobowości, a równocześnie od-
miennych od dzieł, które stworzyli
wcześniej. Tego samego wymaga się
od lozofów. Zadaniem lozofów nie
jest powtarzanie tego, co wyczytali
z prac swoich poprzedników, ale wy-
twarzanie nowych myśli.
Uogólniając, można powiedzieć, że
warunkiem rozwoju kultury jest stale
rosnąca i pogłębiająca się różnorod-
ność twórców. Z drugiej strony istnieje
wiele takich dzieł (np. koncerty symfo-
niczne, przedstawienia teatralne, lmy,
czasopisma), dla których powstawania
niezbędne jest współdziałanie wielu
osób. Jeżeli przyjąć, że istnieje coś
takiego jak „utopia masońska” i że
jednym z jej elementów jest takie pod-
niesienie poziomu kulturalnego całej
Ludzkości, aby każdy człowiek mógł
żyć specycznie ludzkim sposobem
życia polegającym na współuczestni-
ctwie w procesie budowania kultury,
to wynika z tego wniosek, że w etyce
masońskiej i w praktyce lóż należy na
jedno z pierwszych miejsc wysunąć
łączenie dwóch elementów: szacunku
dla wolności, indywidualności i róż-
norodności ludzi, którzy coś wytwa-
rzają, oraz kształcenia umiejętności
zgodnego współdziałania ludzi dla
realizacji wspólnych celów.
Szczególną rolę odgrywa w języku
masońskim – przejęte z muzykologii
– pojęcie harmonii. Z doświadczeń
historycznych wynika, że absolutyzo-
wanie jakiejś jednej wartości przynosi
szkodę kulturze i ściąga na Ludzkość
wiele nieszczęść. Stojąc na gruncie
aksjologii policentrycznej, masone-
ria podejmuje zadanie harmonijnego
łączenia różnych wartości, zwłaszcza:
- jedności z różnorodnością,
- indywidualizmu z umiejętnością
współdziałania,
- wolności z praworządnością,
- kultu Nauki z kultem Sztuki,
- przywiązania do tradycji z życzliwą
postawą wobec nowatorstwa,
- rozwoju techniki i przemysłu
z obroną środowiska,
- wolności ekonomicznej ze spra-
wiedliwością społeczną,
- racjonalizmu z tolerancją dla róż-
nych wierzeń,
- miłości Ojczyzny z dążeniem do
zjednoczenia Ludzkości.
* * *
S
próbujmy teraz z tego wszystkiego,
co zostało dotąd powiedziane, wy-
dobyć najważniejszą myśl, odsłaniają-
cą istotę masonerii. Być prawdziwym
masonem to żyć w taki sposób, żeby
otaczający nas świat stawał się, dzię-
ki twórczej pracy naszych mózgów
i rąk, coraz lepszy i piękniejszy.
Po masonach, którzy byli pisarzami
i myślicielami – jak Montesquieu,
Helwecjusz, Condorcet, Lessing,
Herder, Goethe, Schiller, Fichte,
Heine, Trentowski, Strug, Korczak,
Abramowski – pozostało wiele mą-
drych, głębokich, pobudzających do
myślenia książek. Po tych, którzy –
jak Mozart – byli kompozytorami,
pozostała zachwycająca muzyka.
Spośród masonów będących rzeź-
biarzami Bartholdi pozostawił po
sobie stojący u wrót prowadzących
do Stanów Zjednoczonych wspa-
niały Posąg Wolności, orvaldsen
ozdobił Warszawę pomnikami Ko-
P i s m o P r z y j a c i ó ł s z t u k i k r ó l e W s k i e j
8L U d z i e i i d e e
pernika i księcia Józefa, Godebski
– pomnikiem Mickiewicza. Dzięki
działalności takich masonów, jak Wa-
szyngton, Bolivar, Pułaski, Garibaldi
wiele krajów uzyskało niepodległość,
dzięki takim masonom, jak Lincoln
czy Schoelcher zostało zniesione nie-
wolnictwo, dzięki masonom w wielu
konstytucjach zagwarantowane zostały
prawa człowieka i obywatela. Mason
Franklin pozostawił po sobie pioru-
nochron, mason Fleming penicylinę,
mason Henri Dunant – Czerwony
Krzyż. Znaczny był udział masonów
w projektowaniu i tworzeniu takich
organizacji międzynarodowych, jak
Liga Narodów, Organizacja Narodów
Zjednoczonych, UNESCO.
Rejestr wybitnych masonów to
równocześnie rejestr wielkich do-
broczyńców Ludzkości, ukazujący
głęboki sens masońskiego hasła -
lantropii. Nawiązywanie do tradycji
masońskich polega przede wszystkim
na tym, że ta wspaniała galeria myśli-
cieli, artystów, wynalazców, działaczy
społecznych, lantropów jest dla nas
zbiorem przykładów możliwości do-
skonalenia świata.
Masoneria przywraca blask takim
wyblakłym dziś wyrażeniom, jak
„świecić własnym przykładem”, po-
nieważ jest przekonana, że „sztuki ży-
cia” nie można nauczyć wygłaszaniem
kazań i udzielaniem rad, ale trzeba
własnym przykładem pokazywać, jak
należy postępować. Określając maso-
nerię słowami „ars regia”, wskazujemy
właśnie na to, że prawdziwa lozoa
masonerii jest ukryta w „sztuce życia”
i polega na tym, żeby WSZĘDZIE
POZOSTAWIAĆ PO SOBIE DO-
BROCZYNNE SKUTKI WŁASNEJ
DZIAŁALNOŚCI, żeby w świecie
było COZ „WIĘCEJ ŚWIATŁA”,
CORAZ WIĘCEJ WOLNOŚCI,
CORAZ WIĘCEJ ZGODNEGO,
BTERSKIEGO WSPÓŁDZIA-
ŁANIA, COZ WIĘCEJ RZECZY
TRWAŁYCH, PIĘKNYCH I UŻY-
TECZNYCH.
Andrzej Nowicki
Deska wygłoszona podczas prac
Sz...L...Europa na Wsch... Warszawy
22 września 1994 r.
M
arek Pol , przewodniczą-
cy Rady Krajowej Unii
Pracy, w wygłoszonej
laudacji podkreślił tę szczególną
niezależność „Przeglądu” jako je-
dynego lewicowego tygodnika,
nieulegającego trendom i modom,
wiernie realizującego linię progra-
mową nakreśloną przed piętnastoma
laty przez redaktora Jerzego Do-
mańskiego. – Publicystyka Mała-
chowskiego ma ten ogromny walor, że
mimo upływu czasu pozostaje ciągle
aktualna – powiedział „Wolnomu-
larzowi Polskiemu” red. Jerzy Do-
mański. – Gdy zastanawiam się nad
tym fenomenem, bo przecież żyjemy
w czasach ogromnej dewaluacji waż-
nych słów, to myślę, że miał nie tylko
ogromny talent, ale przede wszystkim
odwagę w prezentowaniu ocen idących
pod prąd powszechnej opinii. Robił to
zawsze gdy uważał, że tak trzeba. Bo
to jest w interesie narodu i państwa. Ale bywało też tak, że stawał po stronie jednej,
pokrzywdzonej osoby. Małachowski miał w sobie tyle mądrości i wrażliwości, że
trudno nie być dumnym i z paroletnich kontaktów, i nagrody Jego imienia. #






jerzy
dOmański
laureatem nagrOdy
imienia aleksandra
małachOwskiegO




Aleksander Małachowski polityk, działacz opozycji w czasach PRL,
publicysta, wolnomularz, przewodniczący Unii Pracy, poseł na Sejm
X, I, II i IV kadencji, wicemarszałek Sejmu w latach 1993–1997, zmarł
w styczniu 2004 r.
9
W o l n o m u l a r z P o l s k i z i m a 2 0 1 4 / 2 0 1 5 • n u m e r 6 1
L U d z i e i i d e e
M
yślę, że to ważne pytania, które powinnyśmy
sobie postawić, nie tylko z punktu widzenia
tożsamości naszej loży – Gai Aeterny, ale także
świadomości perspektywy rozwojowej wolnomularstwa
w ogóle.
Każda nowa epoka rodzi się z zakwestionowania para-
dygmatu kulturowego epoki minionej. Tak jest i dzisiaj
w czasach nam współczesnych lub ponowoczesnych,
które zanegowały i zdemontowały ład instytucjonalny
i lozoczny porządek minionej epoki nowożytnej.
Współczesny świat cywilizacji zachodniej, jak opisuje go
wnikliwy badacz kultury ponowoczesnej Zygmunt Bauman,
to świat współczesności bez sacrum, płynnej względności
wszelkich idei, relatywizmu poddającego w wątpliwość
wartości uniwersalne, tradycję, historię. To świat szybkich
zmian, nietrwałych związków, natychmiastowych graty-
kacji, fragmentaryczności i przygodności bytów. To świat,
który rodzi się z niezgody i opozycji wobec stabilnej no-
woczesności reprezentowanej przez myśl oświeceniową.
Wolnomularstwo, chociaż wyrasta z XVIII-wiecznej
myśli oświeceniowej, którą konstytuuje idea postępu, ładu










gaja
w pOnOwOczesnOści
miejsce wOlnOmularstwa
wczasach współczesnych
i z i S i U S T a
B y Ł a C z ... M ... S z ... L ... G a J a a e T e r n a
O r a z P r O M e T e a n a w S C H ... w a r S z a w y

P i s m o P r z y j a c i ó ł s z t u k i k r ó l e W s k i e j
10 L U d z i e i i d e e
społecznego opartego na pracy i wypełnianiu obowiąz-
ków, a nade wszystko armacja rozumu, odwołuje się do
wartości uniwersalnych wypracowanych przez ludzkość
na przestrzeni dziejów. Uniwersalnych w tym sensie, że
nieprzemijających, niezmiennych, bo dotyczących istoty
człowieka.
O ile paradygmat epoki nowożytnej, czy inaczej – epoki
nowoczesnej, opierał się na kulcie rozumu, ładu i porządku
społecznego z ustaloną hierarchią i wartościami etycznymi,
to przejście do epoki ponowoczesnej odbyło się poprzez
ich pełną dekonstrukcję we wszystkich wymiarach życia
społecznego.
W czasach ponowoczesnych zakwestionowano przede
wszystkim absolutne kompetencje rozumu. Podważo-
no istnienie jednoznacznych kryteriów prawdy i dobra.
Każdemu przyznaje się prawo do stanowienia o własnej
prawdzie. Wartością naczelną stała się niczym niekrępo-
wana wolność jednostki, na tyle, na ile się da uwolniona
od powinności i zobowiązań. Dla większości młodego
pokolenia perspektywa wiązania się z czymkolwiek, lub
kimkolwiek, na całe życie jest z gruntu mało atrakcyjna
i napawa lękiem. Związków nie zawiera się już z przeko-
naniem, że będą trwać przez całe życie. Anonimowość,
przelotność kontaktów i epizodyczność życia (życie składa
się z niepowiązanych przyczynowo epizodów), mimo że
daje poczucie swobody i niewyczerpanych szans – wszystko
przecież można zacząć od nowa – ma jednak swoją cenę. Tą
ceną jest chroniczna niepewność. Niepewność dotycząca
tego, co stanie się jutro, ale także brak zaufania do tego, co
robiło się wczoraj. Zdobyte wykształcenie nie daje już po-
czucia stabilizacji i gwarancji wykonywania raz zdobytego
zawodu przez całe życie. Liczy się elastyczność, zdolność
przystosowania i udział w grze. Związki, przyjaźnie trwają
tak długo, jak długo zaspakajają potrzeby przyjemności.
Konsekwencją braku niepewności jest brak poczucia bez-
pieczeństwa. Reguły nie są jasne, zasady są wieloznaczne.
Planowanie życia jest bardzo ograniczone i sprowadza się
do nieustannych inwestycji, w nadziei, że przyniosą one
jakąś stopę zwrotu.
Ceną, jaką płacimy za tę prawie nieograniczoną wolność,
jest także spłycenie więzi między ludźmi. Dzisiaj bliskość
osobistą powoli wypiera bliskość wirtualna. Bezpieczna
i niezobowiązująca. Komórkę, internet, telewizor można
wszak wyłączyć w każdej chwili, kończąc wirtualną bli-
skość jednym przyciśnięciem guzika. Kontakty wirtual-
ne są zbyt krótkie i płytkie, aby mogły przekształcić się
w więzi. Jesteśmy razem i osobno, razem i obok siebie,
nie tylko w przestrzeni wirtualnej, ale także społecznej
i rodzinnej. Narusza to podstawowe potrzeby ludzkie:
przynależności, miłości i bezpieczeństwa, napędzając
pacjentów psychoterapeutom. W zatomizowanym i co-
raz bardziej anonimowym społeczeństwie permanentne
zaburzenia w zaspokojeniu tych naturalnych ludzkich
potrzeb w małych grupach (np. rodzinie) rodzą zjawi-
sko tzw. nowoplemienności – zrzeszania się w mniejsze
grupy i wspólnoty połączone jakimś wspólnym celem.
Celem, który czasami jest funkcjonalnie pozytywny, ale
też nierzadko bywa, zwłaszcza wśród osób sfrustrowa-
nych, skierowany przeciwko innym, jak np. w przypadku
fanatyków religijnych czy terrorystów.
Świat współczesny jawi się jako wielki supermarket,
w którym wszystkie towary na wolnym rynku idei są równie
ważne. Żyjemy w epoce, która oprócz braku jednoznacz-
nego zakotwiczenia w ideach, wartościach, historii oraz
fragmentaryzacji życia społecznego, mieści w sobie wiele
ruchów i konkurencyjnych ideologii: new age, nowe ruchy
parareligijne, nowe ruchy społeczne typu prozdrowotne,
proekologiczne i inne pro…, które mają dawać receptę
na szczęście jednostki. Pośrodku tego gigantycznego
supermarketu krąży zagubiony człowiek, który często
kupuje nie to, po co przyszedł, kupuje za dużo, na ogół
więcej, niż potrzebuje.
– Czy pozostało jeszcze coś żywego z dawnej hierarchicz-
nej wizji świata: religii, metazyki, arystokracji ducha,
pogłębionej edukacji, myślenia hi-
storycznego, szacunku dla dorobku
przeszłości, uniwersalnych warto-
ści? – pyta Bartłomiej Dobroczyń-
ski w artykule Widmo postmoderni-
zmu krąży po Europie Wschodniej*.
To pytanie jest szczególnie aktualne
w kontekście rozważań nad miej-
scem i rolą wolnomularstwa we
współczesności. Wszak wszystkie
te wartości tworzą istotę wolno-
mularskiej metody doskonalenia
człowieka.
Od zarania dziejów człowiek pró-
buje zrozumieć naturę wszechświa-
ta i poszukuje odpowiedzi na pyta-
nia dotyczące sensu życia. Dążenie
dotarcia do Wielkiej Tajemnicy
11
W o l n o m u l a r z P o l s k i z i m a 2 0 1 4 / 2 0 1 5 • n u m e r 6 1
L U d z i e i i d e e
Życia przybierało rozmaite formy w miarę upływu epok,
ale nigdy nie przestało istnieć. Jest głęboko zakodowane
w naszej podświadomości zbiorowej i stanowi integralną
część istoty ludzkiej. Jest jakby jednym z biegunów natury
człowieka, który można określić biegunem „sacrum”,
w przeciwstawieniu do „profanum”. Etyczna metoda
wolnomularska uwzględnia holistyczny wymiar czło-
wieka, co tłumaczy jej długowieczność. W czasach nam
współczesnych, w płynnej ponowoczesności poddającej
w wątpliwość sens przeżywania sacrum, ruch wolnomu-
larski daje możliwość zaspokojenia tej naturalnej ludzkiej
potrzeby duchowości. Niezwiązany z żadną ocjalną
religią, czerpie swe treści z różnych tradycji, na podstawie
których stworzył własną, specyczną metodę. Bogactwo
uniwersalnych treści pochodzących z dziedzictwa ludzkości
nadaje jej charakter ponadczasowy. Wolnomularstwo nie
pretenduje do tego, aby udzielać odpowiedzi na odwieczne
pytania ludzkości o sens życia, ale stwarza sprzyjające
warunki do szukania takiej odpowiedzi, choćby symbo-
licznej i pośredniej.
Nie będzie ono nigdy ruchem masowym, gdyż dociera
jedynie do ludzi świadomych takiej potrzeby.
Masoneria jest propozycją, która łączy przeszłość
z przyszłością, sacrum z profanum, łączy ludzi różnych
kultur, światopoglądów i ras.
Metoda wolnomularska z założenia ma dotrzeć do samej
istoty człowieczeństwa, z utopijną wizją świata zalud-
nionego przez Siostry i Braci w Ludzkości. W myśl tego
wzniosłego ideału humanistów ruch wolnomularski jest
nośnikiem wartości ogólnoludzkich, odpornych na wpływy
zmieniających się mód.
W moim głębokim przekonaniu, w dzisiejszym splurali-
zowanym i podzielonym świecie jest miejsce dla masonerii.
Nie tylko dlatego, że ponowoczesność jest bardzo pojemna.
Również dlatego, że wolnomularstwo, które zmierza do
doskonalenia człowieka w oparciu o wartości uniwersalne,
zapewnia mu jednocześnie swobodę wyboru i myślenia,
respektuje w pełni prawo każdego do odmienności, wyso-
ko wynosząc wartość wolności osobistej i tolerancji. A są
to wartości, które sprzyjają społeczeństwu otwartemu
i procesowi przemian. Fakt, że masoneria łączy tradycję
ze współczesnością, pozwala jej nie tylko trwać, nie tylko
nadążać za zmianami, ale także często stać na ich czele, co
udowodniła historia naszego ruchu.
Wbrew zapewnieniom wielu, że wolnomularstwo było,
jest i będzie, jest ono z pewnością narażone na różne
mniejsze lub większe zagrożenia, zarówno zewnętrzne, jak
i wewnętrzne, wynikające z dzisiejszej epoki powszechnej
dekonstrukcji i gruntownego przewartościowania idei.
Zagrożeniem zewnętrznym dla wolnomularstwa w Polsce
mogą być ewentualne zmiany natury prawnej. Historia
jednak pokazała, że potrało się ono odrodzić nawet po
bardzo drastycznych ciosach.
Istnieje też potencjalne zagrożenie, że ruch nasz może
rozpaść się od wewnątrz, jeśli zbyt daleko odsunie się od
tradycji, która zdaje się być gwarantem jego trwania. Jeżeli
w imię „ducha epoki” zacznie wprowadzać zmiany burzą-
ce spójność przekazu, istnieje niebezpieczeństwo utraty
wypracowanego przez stulecia wymiaru uniwersalnego.
I wtedy może przekształcić się w organizację pustą pod
względem treści.
Tym, co odróżnia wolnomularstwo od innych organizacji
i zrzeszeń mających na celu różne formy doskonalenia
człowieka, jest nasza oryginalna metoda pracy w oparciu
o rytuał i zgłębianie lozocznego przekazu symboli.
Metoda ta, łącząc racjonalne spojrzenie z przeżyciem
duchowym, rozum z intuicją, pozwala na całościowy wgląd
w naturę zjawisk i uwewnętrznienie wartości, które uzna-
jemy za ważne i własne. Wartości uznawane i przeżywane,
a nie tylko deklarowane, mają silniejszy wpływ na nasze
postawy życiowe i zachowania. Rezygnacja lub daleko idące
uproszczenia rytuału, traktowanie go powierzchownie
jako fasadowego ozdobnika, mogą spowodować utratę
zdolności przekazu.
Nieodpowiedzialne korzystanie z wszechobecnego In-
ternetu może zakłócić tradycyjną drogę przekazu Mistrz
– Uczeń oraz specykę inicjacji, polegającą na stopnio-
wym wtajemniczaniu. Podobnie, wprowadzenie do lóż
idei skrajnego racjonalizmu, z wykluczeniem wszelkiej
duchowości, może doprowadzić do utraty tożsamości
wolnomularskiej. Wówczas masoneria, pozbawiona swojej
specyki, pozostałaby wolnomularstwem już tylko z nazwy.
Świadomość zagrożeń nie oznacza kultywowania postaw
bezwzględnie konserwujących dawne obyczaje. Masone-
ria ewoluuje pod wpływem zmieniających się warunków
epoki. Co więcej, przystosowanie się jest nieuchronne,
jak choćby to, związane z rozluźnieniem dyskrecji, o którą
coraz trudniej w państwach o rozbudowanej administracji
i systemach prawnych czy w społeczeństwach otwartych
z ogromną opiniotwórczą rolą mediów.
My, siostry Gai Aeterny, żyjemy tu i teraz, włączone
aktywnie w nurt ponowoczesnej kultury z całym jej bo-
gactwem, różnorodnością i niespotykaną dotąd w historii
akceptacją dla różnych sposobów życia. Jednocześnie,
kultywujemy w loży ponadczasowe, uniwersalne warto-
ści. Paradoksalnie, wolnomularstwo oparte na przekazie
tradycji pozwala nam lepiej odnaleźć się we współczesnej
rzeczywistości. Nasza loża jest niszą ekologiczną pozwa-
lającą nam odciąć się od brutalności świata, zatrzymać
się w pędzie codzienności, zastanowić nad sensem ist-
nienia i lepiej zrozumieć same siebie. To właśnie dzięki
metodzie wolnomularskiej potramy, w tyglu skrajnie
zrelatywizowanej i wieloznacznej współczesności, złapać
oś równowagi i harmonii, własny pion, który pozwala nam
w miarę bezpiecznie płynąć między wzburzonymi falami
ponowoczesności ku archipelagu Mądrości, Dobra i Piękna.
Izis Iusta
Deska wygłoszona w Sz... L... Gaja Aeterna
25 października 2014 r. z okazji
czwartej rocznicy Zapalenia Świateł loży.
P i s m o P r z y j a c i ó ł s z t u k i k r ó l e W s k i e j
12 L U d z i e – M i T y – i d e e
prOmeteusz
i hermes
– w świecie i w lOży
d r M i r O S Ł a w a d O Ł Ę G O w S K a - w y S O C K a

13
W o l n o m u l a r z P o l s k i z i m a 2 0 1 4 / 2 0 1 5 • n u m e r 6 1
L U d z i e – M i T y – i d e e
M
otyw mitu o Prometeuszu był podejmowany już we wczesnym antyku. Tu zasygnalizuję
tylko najważniejsze sprawy. Znajdujemy go w tragedii Ajschylosa pt. Prometeusz skowany. W II
wieku n.e. motyw podjęty został przez Lukiana w dialogu pt. Prometeusz albo Kaukaz, a także w innych dzie-
łach – O oarach, Zeus wzięty na spytki, Bogowie miłości. W swych pismach odnoszą się do mitu Prometeusza
także Cyceron, Pauzaniasz, Arrian i Flawiusz Filostrat. Następnie do Prometeusza sięga pisarz chrześcijański
Tertulian, utożsamiając go z samym Bogiem, Stwórcą człowieka. Pod wpływem dialogów Lukiana własny dialog
pisze Maria Konopnicka (Prometeusz i Syzyf). Z mitu o Prometeuszu narodził się prometeizm lub postawa pro-
metejska – postawa etyczna, dla której ideałem moralnym jest dobrowolne podporządkowanie działań jednostki
dobru większych grup społecznych lub nawet całej ludzkości. Oznacza on także bunt przeciwko boskim wyrokom
i siłom natury oraz cierpienie własne w imię szczęścia ogółu. Przykładami z literatury mogą być dr Rieux z Dżumy
Alberta Camus, Kordian Juliusza Słowackiego oraz Konrad w III części Dziadów Mickiewicza (jego prometejska
postawa ukazana jest w Wielkiej Improwizacji) czy postać dr. Judyma z Ludzi bezdomnych Żeromskiego (Pierwo-
wzorem postaci doktora Judyma był doktor Radziwiłłowicz, wybitny polski wolnomularz początków XX w.). #
jeden z tytanów
P
rometeusz, zwany w starożytności
stwórcą ludzkości (ulepił człowie-
ka z gliny i łez), a przez niektórych za-
liczany do siedmiu tytanów, był synem
tytana Eurymedonta i nimfy Klimene.
Miał trzech braci, z których najsłyn-
niejszym był Atlas. Zanim Prometeusz
skradł z Olimpu ogień, przyczynił się
wielce do rozwoju ludzkości, a to za
sprawą bogini Ateny. To ona właśnie
– tu cytuję za Gravesem: „...nauczyła
go architektury, astronomii, matema-
tyki, nawigacji, medycyny, metalurgii
i innych pożytecznych umiejętności,
które on z kolei przekazał ludziom”.
Zwracam tu uwagę sióstr na matema-
tykę i architekturę, bez której wolno-
mularstwo operatywne nie mogłoby
istnieć. Spójrzmy także na metalurgię.
W naszych rytuałach, mówiąc o naro-
dzinach metalurgii, sięgamy po posta-
cie biblijne, a to przecież tylko krok od
alchemii, i kilka kroków od alchemii
duchowej, rzadko kiedy kojarzonej
z imieniem Prometeusza. My jednak,
zważywszy na nazwę naszej loży, ten
wątek prometejskiego mitu akurat
powinnyśmy pamiętać.
Przejdę teraz do zasadniczego wątku,
czyli prometejskiego ognia, którego
konkretny kontekst często umyka.
Zaczęło się od problemu z oarami dla
bogów: „W Sykionie toczyła się dysku-
sja nad tym, którą część oarnego byka
należy przeznaczyć dla bogów, a którą
zachować dla ludzi. Poproszono Pro-
meteusza, by sprawę rozstrzygnął.
Poćwiartował on byka i uszył z jego
skóry dwa wory. Do jednego worka
włożył całe mięso, ale ukrył je pod
żołądkiem, najmniej atrakcyjną częścią
zwierzęcia; w drugim worku umieścił
kości ukryte pod grubą warstwą tłusz-
czu, po czym zwrócił się do Zeusa,
aby dokonał wyboru. Zeus łatwo dał
się oszukać i wybrał worek z kośćmi
i tłuszczem”. Ale na Prometeusza do-
słownie się wściekł, tym bardziej, że
on wyśmiewał go za plecami. I dlatego
właśnie Zeus postanowił nie dać lu-
dziom stworzonym przez Prometeusza
ognia. „Niech jedzą surowe mięso”
– zawołał.
Bardzo mnie zastanowił ten okrzyk
Zeusa. W historii ludzkości zdobycie
ognia i umiejętność jego krzesania
było tym samym, co wynalazek koła
czy odkrycie atomu, a może miało
jeszcze większe znaczenie. Jest teoria
we współczesnej nauce, że człowiek
stał się człowiekiem dzięki... jedzeniu,
a konkretnie pieczonemu na ogniu,
a potem gotowanemu (też na ogniu,
tyle że w garnkach) mięsu. Wzboga-
ciło to dietę o przetworzone, łatwo
strawne białko, czego gros poszło na
odżywianie ludzkiego mózgu. Mózg
zaczął rosnąć i mądrzeć. Wedle tej
teorii to nie praca, lecz ogień stwo-
rzyły prawdziwego, współczesnego
człowieka.
Wracamy do Prometeusza. Jak ob-
szedł klątwę Zeusa? Znowu o po-
moc poprosił Atenę, która schodami
kuchennymi wpuściła go na Olimp,
gdzie zapalił pochodnię od ognistego
rydwanu boga słońca Heliosa, odłamał
kawałek żarzącej się głowni i wrzucił
do pustego wnętrza olbrzymiej łodygi
kopru. Następnie zgasił swą pochod-
nię i niezauważony przez nikogo poda-
rował ludziom ogień. Zeus zaprzysiągł
zemstę… i przykuł nagiego Prome-
teusza do słupa w górach Kaukazu,
gdzie głodny sęp wyżera mu przez
cały dzień wątrobę, męczarniom zaś
jego nie ma końca, ponieważ co noc,








Mity greckie
P i s m o P r z y j a c i ó ł s z t u k i k r ó l e W s k i e j
14 L U d z i e – M i T y – i d e e
kiedy Prometeusz marznie straszliwie,
wątroba mu odrasta. Miał tak cierpieć
30 tys. lat, cierpiał tylko 30, po tym jak
Herkules zabił strzałą z łuku zesłanego
przez Zeusa sępa.
histOria nazwy
prOmetei
Nazwę dla naszej loży, PROME-
TEA, wymyśliła siostra Ka-
mila, tak samo jak trójkątny kształt
i szczegóły naszego lożowego medalu.
Napisała też ręcznie na kartkach zwy-
kłego zeszytu uzasadnienie dla obu.
Ja potem redagowałam dokumenty,
dodając wnioski wypływające z na-
szej dyskusji. Zachował się w moich
zbiorach PROJEKT dokumentu lo-
żowego, szykowanego na zapalenie
świateł, zatytułowany „PROMETEA
– pierwsza loża kobieca”. „Nazwa loży
PROMETEA bezpośrednio nawiązuje
do mitu prometejskiego. Pragniemy
jako masonki przyczynić się do po-
prawy świata, szerzyć idee Wolności,
Równości i Braterstwa. Wierząc w na-
sze idee, nie możemy zniechęcać się
trudnościami i przeszkodami. Chcemy
być wytrwałe i cierpliwe; śmiałe i prze-
widujące [Prometeusz w języku greckim
znaczy właśnie przewidujący, wys.]. Jest
jednak coś więcej w tej nazwie. Zale-
dwie mała część światowej masonerii,
tej o zabarwieniu liberalnym, uznaje
prawo kobiet do bycia masonkami.
Dla większości światowych obediencji
wolnomularskich jesteśmy «maso-
nerią nieregularną», w domyśle – tą
gorszą. PROMETEA ma nieść światło
także i tam, do naszych braci. Bowiem
Wolność – Równość – Braterstwo
są ideami uniwersalnymi, ogólno-
ludzkimi, nie są «przyznane» tylko
mężczyznom”.
Do nazwy naszej loży raz jeszcze,
jak pamiętam, nawiązałyśmy bezpo-
średnio w zbiorowej desce lożowej,
napisanej w roku 2005, a zatytuło-
wanej „Zadania wolnomularstwa
w kształtowaniu postaw zaangażowa-
nych”. Cytuję: „Nazwa naszej Loży –
Prometea, której pięciolecie będziemy
obchodzić na początku listopada br.,
bezpośrednio nawiązuje do Mitu Pro-
metejskiego, do Światła, które chce-
my nieść, oświetlając najpierw swoje
nieraz mroczne wnętrze, aby potem
rozświetlać drogę innych, bliższych
i dalszych nam ludzi. […] Nawiązując
do tytułu tej deski, zadajmy pytanie:
czym w ogóle jest zaangażowanie?
Zaangażowanie jest przeciwieństwem
obojętności. Jeśli tak, to nie można
być zaangażowanym we wszystko.
Konieczny jest wybór pól zaangażo-
wania czy też spraw, w które się anga-
żujemy. Takich wyborów dokonujemy
codziennie, w różnych sytuacjach
życiowych. Nam, masonom, chodzi
głównie o zaangażowanie w sprawy,
które bezpośrednio dotyczą naszego
systemu wartości. Są one Światłem,
które zgodnie z przesłaniem naszego
rytuału i zadaniami wolnomularstwa,
chcemy nieść do świata profańskiego.
Czym jest więc owo Światło? To
światło to cała nasza wiedza wolno-
mularska. Wiedza, którą wypraco-
wujemy w Świątyni, stosując metodę
rytuału i symboliki. Kształtujemy,
czyli ociosujemy nasz kamień. Wszyst-
ko, co przeżywamy podczas naszych
prac; symbole, wymiana myśli, gestów
i uczuć składają się na rodzaj specycz-
nego poznania, poznania ezoteryczne-
go – wewnętrznego. W procesie tym
poznaniu intelektualnemu towarzyszy
przeżycie duchowe. Przeżycie to doko-
nuje się w grupie, wśród sióstr i braci,
tworząc to, co zwykliśmy nazywać
egregorem, czyli klimatem duchowym,
specyczną atmosferą loży. To dzięki
tej wspólnej wartości dodanej, która
powstaje z kumulacji indywidualnych
doznań i energii elementarnych, silniej
kształtujemy nasze postawy, którymi
emanujemy na zewnątrz w różnych
sferach naszego zaangażowania. Na
zakończenie naszych prac wypowia-
dane są słowa: Aby to Światło, któ-
re oświecało nasze prace pozostało
w nas; tak, abyśmy kontynuowało
na zewnątrz dzieło rozpoczęte w tej
Świątyni, lecz żeby nie było ono do-
stępne oczom profanów.
Ale w jaki sposób można nieść to
światło na zewnątrz, skoro nie działa-
my jako organizacja? Może to uczynić
każdy indywidualnie, przenosząc tę
wiedzę i wartości do życia profańskie-
go, do wszystkich tych sfer, w których
działamy, począwszy od rodzinnego,
sąsiedzkiego, towarzyskiego, aż po
wyższe piętra organizacji społecznej
i politycznej. To światło ma być jednak
niedostępne oczom profanów. Ma
być dyskretne tak, aby źródła jego
inspiracji pozostały nieujawnione”.
Tyle fragmenty deski lożowej sprzed
9 laty. Wracając do naszego mitu pro-
metejskiego: gdyby w pełni spełnić
jego postulaty, musiałoby być tak, że
Prometeusz wykrada bogom ogień
i jednocześnie wymazuje swoje imię
z historii. Zadam pytanie: Jak być
zatem i nie być Prometeuszem jed-
nocześnie? – a tak nam robić wypa-
da zgodnie z zasadami zachowania
tajemnicy masońskiej.
hermes
Pozwólcie siostry, że sięgnę znów
do mitologii. Jednym z wysoce
obrotnych bogów na Olimpie był Her-
mes, przedstawiany często ze skrzy-
dełkami u nóg, bóg wszędobylski,
wykorzystywany często przez Zeusa
do spraw niemożliwych. Dodajmy, że
Hermes był synem Zeusa z nieprawe-
go łoża. Jego matką była córka Atlasa,
jak pamiętamy, brata Prometeusza.
Zatem Prometeusz był dla Hermesa
stryjem. To swemu boskiemu ojcu
Zeusowi mały Hermes miał powie-
dzieć: „Uczyń mnie swoim heroldem,
ojcze, a wówczas będę odpowiadał za
całość wszelkiej niebieskiej własności,
nigdy nie będę kłamał, chociaż nie
mogę obiecać, że zawsze będę mówił
całą prawdę”…
Kupcy wzięli Hermesa za swego pa-
trona, ale nie tylko oni. Gdy kontakty
Greków z Egiptem stały się silniejsze,
Hermes pojawił się i tam, w ciągu wie-
lu wieków zlał się z egipskim otem.
Gdy po podbojach Aleksandra Wiel-
kiego nastały czasy hellenizmu, a jego
najwybitniejszym ośrodkiem stała się
Aleksandria, jako tygiel religijno-inte-
lektualny, tam właśnie skonstruowano
mityczną postać Hermesa Trisme-
gistosa, czyli Hermesa po trzykroć
Wielkiego, tam nastąpił rozkwit myśli
„hermetycznej”. Jak pisze w znakomitej
książce W kręgu Hermesa Trismegistosa
15
W o l n o m u l a r z P o l s k i z i m a 2 0 1 4 / 2 0 1 5 • n u m e r 6 1
L U d z i e – M i T y – i d e e
(Biblioteka Hermaionu, Wydawni-
ctwo OKULTU Darka Misiuny)
prof. Kazimierz Banek: „Tak oto po-
wstało bóstwo ezoteryczne oraz ezote-
ryczne ugrupowanie jego wyznawców,
poszukujących kultu indywidualnego
i prywatnego, nieuwikłanego w sferę
polityki i państwa, lecz umożliwia-
jącego zgłębianie wszelkich, nawet
największych tajemnic dotyczących
Boga, Świata i człowieka”. Tak narodził
się h e r m e t y z m.
hermetyzm
„H
ermetyzm, tak jak zresztą cały
neoplatoński nurt w nowo-
żytnej myśli europejskiej, posługiwał
się symboliczną formą opisu świata.
Wiązał się on bezpośrednio z «ta-
jemnym» charakterem hermetycz-
nej heterodoksji, z przekonaniem, iż
prawdziwa wiedza o Bogu i człowieku,
o zachodzących między nimi związ-
kach, zastrzeżona jest dla godnych
jej przyjęcia, dla «wybranych»”. To
nie jest ciąg dalszy wywodu profeso-
ra Panka, lecz naszego brata profe-
sora Tadeusza Cegielskiego w jego
sztandarowej pozycji sprzed 20 lat,
pt. Ordo ex Chao (Porządek z cha-
osu). Podkreśla on, że „w ocjalnej
wykładni zasad obediencji [Wielkiej
Loży] hermetyzm zajmował poczes-
ne miejsce już od 1723 r., to jest od
czasu ogłoszenia opracowanych przez
Jamesa Andersona (ok. 1680-1739)
pierwszych konstytucji wolnomular-
skich”. Prof. Cegielski pisze dalej, że
podjęta przez niego dyskusja o roli
hermetyzmu w masonerii „ma prze-
cież na celu nie tylko wydobycie na
światło dzienne określonej prawdy
historycznej; sądzimy – konkludu-
je – że pominięcie hermetycznego
nurtu w dziejach wolnomularstwa
spekulatywnego uniemożliwia pra-
widłową ocenę rozlicznych funkcji –
etycznych, politycznych, religijnych
i psychologicznych – jakie nowy typ
masonerii wypełnił w skompliko-
wanej rzeczywistości brytyjskiej
początku XVIII wieku”. (Tadeusz
Cegielski, ORDO EX CHAO, War-
szawa 1994).
W historii wolnomularstwa tajem-
nice cechowe wolnomularzy opera-
tywnych zostały zatem wzmocnione
wszelakimi postaciami tradycji herme-
tycznej, i to różnorakiej: pitagorejskiej,
różokrzyżowej, alchemicznej wreszcie,
które tak szeroko i wnikliwie anali-
zuje prof. Cegielski. To od samego
początku współistniało z masońską

P i s m o P r z y j a c i ó ł s z t u k i k r ó l e W s k i e j
16 L U d z i e – M i T y – i d e e
tradycją prometejską: otwartego nie-
sienia Światła dla dobra całej ludzko-
ści, co ostatecznie znalazło swój wyraz
w trójczłonowym haśle: Wolność,
Równość, Braterstwo. Najdobitniej-
szym dotąd dziełem artystycznym,
wypływającym z tak rozumianego
prometeizmu masonerii, jest nowo-
jorska Statua Wolności, a właściwie
Wolność opromieniająca świat wy-
konana przez naszego brata Frédérica
Auguste’a Bartholdiego, podarowana
przez Francję Stanom Zjednoczonym
w stulecie zdobycia niepodległości
przez USA.
filOzOfia masOnerii
K
westiami zamknięcia i otwartości
warsztatów masońskich, metod
niesienia światła do świata profańskie-
go zajmował się także współczesny
lozof, nasz nieodżałowany brat pro-
fesor Andrzej Nowicki. Wygłosił na
ten temat w loży Europa deskę, którą
potem znacznie rozszerzył i wydał
17 lat temu jako Filozoę masonerii.
Podkreślił tam: „Cele masonerii to
poszukiwanie prawdy, podnoszenie
poziomu umysłowego ludzkości,
krzewienie idei masońskich żywym
słowem, drukiem, a przede wszystkim
własnym przykładem. [...] jak reali-
zować te cele, skoro w czasie inicjacji
składa się przysięgę, w której znajdują
się m.in. następujące słowa: «zobo-
wiązuję się bezwzględnie zachować
tajemnicę masońską, nigdy nie mówić
ani nie pisać o tym, co mógłbym zo-
baczyć czy usłyszeć, a co dotyczyłoby
masonerii».
Jak krzewić idee masońskie, nie
ujawniając tego, czego dowiedzieli-
śmy się, uczestnicząc w pracach loży?
Jak oświecać ludzi, jak podnosić ich
poziom umysłowy, ukrywając przed
nimi wiedzę tajemną? Wielu myśli-
cieli masońskich zwracało uwagę
na tę sprzeczność, twierdząc, że
ukrywanie prawdy jest niemoralne
i sprzeczne z zasadami etycznymi
masonerii [podkr. wys.]. Wyciągali
stąd wniosek, że przysięga masońska
jest staroświeckim przeżytkiem i nale-
ży ją usunąć z obrzędów masońskich,
publicznie oświadczając, że masoneria
nie ma nic do ukrycia”.
Brat Nowicki rozważa następnie
trzy obszary owej wiedzy masońskiej:
pierwszy – obejmujący adresy lóż i na-
zwiska członków, drugi – dotyczący
„celów i zadań masonerii, jej zasad
etycznych, modelu stosunków między
ludźmi i między narodami, sposobu
rozumienia haseł Wolności, Równości
i Braterstwa”, oraz trzeci – dotyczący
form obrzędów oraz ukrytego znacze-
nia symboli wskazujących na istnie-
nie „tajemnej wiedzy”. Konkluduje
wreszcie: „Cele masonerii i jej zasady
etyczne nie mogą być przedmiotem
tajemnicy masońskiej, wręcz przeciw-
nie, każdy mason jest zobowiązany do
ich rozkrzewiania i wyjaśniania. Co do
trzeciego obszaru należy uwzględnić
fakt, że to, co dotyczy formy obrzędów
masońskich, inicjacji, wystroju lóż,
stopni masońskich itd. było wielokrot-
nie opisywane, znajduje się w licznych,
łatwo dostępnych drukowanych wy-
dawnictwach, a więc nakaz zachowa-
nia tajemnicy nie ma w tej dziedzinie
większego sensu, skoro każdy może
pójść do biblioteki i w ciągu paru go-
dzin zaspokoić własną ciekawość”.
Słowa te prof. Nowicki pisał w latach
90. ub. wieku, jeszcze przed erą Inter-
netu. Dzisiaj jego słowa o „pójściu
do biblioteki” stają się ciut anachro-
niczne, pokawałkowaną wiedzę na
wszystkie możliwe tematy zdobywa się
bowiem w Internecie. Sprawdziłam na
przykład, że sformułowanie „inicjacja
masońska” daje w google’u prawie 10
tysięcy odniesień, a wpisanie słów
„tajemnica masońska” daje wynik 10
razy „lepszy”, czyli 100 tysięcy!
kOnkluzja
C
zy można zatem w ogóle zrezyg-
nować z masońskiej tajemnicy
i pozostać masonem czy masonką?
Moim zdaniem – nie. Od ścisłego
hermetyzmu z jednej strony do idei
prometejskiej z drugiej rozciąga się
całe spektrum idei i poglądów. Każda
z nas może umieścić się na tej osi. Ta-
kiemu wzajemnemu współistnieniu,
przenikaniu się i walki w wolnomu-
larstwie idei hermetycznej i prome-
tejskiej bliskie, choć nie tożsame jest
podejście wybitnego Polaka, pastora
i wolnomularza Karola Seriniego,
który pisał przed wojną w swej pracy
pt. Symbol w wolnomularstwie: „Duch,
wieczny rewolucjonista, stale niszczy
formy, w których się wypowiada, lecz
bez nich nie może się obejść, o ile nie
ma zgładzić samego siebie. Wszyst-
kie tarcia, niesnaski, walki i rozłamy
w wolnomularstwie tu miały i zawsze
mieć będą swe źródło. [...] wolnomu-
larstwo proklamuje wolność ducha
przy zachowaniu trwałości formy,
z czego wynika nieuchronna walka
między wolnością ducha i autorytetem
formy. Zadaniem każdego pokole-
nia wolnomularskiego jest dążyć do
syntezy tych dwu pierwiastków. Do
harmonii przy bezwzględnym zacho-
waniu tezy zasadniczej – humanita-
ryzmu”.
Myślę, że tak jak pisał Karol Seri-
ni, Duch (choć może nie „Święty”)
Prometeusza i Hermesa Po Trzykroć
Wielkiego stale jest obecny w naszym
lożowym życiu. I każdy z nas, maso-
nów i masonek, ma cząstkę w sobie
boga i tytana starożytnej Hellady.
Ile ujawnić? Ile zataić? Ile przeżyć?
Ile światła i w jaki sposób przekazać
dalej, do świata profańskiego? – na
te pytania odpowiada sobie każde
pokolenie wolnomularzy. Za każdym
razem działamy w zmieniającym się
płynnym świecie. I jak te boje na
wzburzonym oceanie – że posłużę się
obrazem, który przedstawiłam w loży
Gaja Aeterna, po desce naszej siostry
pt. GAJA W PONOWOCZESNO-
ŚCI – jesteśmy mocno przywiązani
do naszej tradycji, ale lina łącząca nas
z podłożem nie jest sztywnym prętem,
lecz elastycznym wiązaniem; sztyw-
ny pręt nie wytrzymałby tak silnych
napięć. Możemy być pewne siły tego
wiązania, bo z jednej strony trzyma
go Prometeusz, a z drugiej Hermes
Trismegistos. Nie zawiodą nigdy, ale
tylko wówczas, gdy – paradoksalnie
– będą występować pospołu.
Mirosława Dołęgowska-Wysocka
Deska wygłoszona podczas uro-
czystych prac Sz... L... Prometea na
Wsch... Warszawy 4 listopada 2014 r.
17
W o l n o m u l a r z P o l s k i z i m a 2 0 1 4 / 2 0 1 5 • n u m e r 6 1
L U d z i e i i d e e
B
yty idealne są wieczne, to znaczy, że nigdy nie były
stworzone ani nie mogą ulec zniszczeniu. Ludzka
prawda, doskonaląc się, przechodzi kolejno przez
kilka stopni. Są to: denicja, czyli nazwa osadzona wśród
innych nazw, obraz, wiedza i stanowiąca granicę ludzkiego
poznania idea. Ten ostatni, najwyższy stopień, dostępny
jest tylko dla lozofów, czyli mędrców.
Według Platona istoty ludzkie od reszty świata mate-
rialnego różni to, że mają duszę, która pochodzi wprost
ze świata idei. W świecie tym posiadła dusza wiedzę do-
skonałą, ale w chwili uwięzienia w materialnym ciele
utraciła ją i od chwili narodzin człowieka skazana jest na
jej mozolne przypominanie poprzez studiowanie samej
siebie. Pomaga jej w tym edukacja polegająca na dialogu
ucznia z nauczycielem – źródłem wtajemniczenia w istotę
analizy i syntezy pojęć, tworzenie tez i antytez oraz ich
przyjmowanie bądź odrzucanie. Platon twierdzi, że praw-
da jest odpowiedniością między rzeczą a wewnętrznym
stanem umysłu, czyli rozumieniem. Jako pochodna rze-
czywistości, przeltrowana przez zmysły, prawda może
być niekompletna, zmienna i niedoskonała.
Te trzy poważne ułomności są powodem rozterek prze-
żywanych na przestrzeni dziejów przez wszystkich ludzi
myślących, od tzw. zwykłych śmiertelników poczynając,
a na wielkich uczonych kończąc.
1. Niekompletność prawdy bierze się stąd, że ludzie od-
bierają bardzo wąskie pasmo bodźców. Wszystkie narządy
zmysłów razem wzięte, wzmocnione przez najczulsze
sztuczne detektory, docierają do znikomej cząstki rzeczy-
wistości, tak małej jak fragment słonia oglądanego z bliska
przez przysłowiową dziurkę od klucza.
2. Zmienności prawdy sprzyja dominująca od stuleci
koncepcja poznania, według której nauka jest deniowa-
na jako skuteczna metoda ograniczania fałszywej wiedzy
o rzeczywistości. Wynika stąd, że uczeni permanentnie
i świadomie posługują się prawdami tymczasowymi, obo-
wiązującymi tylko dopóty, dopóki nie zostaną obalone.
3. Niedoskonałość ludzkiej prawdy wynika natomiast
z tendencyjności procesów przechowywania i przetwa-
rzania danych przez mózg.
T
ak więc, jako psycholog, nie mam żadnych wątpliwości
co do tego, że nazywanie prawdą tego, co ludzie, nie
pomijając szeroko rozumianych nauczycieli, mają w głowach
jest nadużywaniem pojęcia prawdy, a zwłaszcza Prawdy
Absolutnej, do której umysł ludzki nigdy nie dociera, choć
może się do niej zbliżać, szukając jej zarówno na zewnątrz,
jak i wewnątrz siebie.






dOBrO, piĘknO, prawda
O Ocenianiu prawdziwOści
ludzkich Odkryć i teOrii
Powiedz mi, a na pewno zapomnę, pokaż, a jest szansa,
że zapamiętam. Pozwól przeżyć, a będę pamiętał całe życie.
Konfucjusz
P i s m o P r z y j a c i ó ł s z t u k i k r ó l e W s k i e j
18 L U d z i e i i d e e
J
ako wolnomularka umieszczająca Prawdę wśród najwy-
żej cenionych wartości sadzę, że dążenie do osiągnięcia
coraz wyższych poziomów wtajemniczenia jest powin-
nością każdego człowieka. Prawda jako autonomiczny cel
jest potrzebna jednostce ludzkiej jak woda i powietrze.
Umysł ludzki podtrzymuje dzięki niej swoje funkcje i nie
obumiera w trakcie niekończącej się wędrówki ku Światłu.
Prawda i Mądrość nie istnieją poza człowiekiem, ale stają
się w nim, dopóki jego umysł zdolny jest do przeżycia
kolejnego wglądu lub olśnienia.
W
olnomularstwo nie zachęca do zdobywania wiedzy
„twardymi” metodami wypracowanymi przez
naukę, choć nie odwraca się plecami do jej zastanego
dorobku składającego się z uproszczonych i słabo zin-
tegrowanych zależności przyczynowych, czekających
w kolejce na wygaśnięcie swego „terminu ważności”.
Metody wolnomularskie nie przynoszą tak szybkich
i efektownych rezultatów jak laboratoryjne eksperymenty,
są bardziej „miękkie” i zawodne. Ale też nie opierają się
na zredukowanym i odczłowieczonym oglądzie rzeczy-
wistości, świadczącym przede wszystkim o zagubieniu
się badaczy w rytuałach obiektywizmu. Naturalną pod-
stawę wszelkiego ludzkiego poznania, nawet tego, który
uzyskujemy w wyniku najdokładniejszych pomiarów,
stanowi używana od wieków metoda introspekcji. Samo
to, że wskazania aparatury badawczej odczytywane są
przez ludzi, wprowadza rozbieżności sądów i nieporo-
zumienia. A może wiara w możliwość dotarcia człowieka
do prawdy nieskażonej nim samym jest iluzją? Zależy,
jak się ją traktuje.
W odróżnieniu od psychozyków wolnomularze nie sto-
sują introspekcji jako metody studiowania elementarnych
zjawisk świadomości, ale traktują ją jako główną metodę
odkrywania własnego wnętrza na drodze do samodo-
skonalenia. Postępują w sposób, który Antony de Mello
opisuje następująco:
Uczeń prosił o słowo mądrości. Mistrz rzekł:
– Idź, usiądź w swojej celi, a ona nauczy cię mądrości.
– Ale ja nie mam żadnej celi. Nie jestem mnichem.
– Ależ masz ją. Wejrzyj w siebie!
J
ednym ze sposobów dochodzenia do prawdy jest we-
dług Platona percepcja obrazów ulokowana powyżej
nazywania i deniowania. I nie bez przyczyny, albowiem
według artystów, a zwłaszcza malarzy i graków, „obraz
wart jest tysiąca słów”. Określenie to dotyczy wszelkich
obrazów zjawisk – zarówno zewnętrznych, jak i dostrze-
żonych wewnątrz siebie. Szczególnego znaczenia nabierają
one wtedy, kiedy stają się symbolami, czyli gdy zjawiska
przekształcają się w wyobrażenia należące do pewnego
społecznego kręgu.
Bardzo bogata i wyranowana symbolika wolnomularska
jest, podobnie jak introspekcja, zarówno przedmiotem
badania, jak i metodą docierania do prawdy. Jest to meto-
da alternatywna w stosunku do naukowej, obywająca się
bez abstrahowania, czyli odrywania uzyskiwanej wiedzy
od czasowo-przestrzennych okoliczności jej nabywania,
a także od naturalnego kontekstu emocji i innych przeżyć.
Tu można by zacytować Konfucjusza: Powiedz mi, a na
pewno zapomnę, pokaż, a jest szansa, że zapamiętam. Pozwól
przeżyć, a będę pamiętał całe życie. Wolnomularz, wstępując
na drogę doskonalenia, poszerza wiedzę na temat symboli,
docierając do ich coraz głębszego znaczenia wykraczające-
go daleko poza doświadczenie zmysłowe, nawet wsparte
myśleniem logicznym.
R
olę spoiwa odgrywa w tym procesie intuicja, psycho-
logicznie określana jako niezróżnicowana i niepowta-
rzalna masa indywidualnego doświadczenia zapisanego
w ciele człowieka wraz z kontekstem. Nie bez powodu
użyłam tu słowa „ciało”, ponieważ wolnomularstwo to
także kroki i gesty w odpowiednich kierunkach, obco-
wanie z różnymi przedmiotami, mówienie lub milczenie.
Jest to także uczestnictwo w ceremoniach przypomina-
jących starożytne misteria, którym towarzyszyła zawsze
muzyka, według Platona dyscyplinująca uczestników
emocjonalnie i służąca tworzeniu i podtrzymywaniu
więzi. Tę samą funkcję pełni ona w wolnomularstwie.
A bywa to muzyka komponowana na jego potrzeby
przez mistrzów najwyższej próby. Za pośrednictwem
harmonijnych ruchów przekazywane są wzorce napięć
mięśniowych, nie zawsze rejestrowane w świadomości,
ale stanowiące istotny składnik światopoglądu jednostki,
jak np. gest „do porządku” odmienny dla różnych stopni
wtajemniczenia.
M
isteria starożytne, związane z kultem religijnym,
dostępne dla osób wtajemniczonych, odprawiane
były przy śpiewie, tańcach i spektaklach, przedstawia-
jących mity opisujące dzieje czczonych w ten sposób
bóstw. Celem misteriów było osiągnięcie wyzwolenia
przez odrodzenie duchowe. Analogiczną funkcję pełni
inicjacja wolnomularska, której symbolika obejmuje całe
przejście od profana (zaczynające się w podziemiu) do
wolnomularza, który jako uczeń może, milcząc, oglądać
Światło z perspektywy Północnej Kolumny.
Symbole służące zarówno odsłanianiu, jak i ukrywaniu
zjawisk, są z natury swej wieloznaczne, ale pozwalają
dostrzegać w tym samym czasie przeciwstawne, jak dwie
strony lustra, aspekty rzeczywistości i myśleć twórczo,
opierając się na analogiach. W ten sposób tworzy się tole-
rancja na różnice i sprzeczności, oraz szansa na znalezienie
w dłuższym czasie rozwiązań lepszych, czyli bliższych
prawdy, choć oczywiście, niedoskonałych.
Powiedziałam
MM
Deska wygłoszona w Sz... L...
Gaja Aeterna 13 września 2014 r.
19
W o l n o m u l a r z P o l s k i z i m a 2 0 1 4 / 2 0 1 5 • n u m e r 6 1
S e K r e T y w a r S z T a T U
Droga siostro,
witamy Cię serdecznie
w gronie sióstr naszej
Szanownej Loży. Jesteś
nowym ogniwem w łańcuchu. Od
dziś pójdziemy razem.
Wstąpiłaś na drogę inicjacyjną. Nie
jest to droga łatwa. Inicjacja, którą prze-
chodziłaś, próby, którym zostałaś pod-
dana, w sposób symboliczny ukazują tę
właśnie marszrutę. Jest ona na początku
wyboista, stopy mogą być poranio-
ne, uszy ogłuszone od jazgotu świata,
który mówiąc do nas tak głośno i tak
wiele, nie mówi często o rzeczach dla
Człowieka najistotniejszych: o Praw-
dzie, o Pięknie, o Dobru, Braterstwie
i Miłości. O tych wartościach mówimy
w naszej Loży. Mówimy, jak żyć godnie
w zgodzie ze sobą i drugim Człowie-
kiem, budując symboliczną Świątynię
Ludzkości.
Różnymi mówimy o tym słowy; bo
każda z nas jest inna, każda jest war-
tością samą w sobie. Pamiętaj, że nasze
różnice nas wzbogacają, nie rozdzielają.
Lecz na początku tej drogi Ty, droga
siostro, mówić nie będziesz. Przez dłu-
gie miesiące będzie Cię obowiązywać
zasada milczenia. Milczeć nie jest łatwo,
gdy się jest przyzwyczajonym mówić,
mówić, mówić... A u nas na początku
trzeba milczeć. Nie jest to jednak bierne
milczenie.
Słuchaj uważnie tego wszystkiego,
co będę mówiły inne siostry, każda
w swoich stopniach i urzędach. Wsłu-
chuj się w słowa naszych desek, poznasz
wtedy nasz masoński sposób dyskursu
ze światem. Wsłuchuj się uważnie w sło-
wa naszego rytuału – ma on wiele do
powiedzenia nie tylko o zasadach prac
lożowych, ale mówi też o sprawach bliż-
szych i dalszych, w czasie i przestrzeni,
dotyka spraw ducha i spraw ciała.
Wsłuchaj się siostro także w siebie
samą. Co mówi Twój głos wewnętrz-
ny, czemu się chce sprzeciwić, a co
zaaprobować, wsłuchuj się, co mówi
Twoje ciało ubrane w prostą, czarną
suknię, w białe rękawiczki i uczniow-
ski fartuszek. I na czas pobytu w loży
zapomnij o świecie zewnętrznym, jego
ważnych prawach i sprawach. Znalazłaś
się tutaj, aby ponownie się narodzić dla
tego świata, aby spojrzeć nań nowym
okiem i usłyszeć po nowemu.
W loży dostaniesz wskazówki, ale
iść drogą masońską musisz już sama,
posługując się jak kompasem swoim
umysłem, sumieniem, intuicją, mając
za symboliczne narzędzia pion, cyrkiel
i kątownicę. Wszystkie pomożemy Ci
na tej drodze, ale dokąd nią zajdziesz,
zależy od Ciebie samej.
Witając Cię raz jeszcze w naszym
gronie, pragnę zacytować fragmenty
słynnej Dezyderaty, którą przed ponad
80 laty napisał nasz brat, amerykański
wolnomularz Max Ehrmann:
Krocz spokojnie wśród zgiełku i po-
śpiechu, i pamiętaj, jaki spokój może
być w ciszy.
Tak dalece jak to możliwe, nie wyrzeka-
jąc się siebie, bądź w dobrych stosunkach
z innymi ludźmi. Prawdę swą głoś spokoj-
nie i jasno, słuchając też tego, co mówią
inni: nawet głupcy i ignoranci, oni też
mają swą opowieść. Jeżeli porównujesz
się z innymi, możesz stać się próżny lub
zgorzkniały, albowiem zawsze będą lepsi
i gorsi od ciebie.
[...]Bądź sobą, zwłaszcza nie zwalczaj
uczuć. Nie bądź cyniczny wobec miłości,
albowiem w obliczu wszelkiej oschłości
i rozczarowań jest ona wieczna jak trawa.
Przyjmuj pogodnie to, co lata niosą, bez
goryczy wyrzekając się spraw młodości.
[...] Jesteś dzieckiem wszechświata i nie
mniej niż drzewa i gwiazdy masz prawo
być tutaj. I czy jest to dla ciebie jasne,
czy nie, wszechświat jest taki, jaki być
powinien.
Tak więc żyj w pokoju z Bogiem, cokol-
wiek myślisz o Jego istnieniu, czymkolwiek
się trudnisz i jakiekolwiek są twoje prag-
nienia. W zgiełku ulicznym i zamęcie
życia zachowaj pokój ze swoją duszą.
Z całym swym zakłamaniem, znojem
i rozwianymi marzeniami ciągle jeszcze
ten świat jest piękny.
Bądź uważny. Staraj się być szczęśliwy.
Powiedziałam
S... Mówczyni
mOwa pOwitalna
s... mówczyni pO ceremOnii
inicjacji wOlnOmularskiej

P i s m o P r z y j a c i ó ł s z t u k i k r ó l e W s k i e j
20 S P O T K a n i a
I.
B
r... Andrzej Nowicki powiedział kiedyś, że aby zostać
wolnomularzem, trzeba nim już być. Faktycznie,
trudno wyobrazić sobie sytuację, w której ktoś, kto nie
zna i nie podziela ideałów masonerii, zapragnął do niej
wstąpić (choć, rzecz jasna, nie można wykluczyć mo-
tywacji mało wolnomularskich, podpowiadanych przez
stereotypy krążące po świecie). Wszelako równie trudno
wyobrazić sobie sytuację, w której ktoś pragnie inicjacji,
a jest przekonany, że wie już wszystko, że nie potrzebuje
pracować nad sobą, ociosywania kamienia egzystencji.
Moja droga ku ideałom wolnomularskim nie jest ani
prosta, ani oczywista. Jest raczej tak, że potrzebowałem me-
tanoi, by zrozumieć, że prawdziwa wspólnota, solidarność,
bliskość, braterstwo – za którymi tęskniłem, odkąd pamię-
tam – nie zaistnieją, jeśli nie będą wiązać się z otwartością,
tolerancją, równością i troską o ludzką wolność. Dawno,
dawno temu wierzyłem, że istnieją niezmienne algorytmy,
regulujące nasze myślenie i postępowania. Fundamentalizm
dawał mi poczucie bezpieczeństwa, spokoju, pozwalał mi
wciskać świat w matrycę czerni-bieli. Spokój ten okazał się
jednak złudny i upiorny w momencie, gdy uświadomiłem
sobie, że fundamentalizm, stawiając na miłość, pozwala
w jej imię krzywdzić. Miłość nie może istnieć bez wolności.
A nie ma wolności tam, gdzie podporządkowujemy się
ogłaszanym przez innych dogmatom, a więc tam, gdzie
nie może być równości.
II.
J
estem głęboko przekonany, że wolnomularstwo jest
dziś aktualne bardziej niż kiedyś. Stanowi bowiem
„trzecią drogę” między fundamentalizmem a zbyt łatwym,
nihilistycznym relatywizmem. Z jednej strony masoneria
podkreśla uniwersalny charakter takich ideałów, jak wol-
ność, równość, braterstwo, tolerancja, prawda, piękno czy
samodoskonalenie. Z drugiej strony wolnomularz wie, że
żaden z tych ideałów nie realizuje się tylko w jeden sposób,
a więc, że są one zarazem uniwersalne i zmienne. Ten
paradoks stanowi dla mnie centrum wolnomularskiego
doświadczenia – tym, co pozwala pracować nad sobą,
duchowo wzrastać, czy budować oraz umacniać więzi, jest
rytuał i symbol. Rytuał i symbol zaś wymagają osobistego
zaangażowania i osobistego doświadczenia. Nie mogą
istnieć bez bagażu naszych przeżyć, emocji, indywidual-
nej historii. Już to powoduje, że wartości, choć wspólne,
uobecniać się będą w sposób niepowtarzalny. Stoi za tym
także arcyważne przekonanie, że człowiek z natury jest
racjonalny, społeczny i dobry. Tym samym może wzrastać,
potrzebuje tylko dobrych narzędzi doskonalenia się, a nie
procedur tresury.
III.
Winston Churchill napisał, że „im dalej wstecz spo-
glądamy, tym bardziej widzimy przyszłość”. Myślę,
że słowa te oddają ducha wolnomularskiego. Masoneria
nie istnieje bowiem w oderwaniu od swojej tradycji. Za-
miera jednak zawsze wtedy, gdy nie tłumaczy tej tradycji
na język przyszłości.
Na dwa elementy wolnomularskiego stosunku do tradycji
warto zwrócić uwagę.
Primo, masoneria nie uchyla się przed rzetelnym badaniem
swoich początków. Masonolodzy skrupulatnie analizują do-








czy wartO
Być dzisiaj
wOlnOmularzem?
B r ... M a r C i n M . B O G U S Ł a w S K i
21
W o l n o m u l a r z P o l s k i z i m a 2 0 1 4 / 2 0 1 5 • n u m e r 6 1
S P O T K a n i a
kumenty, odsłaniają mechanizmy, które stały za powstaniem
lóż, dystansują się wobec założycielskich legend i mitów.
Wewnętrzną troską wolnomularstwa jest zatem dbałość
o to, by nie zakłamywać świadomości. Dzięki temu maso-
neria nie boi się odwoływać do symboli, alegorii i metafor
o rodowodzie znacznie starszym niż sam „ruch lożowy”.
Historyczna rzetelność pozwala na to, by w sposób wolny
korzystać z pełnego potencjału tych znaków, „jako ruch
inicjacyjny, nie potrzebuje dla swojego uwiarygodnienia
dowodu historycznej ciągłości z bliższą lub dalszą starożyt-
nością. Odróżniamy bardzo wyraźnie warstwę historyczną od
mityczno-inicjacyjnej. Ruch nie musi historycznie i w sposób
udokumentowany wywodzić się z pewnych wcześniejszych
tradycji, aby przenosić jego «ducha»”1.
Pięknym wyrazem tego podejścia jest praca br... Tade-
usza Cegielskiego zatytułowana Księga Konstytucji 1723
roku i początek wolnomularstwa spekulatywnego w Anglii.
Tekst tzw. Konstytucji Andersona (w wersji oryginalnej
i tłumaczeniu) opleciony tu został studiami i komentarzami
odsłaniającymi ideowe zaplecze wolnomularstwa. Cegielski
drobiazgowo przybliża proces, który spowodował, że Kon-
stytucje stały się „masońską biblią”. Nie boi się pisać o grze
nie zawsze chlubnych interesów, odnotowuje dwuznaczne
posunięcia Andersona w kwestii dawnych dokumentów
lożowych, tłumaczy zapisy Konstytucji, które trudno
zrozumieć, nie znając kontekstu, w jakim powstały, pisze
o związkach masonerii z oświeceniem. Ani na moment
nie gubi z oczu sprawy najważniejszej – wolnomularskich
ideałów, których blask migoce na kartach książki coraz
pełniejszym blaskiem.
Secundo, nieustanny namysł nad tradycją nie jest wartością
samą w sobie. Służy raczej przyszłości i teraźniejszości.
Widać to na kartach książki Cegielskiego, gdy pisze
o XVIII-wiecznym procesie przekształcania się wolno-
mularstwa w ruch duchowy.
Także dziś wolnomularstwo stoi przed potrzebą wyraże-
nia swoich ideałów w nowy sposób, w aktualnym języku.
IV.
Potrzebne jest dzisiaj ponowne przemyślenie tego, czym
jest wspólnota i solidarność. Kulturze rozpanoszonego
indywidualizmu i atroi więzi masoneria może przywrócić
takie wartości, jak solidarność, w tym międzypokoleniowa,
życzliwość, wrażliwość społeczna czy lantropia. Będą
one tym bardziej wiarygodne, im bardziej wyrastać będą
z życia lóż. Stoimy jednak w sytuacji, gdy wspólnoty nie
da już sprowadzać się tylko do ludzi, gdzie współtworzą
ją artefakty, gdzie rośnie nasza świadomość relacji i zo-
bowiązań łączących nas z „naturą”. Jak takie poszerzenie
naszego świata wpływa na sens siostrzeństwa i braterstwa?
W jaki sposób zmienia sposoby naszego działania? Jak
przekształca widzenie świata? Jakie nowe formy odpo-
wiedzialności rodzi?
Potrzebne jest także ponowne przemyślenie tego, czym
jest tolerancja. Kulturze odradzających się fundamenta-
lizmów, kulturze hejtowania i trollowania trzeba przeciw-
stawić kulturę dialogu, różnorodności, budowania. Jak to
zrobić? Jak mówić? Jak działać?
Potrzebne jest w końcu przetłumaczenie na język współ-
czesności idei laickości państwa. To zadanie pilne, jako że
Polska nie przeszła owocnie przez proces sekularyzacji,
a już pojawiły się w niej stanowiska postsekularne. Sama
idea neutralności państwa jest przy tym dla wielu nie-
zrozumiała. Kojarzy się ją z ograniczeniem wolności (!),
antyreligijnym fundamentalizmem etc. Wolnomularstwo,
jak żaden inny ruch, ma szansę wykorzystać inspiracje
postsekularne na korzyść laickości. Pokazując laickość jako
źródło różnorodności postaw duchowych i jako warunek
autentycznego dialogu. Dając przykład braterstwa między
siostrami i braćmi, których stosunek do religii może być
skrajnie odmienny.
V.
O
dtrąbia się dziś kolejne „post”. Mamy post-postmo-
dernizm, postpłciowość, postsekularyzm... Mamy
także posthumanizm i postczłowieka.
„Posthumanizm to idea przekroczenia granic człowie-
czeństwa. Pragniemy wiedzieć, kim jesteśmy, ale też kim
więcej możemy się stać. Chcemy w pełni zrealizować
swój potencjał, a potem go przekroczyć”2 – deklarują
posthumaniści.
Przyznam się szczerze, że boję się etykietowania. Boję się
także zbyt optymistycznego „przekraczania”, które może
okazać się społecznym eksperymentem o nieokreślonym
stopniu ryzyka. Ale boję się także dogmatycznego zamknię-
cia na to, co nowe. Boję się braku odwagi w stawianiu pytań
o to, co między naturą a kulturą, między naturą a techniką.
Wolnomularstwo jest szansą na budowanie posthumani-
zmu nie przeciw humanizmowi, ale poprzez poszerzenie
humanizmu. Jest szansą na tworzenie wspólnoty równych
podmiotów, w miejsce feudalnych relacji pasożytnictwa (jak
pisze Michel Serres). Jest szansą na budowanie duchowości
niezależnej od religii, ale nie wrogiej ani religijności, ani
ateizmowi. Jest szansą na zbudowanie platformy dialogu,
której dziś brakuje Polakom w sposób dramatyczny.
VI.
J
estem wdzięczny Siostrom i Braciom, Wielkiemu Ar-
chitektowi za to, że pozwolił mi odnaleźć mój warsztat.
A w nim chęć do wytężonej pracy. #
1. B. Szczęsny, Masoni a Templariusze – jako punkt wyjścia do dalekiej dygresji o inicjacji,
hp://izba-rozmyslan.blogspot.com/2010/02/masoni-templariusze-jako-punkt-wyjscia.html
2. posthumanizm.pl
P i s m o P r z y j a c i ó ł s z t u k i k r ó l e W s k i e j
22 L O ż a i S y M B O L
Pierwsza interpretacja do pewnego stopnia wspólna
środowiskom teistycznym, w tym chrześcijańskim
i konserwatywnym masońskim, chce widzieć
w Delcie symbol Absolutu albo Wielkiego Architekta
– wszechwiedzącego, panującego i czuwającego nad
światem. Spojrzenie liberalne – nie wypowiadając
się autorytatywnie na temat samego istnienia Wiel-
kiego Architekta – chce dostrzegać w niej przede
wszystkim doskonałość, wiedzę, poznanie. Uwa-
żam, że jest możliwe jeszcze inne podejście,
do pewnego stopnia łączące te poprzednie.
Wychodzi ono z założeń humanistyczno-
humanitarystycznych, a zatem świeckich
w tym sensie, że skoncentrowanych na
człowieku. Jednocześnie próba ta przej-
muje z części tradycji teistycznej to,
co w moim rozumieniu w niej naj-
cenniejsze.
Jeśli odłożymy na bok kwestię
realnego istnienia Wielkiego
Architekta czy też osobowej
Opatrzności, cóż nam pozo-
stanie z myślenia w katego-
riach potrzeby opieki na
światem i ludźmi? Myślę,
że niemało. Chcę tu na-
wiązać do liberalnej,
poseistycznej trady-
cji chrześcijańskiej,
która chce widzieć Boga jako pełną życzliwej troski
relację międzyludzką. Relację, związek, a nie osobę.
Mamy tu pierwiastek opatrznościowy, wszak ta relacja
jest opiekuńcza i pełna troskliwej uwagi. Jedno-
cześnie ta interpretacja podkreśla to, że nie mamy
innej czuwającej nad nami opatrzności ponad tę
braterską życzliwość, która jest pomiędzy nami.
A przynajmniej nic pewnego i wiarygodnego
o innej opatrzności niż braterska nie wiemy.
Ale jak się ma takie odczytanie Delty
Świetlistej do doskonałego poznania,
mądrości i wiedzy? Wydaje mi się, że
braterska życzliwość powinna być po-
strzegana jako jednocześnie początek
i koniec poznania ze zrozumieniem.
I tu znów pojawia się liberalna tra-
dycja chrześcijańska ze swoją wy-
rozumiałą i życzliwą troską bra-
terską, bez której wszystko inne
w życiu, także w życiu loży,
staje się „cymbałem brzmią-
cym i miedzią brzęczącą”
(to cytat z Pawła z Tarsu)
– pustką, czymś zewnętrz-
nym, zaledwie zmysło-
wym i pozbawionym
głębszej wartości. Jeśli
braterską, pomocną
życzliwość uznać za





delta
świetlista
pOznanie i wiedza
D
elta Świetlista, czyli oko zamknięte w trójkącie to symbol doskonałej opiekuńczej dalekowzroczności. To
także symbol wiedzy, poznania i mądrości – tej, która widzi, przewiduje, chroni. Lecz jednocześnie chodzi tu
o symbol podlegający interpretacjom dość od siebie różnym. Szczególne miejsce zajmują wśród nich interpretacje
nawiązujące do chrześcijaństwa. #
23
W o l n o m u l a r z P o l s k i z i m a 2 0 1 4 / 2 0 1 5 • n u m e r 6 1
S e K r e T y w a r S z T a T U




ryt i rytuał
w wOlnOmularstwie
Z
acznijmy od rytuału. Zgodnie
ze słownikową denicją, jest
to zespół czynności, często
o głębokim znaczeniu symbolicznym,
nawiązującym do danej kultury, który
przez swoją powtarzalność w określo-
nej sytuacji stopniowo tworzy zwyczaj.
Rytuał jest stosowany w celu wywoła-
nia uroczystej, podniosłej atmosfery –
tworzy więc pewien obszar przestrzeni
i czasu uświęconego (sacrum).
Ten opis bardzo pasuje do rytuału
wolnomularskiego. Jak wiadomo, ma-
soni podczas prac powinni zachowy-
wać się według określonych przepisów.
Rytuały prac loży zależą od jej stopnia:
uczniowski, czeladniczy, mistrzow-
ski, i nawiązują do symboliki z nim
związanej. Cel stosowania rytuału jest
jednak zawsze ten sam – podkreśle-
nie, że nie znajdujemy się w „świecie
profańskim”, ale w masońskiej loży,
a więc w sferze sacrum. Znajomość
rytuału i jego dokładne przestrzeganie
należy z pewnością do kanonu cnót
wolnomularskich.
*
Z kolei ryt w masonerii oznacza
szczególną tradycję interpretacji
podstawowych wartości masońskich.
Kształtowanie się rytów rozpoczęło
się w chwili poszukiwania głębszych
dodatkowych znaczeń fundamentów
masonerii, takich jak tolerancja, rów-
ność, wolność czy braterstwo.
Rozwój interpretacji symboliki
masońskiej wiązał się także z wy-
kształcaniem się konkretnych nurtów
w wolnomularstwie. I tak, masoneria
stuartowska była przesiąknięta mi-
stycyzmem i ezoteryką, wolnomu-
larstwo francuskie z okresu Wielkiej
Rewolucji stało się laickie i społecz-
ne, zaś wolnomularstwo skandynaw-
skie – ezoteryczne i konserwatywnie
chrześcijańskie. Z kolei w lożach po-
napoleońskich, na fali zainteresowania
egiptologią, rozpoczęło się szukanie
starożytnych znaczeń egipskich.
Takie skupienie na określonych
aspektach wolnomularstwa prowa-
dziło także do różnej interpretacji
źródeł masońskich. To właśnie z tego
okresu wywodzą się koncepcje korze-
ni staroegipskich, biblijnych (maso-
ni–Noachidzi), rzemieślniczych czy
rycerskich (np. templariuszowskich).
Stopniowo, akcentowanie poszcze-
gólnych tradycji zaczęło uzewnętrz-
niać się także w symbolice lożowej,
w ubiorze, w koncepcjach ideolo-
gicznych i w stosowanym rytuale.
Z drugiej jednak strony starano się
utrzymywać loże w zgodności z wol-
nomularskimi „standardami”. W kon-
sekwencji pojawiła się idea tzw. wyż-
szych stopni, w których wolnomularze,
po uzyskaniu stopnia mistrza, mogliby
się „specjalizować”. Różne systemy
przewidywały różną liczbę stopni wyż-
szych. Niektóre miały ich powyżej
setki! Warto jednak w tym miejscu
jeszcze raz podkreślić, że to właśnie
mistrz – trzeci stopień symboliczny –
jest najwyższym stopniem masońskim,
zaś wszystkie „wyższe stopnie” są nie-
jako pewnym rodzajem specjalizacji
w pogłębianiu określonego kierunku,
najczęściej lozoczno-etycznego.
W ten sposób ryt stał się określoną
interpretacją wolnomularstwa, do-
stępną dopiero po uzyskaniu patentu
cel doskonalenia, to warto tak ustawić
nasze intelektualne i duchowe poszu-
kiwania, aby nabywać jak największej
mądrości potrzebnej do tej rozumnej
troski. Dlatego wspomniałem o tym,
że w ujęciu tym braterstwo jest począt-
kiem i końcem mądrości.
W tym kontekście można zasugerować,
że prawdziwe poznanie powinno zawsze
mieć charakter społeczny i wspierający.
Wiedza, która niszczy, rozbija i dzieli,
może być czymś w rodzaju pawiego
ogona, który w najlepszym przypad-
ku bywa efektowny, ale nieprzydatny
w dążeniu do prawdziwej doskonałości.
Oto przykłady z dwóch dziedzin
ludzkiego poznania – wiedza eko-
nomiczna tego rodzaju, że prowadzi
do wyzysku, zniewolenia i degradacji
całych krajów i grup społecznych nie
wydaje mi się godna miana nauki. Wie-
dza historyczna, która tak interpretuje
i dobiera fakty, aby wzbijać ludzi w py-
chę nacjonalizmu albo prowadzić do
wywyższenia jednych grup etnicznych,
społecznych, ras i klas kosztem innych,
wydaje mi raczej trucizną niż pozna-
niem godnym masońskiego brater-
stwa. Podobnie jest z wieloma innymi
dziedzinami wiedzy, zwłaszcza nauk
społecznych.
To samo dotyczy także kwestii prak-
tycznych, rytualnych i honorowych.
Cóż za pożytek np. z osobistej wiel-
kiej wiedzy o masonerii, jeśli w co-
dziennym życiu samemu prowadzi się
do koniktów, podziałów i jałowych
sporów. Budowanie braterskich relacji
wspierających i poszukujących wspól-
nego dobra wydaje mi się właśnie ową
najwyższą mądrością, która widzi, ro-
zumie i rozwija. Wszak ewangeliczna
zasada „po ich owocach poznacie ich”
może być odniesiona i do tej kwestii.
Cóż ze zdobywania wiedzy, gdy czyni
nas ona uboższymi? Cóż z mądrości,
jeśli służy ona wyzyskowi lub pustemu
konkurowaniu?
Br... Adam
Deska wygłoszona podczas prac
Sz...L... Kultura na Wsch... Warszawy,
udostępniona na jej stronie internetowej.
Polecamy bardzo dobre syntetyczne ujęcie kwestii rytów w masonerii,
przygotowane przez Lożę Galileusz na Wsch... Bydgoszczy. Redakcja
P i s m o P r z y j a c i ó ł s z t u k i k r ó l e W s k i e j
24 z r e d a K C y J n e J P O C z T y
mistrzowskiego. Każda z tych inter-
pretacji prowadziła do wykształcenia
się własnych ciał organizacyjnych,
skupiających masonów, którym była
bliska. Ciała te zajmowały się pielęg-
nowaniem i porządkowaniem wie-
dzy oraz tworzeniem systemu stopni
wyższych. Ostatecznie, wyodrębniło
się kilkanaście (a może nawet kilka-
dziesiąt!) różnych rytów, wzajemnie
na siebie oddziałujących, o zróżni-
cowanej „popularności” w różnych
okresach.
Dziś największe z nich to:
* Ryt Szkocki, Dawny i Uznany –
związany z lozoczną, umiarkowanie
ezoteryczną tradycją wolnomular-
ską, silnie akcentujący rzemieślnicze
korzenie masonerii i odwołujący się
do symboliki judeochrześcijańskiej.
Najwyższym stopniem jest stopień 33.
* Ryt Memphis-Misraim (egipski)
– bardzo ezoteryczny, mistyczny, skła-
dający się z 99 stopni system pod-
kreślający ciągłość nauk masońskich
wywodzących się od staroegipskich
kapłanów.
* Ryt Szkocki Poprawiony (Rek-
tykowany) – ryt stosowany zwłasz-
cza w lożach skandynawskich, silnie
nawiązujący do tradycji rycerskich
(masoneria jako rodzaj zakonu rycer-
skiego), o bogatej symbolice, przede
wszystkim chrześcijańskiej.
* Ryt Francuski – wywodzący się
z Francji, ryt zdecydowanie huma-
nistyczny i laicki. Podkreśla rolę
wolnomularza w budowaniu Repub-
liki Idealnej, w których obowiązuje
zasada braterstwa i sprawiedliwości
społecznej.
* Ryt York – stosowany do dziś
przede wszystkim w Anglii, mistycz-
ny i ezoteryczny.
* Ryt Ścisłej Obserwy – obecnie
dość rzadki, podkreślał związki wol-
nomularstwa z templariuszami. Ezo-
teryczny i mistyczny.
* Ryt Schroedera – surowy, prosty
rytualnie i nieuznający stopni wyż-
szych. System stojący na stanowisku,
że prawdziwa masoneria nie wymaga
dodatkowych interpretacji i że są one
szkodliwe, ponieważ ograniczają ho-
ryzont widzenia. #





masOńskie
ślady
w lipianach



25
W o l n o m u l a r z P o l s k i z i m a 2 0 1 4 / 2 0 1 5 • n u m e r 6 1
z r e d a K C y J n e J P O C z T y
L
ipiany są pięknie położoną
miejscowością w południo-
wo-zachodniej części woje-
wództwa zachodniopomorskiego. Na
terenie gminy znajduje się, oprócz
malowniczych lasów, również 15 je-
zior. Gmina wraz z miastem zajmu-
je obszar 95 km2 i liczy obecnie ok.
6300 mieszkańców. Co ciekawe, prawa
miejskie Lipianom nadane zostały już
w 1334r., czyniąc je jednym z naj-
starszych miast województwa. Od
1402r. do 1454 r. Lipiany znajdowały
się pod panowaniem Zakonu Krzyża-
ckiego. Miasto zostało spustoszone
przez husytów w 1433 r., następnie
przez Pomorzan w 1467 r., ostatecznie
ponosząc największe straty podczas
wojny trzydziestoletniej. Stare Miasto
posiada późnośredniowieczny układ
urbanistyczny oparty na eliptycznym
kształcie z centralnie umieszczonym
placem rynkowym. Ważniejsze obiek-
ty w jego obrębie to:
- Ratusz zbudowany w 2. połowie
XVIII wieku w stylu barokowo-klasy-
cystycznym, usytuowany w zachodniej
części rynku, który dziś jest siedzibą
urzędu miejskiego. Przy bocznej ścia-
nie ratusza znajduje się studzienka
z płaskorzeźbą przedstawiająca miesz-
czan pijących słynne lipiańskie piwo
„Zaczynaj”.
- Kościół Wniebowzięcia NMP zbu-
dowany z kwadr granitowych i cegły
(XIII w.). W latach 1689-91 odbudo-
wany, a w latach 1746-51 rozbudowa-
ny, ponownie odbudowany w latach
1861-62 i w 1915 r. według projektu
Friedricha Stülera.
- Dwie gotyckie bramy z począt-
ku XV w. – Pyrzycka i Myśliborska
(wcześniej Mostowa) oraz pozosta-
łości murów obronnych po stronie
północno-wschodniej Starego Miasta.
Według sędziwych Lipiańczyków,
z których wielu jest również pasjona-
tami historii rodzimego miasta, ślady
masońskie odwołują się głównie do
loży Myśliborskiej, do której nale-
żał też ponoć burmistrz Lipian Art*.
Jego miejsce pochówku znajduje się
właśnie na zdjęciu. Zasłynął on mię-
dzy innymi z tego, że nadał pierwszy
medal Oo von Bismarckowi, który
odwiedzał często Lipiany w począt-
kach swojej kariery politycznej. Od-
wiedziny te podobno związane były
także i z tym, że w Lipianach mieszkała
jego kochanka. Bismarck ponoć z tego
medalu (za odwagę) był szczególnie
dumny i pomimo tego, że był on wy-
konany z brązu, szczycił się nim przy
każdej okazji, chwaląc, iż ten jest dla
niego szczególnie cenny.
Cmentarz, na którym obecnie spo-
czywa obelisk z masońskimi sym-
bolami (jedyny zachowany do dziś
element kultury masońskiej na terenie
miasta), początkowo skrywał miej-
sca pochówku miejscowej masonerii
i żydowskich kupców. Uformowany
był on w kształcie ogrodu z alejkami
i zadbaną architekturą roślinną.
Z relacji Lipiańczyków wynika
dodatkowo, że najbardziej znany-
mi wolnomularzami w regionie byli
właściciele fabryki maszyn rolniczych
(założonej w 1857 r.) panowie Schütz
i Bethke, którzy ponoć ufundowali oł-
tarz i witraże w zabytkowym kościele
ewangelickim (dzisiaj wniebowzięcia
NMP). Mówi się, że kościół ten sta-
nowił, za ich czasów, również miejsce
zgromadzeń masońskich. Znajduje się
on na sztucznie wybudowanym wznie-
sieniu, które do dziś skrywa tajemnicę
podziemnych krypt i tuneli łączących
strategiczne punkty dawnego grodu
obronnego. Niestety, wejścia do pod-
ziemi zostały zamurowane ponad 100
lat temu. Dodatkowo brak jest obec-
nie funduszy na prowadzenie badań
archeologicznych i ich eksplorację.
W Lipianach zatrzymał się również
Napoleon Bonaparte podczas swojej
wyprawy na Moskwę, co upamiętnia
Wzgórze Napoleona z zasadzoną cen-
tralnie olbrzymią lipą (dziś niestety
ściętą) oraz 10 mniejszymi lipami roz-
mieszczonymi w okręgu, które miały
upamiętnić 10 marszałków cesarza
(wielu z nich było wolnomularzami).
Tak więc lipiańskie ślady wolnomular-
stwa wpisują się w ogólny obraz historii
niemieckiej masonerii na Ziemiach
Odzyskanych, jednak do dzisiaj zacho-
wanej w naprawdę szczątkowej formie.
Pozdrawiam serdecznie
Maciej Woźniak
*O loży wolnomularskiej w Myślibo-
rzu/Soldinie w latach 1861-1934 pisał
Marek Karolczak na łamach „Wolno-
mularza Polskiego” nr 55 (lato 2013,
ss. 38-41). Zgodnie z jego ustaleniami,
na myśliborskim cmentarzu znajduje
się pomnik znamienitego tamtejszego
masona Richarda Bahra, który był
członkiem loży Herman pod Miłoś-
cią Braterską, zresztą wraz z ojcem
Aleksandrem Bahrem.

P i s m o P r z y j a c i ó ł s z t u k i k r ó l e W s k i e j
26 n a w i e C z n y M w S C H O d z i e
pOkłOn pOżegnalny
jerzemu BielejecOwi
(1929-2013)
B
rat Jerzy Bielejec, urodzony w 1929
roku w Warszawie, odszedł na
Wieczny Wschód 27 sierpnia
o czwartej nad ranem 2013 roku. Jego
ojciec Józef, trzeba to wiedzieć, zginął
w Katyniu. W swojej notatce biogracznej,
pochodzącej z września 2006 roku, brat
Jerzy napisał: „Jak wiele dobrych szkół
ukształtowała mnie dzięki swym wybit-
nym pedagogom, w prostej linii «Sando-
mierska», spadkobierczyni 400-letniego
COLLEGIUM GOSTOMIANUM, tym
bardziej, że była to dla mnie szkoła ro-
dzinna. Tu kształcili się: moja matka, moi
wujkowie i ciotki, ciotka Krystyna była sekretarką szkoły,
a mój dziadek Sylwester Więckowski był nauczycielem
języka polskiego jeszcze od czasów zaboru rosyjskiego.
On też nie zrezygnował z nauczania, lecz tylko je ogra-
niczył, gdy sprawował z wyboru (w latach 1916-1928)
urząd pierwszego w niepodległej Polsce burmistrza miasta
Sandomierza”.
Po maturze w Sandomierzu, od roku 1948, Jerzy Bielejec
rozpoczyna studia w warszawskiej Szkole Głównej Handlo-
wej, gdzie ze skierowania uczelni (już pod nazwą SZKOŁY
GŁÓWNEJ PLANOWANIA I STATYSTYKI), będąc na
trzecim roku, podejmuje pracę zawodową (w końcu roku
1951) zgodnie ze specjalizacją, a także zgodnie z obraną
dziedziną naukową, którą jest ekonomika i organizacja
transportu lądowego. Magisterium uzyskał w roku 1960,
doktorat – w 1968 roku, a nominację na docenta w 1969
roku. Na emeryturę przeszedł brat Jerzy w roku 2000.
Przez wszystkie te, bez mała pięćdziesiąt, lat pracował
najpierw na różnych szczeblach gospodarczej admini-
stracji państwowej, a później jako samodzielny pracownik
naukowy w jednostkach naukowo-badawczych kolejno
kilku resortów: komunikacji i żeglugi, budownictwa i prze-
mysłu, materiałów budowlanych, rolnictwa i gospodarki
żywnościowej.
Cały ten czas, a zwłaszcza od lat osiem-
dziesiątych XX wieku, prowadził liczne
prace badawcze, publikując ich wyniki,
wykładając i uczestnicząc w krajowych
i zagranicznych sympozjach naukowych.
Kluczową publikację naukową docen-
ta Bielejca pt. Transport rolniczy wydał
w roku 2000 jego macierzysty Instytut Bu-
downictwa, Mechanizacji i Elektrykacji
Rolnictwa. Ta obszerna praca, licząca 220
stron zwartego tekstu i licznych wykresów,
odnosząc się porównawczo do aktualnych
danych z Unii Europejskiej, opiera się
na wieloaspektowych badaniach, kiero-
wanych przez autora, przynajmniej w połowie przedsta-
wionych przypadków. Rzeczona publikacja przedstawia
szczegółowo wyniki wieloletnich badań, analiz i ocen oraz
uzasadnione przewidywania przyszłego rozwoju trans-
portu, dostosowanego do potrzeb restrukturyzowanego
polskiego rolnictwa.
Czynnikiem sprawczym – przewiduje autor – staje się
globalna w naszej stree geogracznej nadprodukcja
środków żywnościowych. W związku z tym nastąpi ostra
walka konkurencyjna producentów płodów rolnych oraz
przemysłu spożywczego, o jakość. O tej jakości – konklu-
duje – w dużym stopniu decydować będzie technologia
rolniczego transportu.
Brat Jerzy był przez całe życie człowiekiem zaangażowa-
nym politycznie, a szerzej patrząc – społecznie. Postawa ta
wyrosła z pewnością z jego młodzieżowej, aż do dorosłości,
drogi najpierw harcerskiej, a następnie skorygowanego
ideologicznie uczestnictwa w działaniach polskiej lewicy
dopóty, dopóki nie wyzbyła się ona resztek wewnętrznej
demokracji, zastąpionej partykularnymi i wręcz prywatnymi
interesami. Charakterystycznym zwierciadłem ówczesnej
walki, ale i wiary brata Jerzego w możliwość odrodzenia
autentycznej lewicy jest referat wygłoszony w mokotow-
skim kole pracowników nauki SdRP pt. „Kierunki zmian




27
W o l n o m u l a r z P o l s k i z i m a 2 0 1 4 / 2 0 1 5 • n u m e r 6 1
n a w i e C z n y M w S C H O d z i e
polityczno-organizacyjnych lewicy polskiej”. Proponował
On w nim, jeszcze przed ugruntowaniem się SLD, wszyst-
kim polskim lewicowym partiom i stowarzyszeniom, takim
jak właśnie SdRP, Unia Pracy, Ruch Ludzi Pracy (związany
z OPZZ), ZKP „Proletariat” oraz podobnym ugrupowa-
niom – utworzenie wspólnej federacji. Obowiązywałaby
w niej – przy zachowaniu organizacyjnej odrębności –
programowa zasada równorzędności w podejmowaniu
decyzji, kolegialności ustaleń i jednolitości wystąpień
parlamentarnych i w samorządach lokalnych.
Nic z tego ideowego, a zarazem pragmatycznego projektu
nie wyszło. Niebawem jednak spotkał się Jerzy Bielejec
z propozycją przystąpienia do masonerii, do loży NA-
DZIEJA Wielkiego Wschodu Polski. Z tej nadarzającej
się okazji skorzystał z pełną świadomością. W naszym,
bliskim mu światopoglądowo, choć nielicznym gronie,
docent Bielejec przebył trzy kolejne stopnie wtajemnicze-
nia i w związku z nimi wygłosił całą gamę wartościowych
desek. Niektóre z nich wykraczały wprawdzie, i to dobrze,
poza dotychczasową tradycję, ale wszystkie budziły w nas
wielkie zainteresowanie i skłaniały do reeksji. Warto,
zatem wymienić przynajmniej ich wymowne tytuły:
* Globalizacja – wczoraj, dziś i jutro.
* Kryzys, – ale jaki?
* Polskie wolnomularstwo a polityka.
* Wolnomularstwo a kobiety.
* Polskie wolnomularstwo a Unia Europejska.
* Granice milczenia.
Dwie ostatnie deski ukazały się drukiem w „Wolno-
mularzu Polskim” (nr 40 z 2003 r. i w „Biblioteczce
Wolnomularza Polskiego” w marcu 2006 r.). Formuło-
wane w wymienionych deskach i artykułach propozycje
wykraczające poza tradycje dotyczyły konkretnie dwóch
tabu, które obowiązują w rycie szkockim poprawionym:
przynależności kobiet oraz składania przez zakon ja-
kichkolwiek oświadczeń politycznych.
Jesienią 2013 i 2014 roku delegacja Loży Nadzieja złożyła
wiązankę kwiatów i zapaliła znicze na mogile brata Jerzego
Bielejeca w kwaterze 294/II nr-11 na Starych Powązkach
w Warszawie. Powiedziałem. Ryszard Radwiłłowicz




cezary leżeński
masOn Bez maski
M a r e K P a w Ł O w S K i
T
rudno Cezarego nie wspominać bez dozy op-
tymistycznego i subtelnego półuśmiechu, który
najczęściej gościł na jego twarzy, i którym zarażał
otoczenie. Do tego stopnia, że jak odszedł po krótkiej
w sumie chorobie, to wszyscy zadawali sobie pytanie
– jak to? On? Taki młody? A miał wtedy raptem 76 lat
i cały czas ten młodzieńczy wygląd, sylwetkę, sprawność
i zachowanie, które pozwalały w nim dostrzegać bardziej
starszego kumpla, niźli nobliwego mędrca.
Ale mentorem i autorytetem po prostu był naturalnym,
a nie formalnym – mimo że ciągle czemuś przewodniczył
i stawał na czele czegoś – bo jego władne otoczenie to i owo
chciało widzieć swym liderem. Czy to w polskiej masonerii
mieszanej Le Droit Humain (prezydent polskiej jurysdyk-
cji, a potem federacji), czy to w Międzynarodowej Kapi-
tule Orderu Uśmiechu (wieloletni kanclerz), w ostatnich
P i s m o P r z y j a c i ó ł s z t u k i k r ó l e W s k i e j
28 n a w i e C z n y M w S C H O d z i e
latach życia, a wcześniej w „Kurierze
Polskim”, popołudniówce Stronnictwa
Demokratycznego, gdzie był też na
stanowisku wieloletniego redaktora
naczelnego*. Na tym poprzestańmy,
jeśli chodzi o funkcje i stanowiska,
gdyż one dla Cezarego były jednak
zawsze obok jego ulubionej działalno-
ści pisarskiej. Był, czy jest właściwie,
autorem niezliczonej ilości artykułów,
desek masońskich i 34 książek o te-
matyce tak różnej, że zdumiewało nas
czasem spektrum jego zainteresowań
oraz pasji literackich i historycznych.
Niejednokrotnie związanych z jego
drogą życiową i własnymi doświad-
czeniami – od 14-letniego powstańca
i łącznika Szarych Szeregów, ps. „Ma-
rek”, i pomagającego Żydom wspólnie
z rodzicami Sprawiedliwego Wśród
Narodów Świata, przez jego dalsze już
powojenne praktyczne zainteresowa-
nie wojskiem i militariami (ppłkrezer-
wy WP), polonistę-literata, doktora
nauk historycznych, dziennikarza,
społecznika, kawalera Orderu Uśmie-
chu i w końcu masona. Te wszystkie
wątki znajdywały odbicie w jego piś-
miennictwie i trudno, aby było inaczej.
Książka ostatnia, dokończona po jego
śmierci przez partnerkę i masońską
Siostrę – Wiesię Piątek – pt. Życie
pełne puent, opisuje najważniejsze
epizody i zamyka pewną klamrą ten
bogaty i fascynujący życiorys.
Ja także mógłbym dorzucić wiele
swoich obserwacji, jak ten, który
dumny jest z tego, że przez ostatnie
7 lat życia Czarka starał się jak mógł,
by godnie i sprawnie „nosić za nim
teczkę” – choć to był chyba mój naj-
ważniejszy i formujący ostatecznie
okres życia. Dzięki niemu i z nim, jako
sekretarzem Kapituły Orderu Uśmie-
chu, wolnomularskim Bratem i bliskim
młodszym przyjacielem.
W myśl zasady, co by było gdyby?
– to gdybym Czarka na swojej dro-
dze nie spotkał, nie byłbym pewnie
masonem, a na pewno już nie z taką
lubością do idei i ruchu, jaka cechuje
mnie od 14 lat mojej wolnomularskiej
drogi. Tak to jest, że czasem ma się
szczęście napotkać na niej nie żad-
nego guru, ale prawdziwego Mistrza.
To moja radość i cały czas się czuję,
jakbym spłacał jakiś dług za możli-
wość poznania Czarka i całego jego
otoczenia – nie tylko masońskiego.
Wracając jednak na łamy – w końcu –
„Wolnomularza Polskiego”, z którym,
jak zaświadcza brat Adam, Czarek
współpracował od samego początku,
publikując kolejne artykuły o wybit-
nych polskich masonach, chcę teraz
pisać o Cezarym – wolnomularzu pol-
skim. To, że stopnia 30-go jest może
mniej ważne, jednakże siłą rzeczy, jako
urodzony lider, piął się systematycznie
po kolejnych levelach wtajemniczeń
i to w dwóch obediencjach po kolei.
I tutaj – wcale nie z wygodnictwa,
lecz z historycznej rzetelności – głos
oddam Siostrze Wiesi Piątek, która
znała swojego Czarka jak nikt inny.
Rok po jego śmierci, jako wstęp do
specjalnej edycji dla masonek i ma-
sonów książki Masoni bez maski – tak
przedstawiła wolnomularską drogę
Cezarego Leżeńskiego:
„Wolnomularstwo fascynowało
Czarka od młodzieńczych lat. Wie-
dział o nim sporo – zawsze bardzo
dużo czytał, wręcz pochłaniał książki,
jak przystało na licealistę, absolwenta
polonistyki, dziennikarza, pisarza.
Dlatego gdy tylko stało się możliwe
ze wstĘpu książki
„masOni Bez maski”
C
hcę na stronach tej książki pokazać tych, którzy zdecydowali się zostać
masonami, pokazać jakimi byli ludźmi, jak zapisali się w historii kraju,
jak zasłużyli się Polsce, jej wolności i niepodległości, rozwojowi. Może to
spowoduje, że ktoś z Czytelników będzie chciał zgłębić nieco motywację
tych, którzy przystąpili do stowarzyszenia braci spod znaku cyrkla i węgiel-
nicy. Chcę tylko dać znak, nie masoński, lecz intelektualny, polegający na
bardzo prostym i oczywistym pytaniu: Dlaczego, skoro masoneria jest taka
zła, nikczemna i zagraża prawie wszystkiemu, tak dużo ludzi wspaniałych,
szlachetnych i zasłużonych znalazło się w jej szeregach. #
29
W o l n o m u l a r z P o l s k i z i m a 2 0 1 4 / 2 0 1 5 • n u m e r 6 1
n a w i e C z n y M w S C H O d z i e
Wiesi
Ubrana w spokój
wyrozumiałość
rozsądek.
I miłość.
Robiła ruch ręką
i wszystko stawało się
jasne,
promienne,
zrozumiałe.
Jak dwie
Połówki
nagle zebrane,
dopasowane
Przestrzeń wypełniona
Szczęśliwością trwania
Cisza zrozumienia.
To Ona
więcej niż
Kobieta.
przystąpienie do wolnomularstwa,
decyzję podjął bez wahania. Było to
na wiosnę 1993 r. Wielki Wschód
Francji zakładał w Polsce loże i Czarek
inicjowany został w loży Nadzieja.
Tuż za Wielkim Wschodem Francji
pojawił się w Polsce kolejny Zakon –
Le Droit Humain. W wakacje 1993r.
na Wschód Warszawy przeniesiono
światła loży Pierre et Marie Curie,
założonej w Lille przez Francuzów
i Polaków. Uroczystości odbywały
się w Radziejowicach pod Warsza-
wą i Cezary w nich uczestniczył, tak
jak inni bracia z lóż WWF, bo wtedy
wszyscy masoni wspierali się. Od tego
czasu datuje się Jego związek z DH.
Pamiętam dzień, kiedy powiedział mi,
że jest masonem od paru miesięcy. Że
jest to organizacja, w której są ludzie
wykształceni, w różnym wieku i róż-
nych zawodów, i że każdy z każdym
jest po imieniu. Że ludzi tych cechuje
szlachetność i życzliwość, że są dla sie-
bie dobrzy i serdeczni, pomagają sobie
wzajemnie, są braćmi jak w kochającej
się rodzinie. Że na spotkaniach roz-
mawiają na rozmaite tematy, a te dys-
kusje każdego wzbogacają i rozwijają
intelektualnie. I zapytał, czy nie chcia-
łabym wstąpić do takiej organizacji.
Natychmiast wyraziłam ochotę, choć
mało o masonerii wówczas wiedzia-
łam. Koronnym argumentem było to,
że Cezary należy do takiej organizacji,
a znałam go tak długo i tak dobrze, że
wiedziałam, że ani mnie, ani siebie nie
wprowadzi w podejrzane o złe rzeczy
towarzystwo. W końcu października
1993 roku zostałam inicjowana jako
jedna z pierwszych w pionierskiej loży
Pierre et Marie Curie. Od tej pory
kroczyliśmy razem nie tylko życio-
wą, ale i masońską drogą. Wiem więc
o Cezarym więcej, niż ktokolwiek
inny. Wiem, co robił, co myślał, co
czuł. Loża PiMC, której Cz... M... była
S... Alicja Dworak, budowana była
praktycznie od podstaw. Wprawdzie
na liście członków było dużo osób, ale
byli to BB... i SS... mieszkający na stałe
we Francji i na prace do Warszawy
nie przyjeżdżali. Cezary wspierał tę
lożę jak mógł – przychodził na prace,
rekomendował kolejnych członków,
cały czas należąc wyłącznie do loży
Nadzieja. Gdy loża PiMC na tyle
okrzepła, że można było pomyśleć
o dalszym rozwoju DH w Polsce, jej
członkowie postanowili założyć drugą
lożę. W 1995 r. powstała loża Orzeł
Biały na Wschodzie Katowic, z Cz...
M... B... Jerzym Dworakiem. Do tej
loży aliował się Czarek, pozostając
nadal w Nadziei. Jeździliśmy na prace
do Katowic prawie 3 lata. Dla roz-
woju Orła Białego nikt nie żałował
ani czasu, ani mitręgi. Nie szkoda
nam było wolnej soboty na parogo-
dzinną podróż do Katowic i z po-
wrotem, w upał, deszcz albo śnieg,
cisnąc się w samochodzie, ponieważ
Orzeł Biały się rozrastał. Czarek nie
ograniczał swej działalności masoń-
skiej tylko do pracy w loży Nadzieja
i Orzeł Biały. W 1997 r. powołana
została Loża Doskonałości Spirala,
pracująca od 4 do 14 stopnia. W niej
poznawał tajniki wiedzy masońskiej
kolejnych wyższych stopni. Również
w 1997 roku spełnione już były wa-
runki, aby powołać własną jednostkę
organizacyjną – Jurysdykcję, co nas
w pewnym, choć jeszcze niewielkim
P i s m o P r z y j a c i ó ł s z t u k i k r ó l e W s k i e j
30 n a w i e C z n y M w S C H O d z i e
stopniu uniezależniało od Francji.
Bardzo to wszystkich cieszyło, gdyż
do tej pory z każdą sprawą trzeba
było zwracać się do Paryża. Cezary
objął przewodnictwo Jurysdykcji,
został jej Prezydentem. W chwili, gdy
loża Orzeł Biały miała wystarczająco
dużo członków, by móc pracować
samodzielnie, BB... i SS... z Warsza-
wy zdymisjonowali się z niej. Część
z nich postanowiła założyć kolejną
lożę, tym razem już w Warszawie. Na
jesieni 1999 r. zostały zapalone światła
Sz...L... Konstytucja 3 Maja. Tej loży
B... Cezary Leżeński był założycielem
i pierwszym Czcigodnym Mistrzem
– przez 3 lata. Jego osobowość, kul-
tura, wrażliwość i takt, ufność oraz
otwartość, sposób prowadzenia prac
zjednywały mu sympatię i szacunek.
Siostry i Bracia chętnie przychodzili
na prace, starali się przygotowywać
ciekawe deski, rekomendowali no-
wych członków. Wkrótce polskie Le
Droit Humain liczyło już 5 lóż nie-
bieskich, co stworzyło możliwość
powołania Federacji Polskiej. […]
Na jej Prezydenta wybrany został
Cezary Leżeński. […] W tej pracy
na pewno Cezary się nie oszczędzał.
Pełniąc funkcję Prezydenta Federa-
cji prowadził też przez kolejne 3 lata
warsztat wyższych stopni – Spira-
lę, jako jej Czcigodny. Miał funkcję
ocerską w loży Feniks, grupującej
siostry i braci w 18 stopniu. Pracował
również w warsztacie 30 stopnia. […]
Niestety, choroba, której starał się po-
czątkowo nie okazywać na zewnątrz,
i jej gwałtowne przyśpieszenie, spo-
wodowała, że tak niespodziewanie
od nas odszedł 5 grudnia 2006 roku”.
Tyle kronikarsko Wiesia, która też
nas niespodziewanie opuściła zeszło-
rocznego lipca i podążyła za swoim
Czarkiem na Wieczny Wschód. Cóż ja
mogę więcej dopisać, będąc przy nich
od nowego millenium i zawsze trak-
towany jako przyjaciel domu i przede
wszystkim Brat Marek. To była dla
mnie wspaniała szkoła prawdziwego
braterstwa i wielka radość uczenia się
wolnomularskiego rzemiosła.
Mógłbym godzinami opowiadać
swoje wrażenia i konkluzje. Opisy-
wać te bardziej i te mniej radosne hi-
storie z kilku przestrzeni, w których
Czarek „operował”. Nie przypadkiem
w głowach i sercach jego najbliższych
Sióstr i Braci, niewiele po jego śmierci
zakiełkował pomysł powołania loży
jego imienia. Sz... L... Cezary Leżeń-
ski na Wsch... Warszawy od kilku lat
funkcjonuje w strukturach Wielkiego
Wschodu Polski. Ale to osobna i też
długa historia dalszych losów Cezarego
Leżeńskiego, który cały czas jest z nami.
„Tutaj wszystko jest symbolem”.
Marek Pawłowski
*Z
najomość red. Cezarego Leżeńskiego z red. Adamem Witoldem Wysockim, redaktorem naczelnym „Wolno-
mularza Polskiego” bierze się właśnie z tych starych, „kurierowych” czasów. W latach 90. XX w. na łamach
naszego pisma Czarek publikował kolejno artykuły, które złożyły się później na tom zatytułowany Masoni bez
maski. W WP nr 56 (zima 2013) opublikowaliśmy artykuł pt. Czy wolnomularzom potrzebny jest rytuał, wydany
w roku 1999 w serii „Ex Oriente Lux”. Z kolei w poprzednim, letnim numerze „Wolnomularza Polskiego” (nr 60)
na str. 24 zamieściliśmy tekst pt. Loża pamięci, w którym opisaliśmy ceremonię tzw. loży żałobnej za siostrę Wiesię,
towarzyszkę życia Czarka. REDAKCJA
31
W o l n o m u l a r z P o l s k i z i m a 2 0 1 4 / 2 0 1 5 • n u m e r 6 1
n a w i e C z n y M w S C H O d z i e
wOlnOmularz, antykwariusz,
BudOwniczy, mecenas sztuki
jankiel ławski,
czyli jean lawski
P i O T r C e G i e L S K i z e S z T O K H O L M U
O
d lat w szwedzkiej oraz polskiej literaturze po-
święconej kolekcjonerstwu i rynkowi sztuki
natraamy na postać Henryka Bukowskiego
(1839-1900), powstańca styczniowego, założyciela działa-
jącego do dziś w Sztokholmie wielkiego domu aukcyjnego,
a także jednego z głównych mecenasów Muzeum Polskiego
w Rapperswilu, w której to miejscowości został pochowany.
Mało kto zaś pamięta o towarzyszu jego morskiej ucieczki
z Polski po klęsce powstania (zaplanowanej na trasie
Ryga-Kopenhaga-Londyn, ale wobec sztormowej pogody
zakończonej wyokrętowaniem w pierwszym napotkanym
porcie – Helsingborgu na zachodnim wybrzeżu Szwecji)
Janie Jankielu Ławskim (1842-1913). Oprócz głębokiej
przyjaźni, zadzierzgniętej w czasie popowstańczej tułaczki,
połączyły ich antykwaryczne pasje i interesy. Ławski był
też – o czym już nikt praktycznie nie wie – wolnomularzem.
Do loży chciał też wciągnąć Bukowskiego, ale ten odmówił1.
Ławski, spolonizowany żydowski krawiec, urodzony
w Raczkach koło Augustowa, w czasie powstania 1863r.
trudnił się transportowaniem broni dla walczących od-
działów partyzanckich. Nic zatem dziwnego, że po upadku
powstańczego zrywu musiał uciekać przed aresztowaniem
i zsyłką.
W Szwecji rozwinął skrzydła, zaczynając od skromnego
warsztatu krawieckiego. Szybko jednak stał się potenta-
tem tkackim, a następnie antykwarycznym. Swe interesy
ulokował w mieście Jönköping w południowej Szwecji,
a następnie przeniósł się do Norrköping, położonego
170km na południe od Sztokholmu.
Szybko rosnącą fortunę przeznaczał na budowę oraz
kupno kolejnych kamienic w centrum miasta, jak i na
kolekcję militariów. Sentyment do broni najwyraźniej
nigdy go nie opuścił. Podobnie jak uczucia do Polski.
Dzieci ochrzcił dubeltowo patriotycznymi imionami, ku
czci obu ich ojczyzn. Córka zwała się Regina Polonia Svea
Göta Arnoldina, synowie: Sven Jan Kazimierz Władysław
oraz Lars Jan Stanisław.
Jan Ławski od 3 września 1873 r. był wolnomularzem,
członkiem paryskiej loży Les Hospitaliers Français Wiel-
kiego Wschodu Francji, w stopniu mistrza. Prawdopo-
dobnie od tego czasu używał francuskiej wersji swojego
imienia Jean.
Już jako Jean Lawski długo namawiał Bukowskiego, by po-
szedł w jego ślady, ten jednak z różnych powodów, zarówno
ideowych, jak i praktycznych (brak czasu), propozycji przy-
wdziania fartuszka nigdy nie przyjął2. Dlaczego Ławski wstąpił
do loży paryskiej, a nie do istniejącej już od 1800 r. w Jönköping
loży Den Mellersta Pelaren, albo później po przeprowadzce
do Norrköping, do miejscowej S:t Johanneslogen Oscar
Fredrik? Odpowiedź jest prosta. Zakon Szwedzkich Wolno-
mularzy nie przyjmował, i zresztą do dziś nie przyjmuje do
swego grona osób pochodzenia żydowskiego, a dokładniej
jakichkolwiek nie-chrześcijan. Ten anachronizm zaczyna
zresztą chyba coraz bardziej ciążyć szwedzkim braciom,











P i s m o P r z y j a c i ó ł s z t u k i k r ó l e W s k i e j
32 L U d z i e i C z a S y
dlatego zapraszają na posiedzenia lożowe wolnomularzy-
cudzoziemców, wyznawców innych religii, mistrzów różnych
obediencji. W swojej działalności lantropijno-społecznej,
a zwłaszcza stypendialnej, Zakon Szwedzkich Wolnomularzy
stara się docierać do środowisk daleko wychodzących poza
ograniczone grono męsko-chrześcijańskie. Można nawet
domniemywać, iż celowo stara się wspierać społeczności
kobiece i multietniczne, by zatrzeć opinię niedostępnego
klubu mizoginistycznych i nietolerancyjnych snobów3.
Wracajmy jednak do Ławskiego. Zajęty sprawami za-
wodowymi i rodzinnymi – nie mógł być w Paryżu zbyt
częstym gościem, stąd o jego działalności wolnomularskiej
można niewiele powiedzieć. Był na liście członków loży
jeszcze w 1875 r., na temat jego ewentualnej późniejszej
aktywności nie zachowały się jednak żadne dokumenty4.
W Norrköping Ławski zbudował trzy wielkie kamienice
w kwartale zwanym Bron, który z czasem w całości prze-
szedł na jego własność. Pierwszą inwestycją była zbudo-
wana w 1897 r. przy moście Gustava Fredrika kamienica
w stylu francuskiego neorenesansu, wzorowana na pałacu
Azay-le-Rideau nad Loarą. Na parterze i pierwszym piętrze
mieściła antykwariat „Engelska Magasinet” („Magazyn
angielski”), powyżej komfortowe apartamenty właściciela.
Narożnik Droniggatan i Hamngatan, na którym powstało
dzieło architektonicznej rmy Löfgren & Paulson, to do dziś
najlepszy adres w Norrköping. W potocznym języku gmach
wciąż nazywany jest „Lawskihuset” – „Dom Lawskiego”.
Od 1940 r. w budynku mieści się luksusowy
Strand Hotel, którego najwytworniejszy
apartament nosi właśnie nazwę „Engelska
Magasinet”. Do 1968 r. w podziemiach funk-
cjonowała tu kultowa piwiarnia „Kräriket”,
specjalizująca się w serwowaniu raków oraz
kiełbasy z kapustą pod kufel jasnego z pianką.
Mimo swojej bezpretensjonalności, a może
właśnie z tego powodu, był to ulubiony lokal
artystycznej bohemy z całej Szwecji i nie
tylko. Na imponującej liście gości można
było znaleźć takie nazwiska jak Greta Garbo,
Leopold Stokowski, czy też przedstawicieli
szwedzkiej i belgijskiej rodziny królewskiej.
Na początku lat 60. XX wieku, kiedy rządzący
Szwecją socjaldemokraci zapragnęli usunąć
z miejskich krajobrazów „przeżytki architektury
burżuazyjnej”, planowano rozebranie gmachu
i zastąpienie go betonowym, wielopiętrowym parkingiem. Na
tych planach szczęśliwie się skończyło, „postępowi” burzyciele
okazali się niestety dużo bardziej skuteczni w Sztokholmie,
gdzie zrównali z ziemią całą mieszczańską dzielnicę Klara
w centrum miasta.
Inna imponująca kamienica zbudowana przez Ławskiego
to pięciokondygnacyjny, dziewięcioosiowy secesyjny budy-
nek powstały w 1906 r. na rogu ulic Gamla Rådstugugatan
i Fleminggatan zaprojektowany przez sztokholmskich
architektów Hansa Lindblada i Axela H. Forsberga.
Ławski zarabiał krocie na handlu antykami i nierucho-
mościami, ale pod wpływem Henryka Bukowskiego pro-
wadził też szeroką działalność lantropijną i patriotyczną,
przede wszystkim na rzecz wspomnianego już Muzeum
Narodowego Polskiego w Rapperswilu. Zasilał je darami
rzeczowymi i gotówką, przeznaczoną m.in. na fundusz
stypendialny im. Tadeusza Kościuszki. Od 1892 r. był tzw.
członkiem wieczystym Towarzystwa Muzeum. Nie skąpił
też grosza na szwedzkie placówki muzealne, m.in. regular-
nie wspierał nansowo Nordiska Museet w Sztokholmie.
Henryk Bukowski, umierając w 1900 r., uczynił Ławskie-
go egzekutorem swego testamentu. Był to krok oczywisty
w świetle ich wieloletniej przyjaźni, Bukowski i jego bliscy
zawsze mogli liczyć na jego pomoc, także nansową. Ławski
rozszerzył swą ostatnią misję o spontanicznie wymyślone
zorganizowanie pochówku przyjaciela w jego ukochanym
Rapperswilu. Piotr Cegielski
1. W kręgu przyjaciół emigrantów postyczniowych w Szwecji znajdował się także Józef Alfons Hajdukiewicz (1831-1873), którego syn, ekonomista i dyplo-
mata Alf de Pomian Hajdukiewicz (1867-1972, uwaga: tak to nie pomyłka żył 105 lat!) był członkiem lóż szwedzkich, łotewskich i polskich. O tej barwnej
i niezwykle zasłużonej dla Polski postaci napiszę w jednym z najbliższych numerów „Wolnomularza Polskiego”.
2. Michal Haykowski, Henryk Bukowski. Namnet lever kvar, Stockholm 1990, s. 188.
3. Więcej na temat rytu szwedzkiego zob. Piotr Cegielski, Zakon szwedzkich wolnomularzy a dzisiejsza Szwecja, Ars Regia nr 9/10 (1995/1996) s. 169-173,
Nie jesteśmy tajnym zakonem: z Gustawem Piehlem, Namiestnikiem Wielkiego Mistrza (Stormästarens Prokurator) i przewodniczącym Rady Najwyższej
Zakonu Szwedzkich Wolnomularzy rozmawia Silvia Constantinescu / tłum. Piotr Cegielski, ibidem s. 174-178.; Piotr Kalinowski, Wysokościelny wolno-
mularz, rozmowa z Åke Eldbergiem, duchownym luterańskiego kościoła Szwecji, „Wolnomularz Polski” nr 52/jesień 2012, s. 9-11.
4. Ludwik Hass, Wolnomularze polscy w kraju i na świecie 1821-1999, Warszawa 1999, s. 268.

33
W o l n o m u l a r z P o l s k i z i m a 2 0 1 4 / 2 0 1 5 • n u m e r 6 1
L U d z i e i C z a S y


1


walerian łukasiński
ciągle małO znany
n O r B e r T w ó J T O w i C z
„K
tóż w Polsce nie słyszał
o majorze Łukasińskim?
– pytał Szymon Askena-
zy. – A któż o nim ściślejszą powziął
wiadomość? On był z szarego tłumu.
Nie był wodzem, był tylko sługą swego
narodu. W tej służbie on zginął dla
spółczesnych i potomnych. Odtąd
pokryło go milczenie”2.
Okres ponapoleoński to czas po-
wstawania licznych tajnych związków
w całej Europie. W krajach, w których
rozmaite tendencje polityczne splatały
się z aspiracjami narodowowyzwoleń-
czymi, ideologia tajnych stowarzyszeń
traała na szczególnie podatny grunt.
Jednym z powstałych wówczas tajnych
związków o charakterze ponadlokal-
nym było właśnie Wolnomularstwo
Narodowe3. Mimo że powszechnie
mamy świadomość znaczenia tej struk-
tury i wzmianki o niej znajdowaliśmy
nawet w podręcznikach szkolnych,
to jednak nasza wiedza na temat jej
funkcjonowania jest dość ograniczona.
W zasadzie bazujemy dziś przede
wszystkim na dwóch tekstach źródło-
wych. Pierwszym z nich jest Pamiętnik
Waleriana Łukasińskiego4 opisują-
cy m.in. założenia Wolnomularstwa
Narodowego, a drugim wspomniana
na wstępie dwutomowa praca Aske-
nazego Łukasiński. Od lat obracamy
się w obrębie tych dwóch publikacji
i nawet pojawiające się od czasu do
czasu przyczynki nie mogły w sposób
znaczący wpłynąć na poszerzenie na-
szej znajomości problemu.
W sukurs oczekiwaniom tych, któ-
rzy chcieliby zgłębić temat, przyszło
w ostatnich dniach Wydawnictwo
Neriton, publikując w serii Polskie
ruchy społeczno-polityczne i życie lite-
rackie 1815-1855. Studia i Materiały
przygotowany w ramach wspólnego
projektu Instytutu Historii Polskiej
P i s m o P r z y j a c i ó ł s z t u k i k r ó l e W s k i e j
34 L U d z i e i C z a S y
1. J. Straszewicz, Les Polonais et les Polonaises de la Révolution du 29 Novembre 1830... Paris 1832.
2. Sz. Askenazy, Łukasiński, t. 1, Warszawa 1908, s. 1.
3. Pierwsza struktura Wolnomularstwa Narodowego powstała w Warszawie, później powstały loże w Poznaniu i Wilnie, a ponadto podjęto próby utworze-
nia struktur w Kaliszu, Kielcach, Łomży, Radomiu i Siedlcach.
4. W. Łukasiński, Pamiętnik. Opracował, wstępem i przypisami opatrzył R. Gerber, Warszawa 1960 (wydanie drugie, poprawione i uzupełnione: Warszawa
1986).
5. Wolnomularstwo Narodowe. Walerian Łukasiński, red. W. Śliwowska, Warszawa 2014.
6. Ibidem, s. 21.
7. Ibidem, s. 22.
8. Ibidem, s. 621-624.
Akademii Nauk, Instytutu Badań Li-
terackich Polskiej Akademii Nauk i In-
stytutu Słowianoznawstwa Rosyjskiej
Akademii Nauk tom Wolnomularstwo
Narodowe. Walerian Łukasiński5. Ta
monumentalna, licząca 750 stron pub-
likacja zawiera komplet materiałów
z śledztwa i procesu Łukasińskiego
oraz innych osób podejrzanych o dzia-
łalność w strukturze Wolnomularstwa
Narodowego. Jak pisze w przedmowie
Wiktoria Śliwowska, w zamierzeniu
autorów tom miał stanowić „swoi-
sty hołd dla Człowieka, jakich bywa
niewielu nawet wśród najsprawied-
liwszych”6.
Prezentowana książka składa się
z dwóch części, mniejszej, na któ-
rą składa się sześć studiów, oraz
obszernego wyboru dokumentów
i materiałów archiwalnych. W czę-
ści pierwszej znalazły się artykuły
poświęcone m.in. polityce polskiej
cesarza Aleksandra I, działalności
wielkiego księcia Konstantego Pa-
włowicza, tekst poświęcony Szy-
monowi Askenazemu i jego pracy
Łukasiński czy też wreszcie artykuł na
temat „podwójnego życia” literatury
w Królestwie Kongresowym. Teksty
z pewnością warte zauważenia, lecz
to nie one są w tym tomie najważ-
niejsze. W większym stopniu uwagę
naszą przykuje następnych blisko 600
stron dokumentów, w znacznej mie-
rze publikowanych tu po raz pierwszy.
W części tej znajdziemy więc m.in.
deklaracje złożone przez członków
Wolnomularstwa Narodowego, za-
chowane protokoły z przesłuchań
i konfrontacje członków Wolno-
mularstwa Narodowego w Komisji
Śledczej pod przewodnictwem ober-
audytora Leoncjusza Jowca, proto-
koły przesłuchań i własnoręczne ze-
znania podejrzanych o członkostwo
w Wolnomularstwie Narodowym
w powołanej przez Józefa Zającz-
ka Komisji Śledczej Cywilnej czy
wreszcie protokoły zeznań obwinio-
nych o udział w Wolnomularstwie
Narodowym złożone przed Sądem
Wojennym Najwyższym powołanym
w miejsce „nieurządzonego jeszcze”
Sądu Sejmowego.
Jak trafnie zauważyła redaktor-
ka tomu, „choć decyzję podjął sam
Aleksander I […] do wszystkich tych
organów powołano wyłącznie Polaków:
od pisarzy rejestrujących protokoły, po
prezesów i członków Komisji Śledczych
oraz generałów i pułkowników zasiada-
jących w Wojskowym Sądzie Najwyż-
szym”. Przy czym „nim przystąpiono do
spisania protokołu lub własnoręcznego
zeznania, podsądny był atakowany ze
wszystkich stron: ostrzegany groźbami,
że Komisji i tak wszystko wiadomo,
osaczany wybranymi cytatami z in-
nych zeznań, nęcony obietnicami”7.
Obok tych dokumentów, może niezbyt
znanych, ale jednak stosunkowo ła-
two dostępnych, bo przechowywanych
w warszawskim Archiwum Głównym
Akt Dawnych, znajdziemy również
wybór interesujących materiałów źród-
łowych z archiwów rosyjskich. Złożyły
się nań m.in. liczne dokumenty zwią-
zane z „przestępcą stanu” Walerianem
Łukasińskim i jego pobytem w carskich
więzieniach, w tym przede wszystkim
w twierdzy Szlisselburg. Ale obok nich
znalazły się tam również takie perełki,
jak chociażby zasługujący na przedsta-
wienie szerszej grupie czytelników (tu
mój nieśmiały ukłon w stronę redakcji
„WP”) „Raport senatora Nikołaja Ni-
kołajewicza Nowosilcowa do cesarza
Aleksandra I w sprawie zamknięcia
lóż w Królestwie Polskim, o sytua-
cji w Wielkim Wschodzie, uwagi do
projektu konstytucji, 17/29 września
1821”8.
Książka Wolnomularstwo Narodo-
we. Walerian Łukasiński z pewnoś-
cią zasługuje na wnikliwe studia
tych wszystkich, których interesują
dzieje polskiego wolnomularstwa
i XIX-wiecznych polskich tajnych
stowarzyszeń. Opublikowane w tomie
dokumenty i materiały archiwalne
pozwalają wzbogacić znany nam
z wcześniejszych publikacji obraz
Wolnomularstwa Narodowego o wie-
le nowych i interesujących szczegó-
łów. Z pewnością nie jest to książka
„do poduszki” i może się zdarzyć,
że chwilami niejednego czytelnika
te protokoły nieco znużą, ale warto
uczynić ten wysiłek, bo książka i jej
bohaterowie z pewnością na to za-
sługują. #
35
W o l n o m u l a r z P o l s k i z i m a 2 0 1 4 / 2 0 1 5 • n u m e r 6 1
L U d z i e i C z a S y
prOces waleriana
łukasińskiegO
e w a S T a w i C K a
A
Stare Miasto? Na Rynku nadal czyn-
ny jest pręgierz, ustawia się pod
nim nieuczciwe panny służące
i złodziejaszków, skazanych na kil-
kudziesięciogodzinny bezbron-
ny wstyd. Na Podwalu otwarto
właśnie – bez rozgłosu – jad-
łodajnię jako i magazyn jadła
„Pod Żarłokiem”. Na Miodo-
wej zaś, naprzeciwko Kapu-
cynów – od wiosny czynna
jest najelegantsza w stolicy
cukiernia Lourse’a. Jej właś-
ciciel ma cichą wspólniczkę:
to baronowa Fredericks, do
niedawna metresa Wielkiego
Księcia Konstantego. Oddalając
ją i czyniąc tym samym miejsce
dla nieporównanie młodszej Jo-
anny Grudzińskiej (która zresztą
równie nieciekawej jest konduity),
cesarski brat zadbał o należytą pozy-
cję towarzyską i nansową matki swego
bastarda: nie tylko wydał ją statecznie za
mąż i ułatwił rozkręcenie lukratywnego
interesu, ale jeszcze zapewnił pośred-
nią opiekę ze strony tajnej policji
świeżo powstałej w Królestwie
Polskim. Uczęszczany przez
snobów, jak i przez rzeczy-
wistą śmietankę lokal – to
wszak wymarzone miejsce
do inwigilacji wszelkich
wartych obserwowania
osób.
Z Miodowej niedaleko
do ulicy Zakroczymskiej,
gdzie mieszczą się koszary
ulubionego pułku warsza-
wiaków i zarazem praw-
dziwej dumy Konstantego:
słynnych „czwartaków”. Po-
sługę kapłańską dla wywodzą-
cych się ze społecznych nizin,
lecz świetnie dowodzonych i nie-
zrównanie wyszkolonych żołnierzy
sprawują o.o. Bonifratrzy z pobliskiego
klasztoru. Ostatnio prostym chłopcom










R
edakcja „Wolnomularza Polskiego” serdecznie dziękuje mec. Ewie Stawickiej za możliwość przedruku artykułu
z periodyku „Palestra”.
36 L U d z i e i C z a S y
P i s m o P r z y j a c i ó ł s z t u k i k r ó l e w s k i e j
z czwartego pułku piechoty coraz częściej potrzebna jest
także pomoc lekarska. Przed kilkunastoma miesiącami
Wielki Książę zarządził spektakularną przeprowadzkę
jednostki do nowo postawionego, jeszcze nienależycie
osuszonego budynku, w którym wilgoć i duchota połączo-
ne z niedostatecznym oświetleniem są przyczyną istnej
epidemii zapaleń spojówek, niejednokrotnie kończących
się ślepotą. Dowództwu pułku spędza sen z oczu takie
bezsensowne szafowanie ludzkim zdrowiem, którego nie
są w stanie Rosjanom wyperswadować.
P
rzedłużeniem Zakroczymskiej jest szeroka aleja Gwar-
dii, wiodąca na północ, ku gęstwinie uroczych zadrze-
wionych uliczek nowej willowej dzielnicy „Joli Bord”.
A dalej – droga wiedzie prosto do Lasku Bielańskiego. Już
od najbliższego lata ma zostać uruchomiona miejska komu-
nikacja między Warszawą a Bielanami – powóz pocztowy
za niewielką opłatą, w regularnych porach będzie woził
tą trasą wszystkich chętnych. Być może w jakimś stopniu
rozładuje to tłok na drodze, powodowany przez wzbijające
tumany kurzu prywatne i wynajęte karety, kocze i kabrio-
letki. Kawalerowie nadal jednak będą zapewne woleli wozić
swe narzeczone wypożyczaną kariolką w najmodniejszym
pomarańczowym kolorze, gdzie tylko dwie osoby mogą
się pomieścić, usiadłszy naprzeciw siebie.
Ona nazywa się Fryderyka Stryjeńska, z niezamożne-
go, bogobojnego domu. Od paru lat są zaręczeni, ale
ślub wciąż odkładają. Wprawdzie trzymają się z dala od
warszawskich salonów, ale przecież za miesiąc karnawał –
i na rautach i balach znów będą za nimi krążyć wścibskie
spojrzenia. Tym bardziej że wszyscy mają świadomość,
iż ubóstwiany przez podwładnych-zabijaków z czwartego
pułku ocer sam musi nielichą wykazywać się fantazją.
Może w przyszłym roku uda się wreszcie uzyskać wyma-
rzony awans i znaczniejszą podwyżkę? Pensja majora to
wszak za mało, by układać sobie życie. Zwłaszcza gdy się
pochodzi ze skromnej szlacheckiej rodziny i od wczesnej
śmierci rodziców ma pod codzienną opieką brata kalekiego
od urodzenia. Trójka pozostałego młodszego rodzeństwa,
pochłonięta własnymi sprawami, nie może się nim zająć.
A jeszcze – oprócz rodzinnych i wojskowych obowiązków
– absorbują czas sekretne sprawy i narady z przyjaciółmi.
Mimo wszystko, Fryderyce należałoby poświęcać na co
dzień nieco więcej uwagi.
Ś
lubu nie będzie. Nie zdarzy się też ani jeden więcej
karnawał, ani jedna letnia przejażdżka na Bielany. Po
burzliwej wizycie u Wielkiego Księcia, 8 grudnia 1821 r.
Walerian Łukasiński zostaje rozkazem dziennym przenie-
siony na półżołd i natychmiast odkomenderowany poza
Warszawę, najpierw do Krasnegostawu, do sztabu stacjo-
nującej tam dywizji ułanów, potem do Łęczny i Siedlec.
Jest to o wiele gorsze od całkowitego wydalenia z wojska:
objęty taką decyzją ocer pozostaje w bezpośredniej dys-
pozycji Cesarzewicza i w zupełnej od niego zależności.
Ocjalna przyczyna niełaski to nieposłuszeństwo przy
orzekaniu w sądzie wojskowym. Oto w sierpniu trzem
więźniom-szeregowcom czwartego pułku udało się zbiec
z twierdzy Zamość. Zbiegów złapano i okrutnie ukarano.
Komendant fortecy, który jednoosobowymi decyzjami sam
stworzył był warunki sprzyjające podjęciu eskapady, dzięki
koneksjom wykręcił się od odpowiedzialności. Konstanty
postanowił natomiast urządzić pokazowy proces trójce jego
podwładnych, oskarżywszy ich o niedostateczny nadzór nad
uwięzionymi. Cesarski brat miał przekonanie, że trybunały
wojskowe winny tak samo podporządkowywać się jego
rozkazom, jak wszelkie inne zmilitaryzowane instytucje.
Wyraźnie zatem zażądał, aby trzem ocerom wymierzono
kary po dziesięć lat robót w kajdanach. Pierwszy wyzna-
czony skład sądzący uciekł się do kruczka proceduralnego
i, uznawszy swą niewłaściwość, uniknął prowadzenia
sprawy. Zagniewany wódz wtrącił na trzy miesiące do
aresztu nieposłusznego przewodniczącego owego składu
i natychmiast powołał nową piątkę sędziów, wśród nich
majora Łukasińskiego. Ten nie ugiął się pod naciskiem
i odmówił położenia swego podpisu pod niesprawiedliwie
skazującym wyrokiem, na dodatek nakłaniając do podobne-
go posunięcia przewodniczącego kompletu sędziowskiego.
Obydwaj zostali po awanturze odsunięci od orzekania w tej
sprawie. Wkrótce po wydaleniu Łukasińskiego ze stolicy,
rzekomi winowajcy z Zamościa otrzymali drakońskie
kary, które Wódz, dla publicznego okazania łaskawości,
bez zwłoki znacznie im złagodził.
T
a niesubordynacja Waleriana Łukasińskiego stworzyła
jedynie pretekst do odsunięcia go od kierowania puł-
kiem, ponieważ – zdaniem Konstantego – major zasłużył
był sobie na to wcześniej, wdając się w tajne związki. Po-
przednia burzliwa pomiędzy nimi rozmowa miała miejsce
w końcu września. Wielki Książę wprawdzie stwarzał pod-
czas ówczesnej audiencji pozory, iż dzięki oczom i uszom
służb policyjnych wie nawet, co zawezwany ocer jada na
śniadanie, lecz w rzeczywistości dysponował nikłą wiedzą na
temat tak zwanego Towarzystwa (dodatek: „Patriotyczne”
miał się pojawić o wiele później, dopiero w dokumen-
tach śledztwa). Ponieważ spotkanie, o przebiegu którego
niewiele wiadomo, najwyraźniej nie dało pożądanego
Ta niesubordynacja Waleriana
Łukasińskiego stworzyła jedynie pretekst
do odsunięcia go od kierowania pułkiem,
ponieważ – zdaniem Konstantego – major
zasłużył był sobie na to wcześniej, wdając
się w tajne związki.
37
W o l n o m u l a r z P o l s k i z i m a 2 0 1 4 / 2 0 1 5 • n u m e r 6 1
L U d z i e i C z a S y
rezultatu – przeniesienie krnąbrnego podkomendnego
„na reformę” stało się kwestią niedługiego czasu.
Niefortunna rozmowa z Wielkim Księciem, a potem
nieodwołalne odsunięcie z końcem 1821 roku od
obowiązków, z jednoczesnym zredukowaniem
o połowę skromnej pensji, oznaczały kres
stosunkowo długiej już kariery wojskowej
Waleriana Łukasińskiego. Urodzony
w 1786 roku, zaciągnął się ochotni-
czo w roku 1807 do legii generała
Zajączka, jako człowiek całkiem
wtenczas młody, lecz nieźle wy-
kształcony i biegle władający
obcymi językami. Pozostawał
w wojskach polskich wiernych
Napoleonowi aż do klęski pod
Lipskiem i obrony Drezna –
z pauzą jedynie na czas kam-
panii moskiewskiej, kiedy to
pracował w warszawskim mi-
nisterium wojny. Aresztowany
przez Austriaków późną jesienią
1813 r., odzyskał wolność dopiero
w połowie 1814 roku, po abdykacji
Cesarza Francuzów. A odkąd w roku
następnym zgłosił się do wojsk Kró-
lestwa Polskiego, nieprzerwanie już
służył w „czwartakach”.
S
łużba ocerska w Księstwie
Warszawskim zaowocowa-
ła długotrwałymi przyjaźnia-
mi. Najgłębsza z nich połączy-
ła Waleriana Łukasińskiego
z Kazimierzem Machnickim,
starszym odeń tylko o rok, lecz
z racji niebywałej inteligencji
i erudycji będącym nieledwie
jego duchowym i intelektu-
alnym przewodnikiem. Ów
prawnik z wykształcenia, po
zakończeniu napoleońskich
wojen mający przez pewien
czas praktykować jako sędzia, w 1811 roku założył w Lub-
linie lożę wolnomularską pod nazwą Wolność Odzyskana.
Loże o podobnie patriotycznym zabarwieniu, lecz raczej
efemeryczne w swym charakterze, powstawały w owych
burzliwych latach również w innych miastach. Łukasiński,
zmieniwszy po krótkim czasie miejsce stacjonowania z Lub-
lina na Zamość, tam z kolei przyjęty został do organizacji
masońskiej o nazwie Jedność (przy czym najpierwsze jego
kontakty z wolnomularstwem miały miejsce prawdopo-
dobnie już w 1809 roku).
I
nne – poza Machnickim – bliskie znajomości zadzierzg-
nięte w owych czasach połączyły Łukasińskiego z Ja-
kubem Szrederem (po odejściu do cywila w 1815 roku
– adwokatem), Ignacym Dobrogoyskim, Augustem
Sznaydrem, Tomaszem Skrobeckim, braćmi Francisz-
kiem i Władysławem Kozakowskimi. Nieco
późniejszej daty są początki przyjaźni z poetą
Kazimierzem Brodzińskim oraz praw-
nikiem Stanisławem Węgrzeckim.
Za pośrednictwem ocera swojego
pułku nazwiskiem Karol Wierzbo-
łowicz (prywatnie – przyszłego
swego szwagra) zapoznał Łuka-
siński generała Jana Henryka
Dąbrowskiego.
W
olnomularstwo zostało
przeszczepione na polski
grunt w latach dwudziestych
XVIII wieku. Choć od zarania
postrzegane przez zwolenników
trwałego porządku jako kontro-
wersyjne, przez sto pierwszych lat
swego istnienia nosiło na ziemiach
Rzeczypospolitej charakter tajem-
niczy, lecz bynajmniej nie tajny ani
– tym bardziej – nielegalny. Ignorując
w swym założeniu różnice stanowe,
stało się do pewnego stopnia zaczynem
oświeceniowych reform. Mimo
to, od czasów Sejmu Czterolet-
niego wiodącą rolę w masonerii
polskiej odgrywały możne rody
szlacheckie, w szczególności
Potoccy, którzy przez długie
lata stali na czele Wielkiego
Wschodu Narodowego. Kul-
turowe wpływy wolnomula-
rzy odcisnęły mocne piętno
na pisarskiej spuściźnie Wa-
leriana Łukasińskiego. Z roku
1818 pochodzi anonimowo
opublikowana, a dedykowa-
na Samuelowi Bogusławowi
Lindemu broszura pod tytułem: Uwagi pewnego ocera
nad uznaną potrzebą urządzenia Żydów w naszym kraju
i nad niektórymi pisemkami w tym przedmiocie teraz z druku
wyszłym. W spisanym zaś u schyłku życia Pamiętniku tajny
więzień Szlisselburga za największą zasługę poczytywał
Aleksandrowi II – od niedawna wówczas panującemu –
uwolnienie włościan z poddaństwa.
O
d 1816 roku, drogą kilkakrotnych reelekcji na kolejne
roczne kadencje, wielkim mistrzem warszawskiej
magistratury lóż, gromadzącej członków z ziem okrojonej
Aleksander Rożniecki. Potomek starej,
niegdyś zamożnej podolskiej rodziny,
był synem utracjusza, który drogą
sprawiedliwych wyroków utracił po kolei
wszystkie dobra. Młody Aleksander, sam
hulaka, bon vivant i łajdak w każdym
calu, od młodych lat upatrywał szczęścia
ipieniędzy w karierze wojskowego.
P i s m o P r z y j a c i ó ł s z t u k i k r ó l e W s k i e j
38 L U d z i e i C z a S y
zaborami Korony, obierano Stanisława Kostkę Potockiego.
Ale cesarz Aleksander I, ledwo wstąpił na polski tron, zaraz
zadbał o podporządkowanie sobie Wielkiego Wschodu
Narodowego. Już zatem w tymże 1816 roku zastępcą Po-
tockiego, a po paru następnych latach – jego następcą, czyli
nowym wielkim mistrzem, został Aleksander Rożniecki.
Warto przybliżyć tę postać.
Potomek starej, niegdyś zamożnej podolskiej rodziny, był
synem utracjusza, który drogą sprawiedliwych wyroków
utracił po kolei wszystkie dobra. Młody Aleksander, sam
hulaka, bon vivant i łajdak w każdym calu, od młodych lat
upatrywał szczęścia i pieniędzy w karierze wojskowego.
Urodził się w 1774 roku, a zatem zdążył jeszcze zostać
ocerem w czasach międzyrozbiorowej Rzeczypospolitej.
Był nawet dopuszczany do udziału w naradach przygotowu-
jących Insurekcję Kościuszkowską i brał udział w samym
powstaniu, a po jego upadku zaciągnął się do Legionów
we Włoszech. Tam po raz pierwszy zademonstrował część
spośród swych najnikczemniejszych talentów, dopuszczając
się defraudacji ogromnych sum. Tam również najprawdo-
podobniej wstąpił do którejś z masońskich lóż. Od 1806
roku służył w oddziałach Księstwa Warszawskiego, prędko
zyskując zaufanie samego księcia Józefa Poniatowskiego.
Pozostawał odtąd, aż po klęskę pod Lipskiem, w jego bez-
pośrednim otoczeniu, otrzymując wcale liczne odznaczenia
za dzielność, choć niektórzy po latach, nie oglądając się
nawet na potężne i niebezpieczne wpływy Rożnieckiego,
publicznie zarzucali mu zdradę podczas przeprawy przez
Elsterę. Byli i tacy, którzy twierdzili, że w 1812 roku brał
on udział w najtajniejszych rozmowach mających za cel
odwrócenie polskich wojsk przeciw Napoleonowi i sprzy-
mierzenie ich tym samym z armią Aleksandra. (Że rozmo-
wy takie miały miejsce, nie ulega wątpliwości, podobnie
jak to, że kluczowym ich uczestnikiem był książę Adam
Czartoryski).
P
ewne jest, że podczas kampanii moskiewskiej Rożnie-
cki, jako jedyny spośród polskich dowódców, splamił
się – surowo zakazywanym – łupiestwem, a nieco wcześniej,
w toku trwającego zaciągu na tę wyprawę, zbierał wysokie
łapówki od dostawców koni. Przemarsze ramię w ramię
z wojskami napoleońskimi nie przeszkadzały mu także
i w tym, by w latach 1808–1809 ubiegać się sądownie
o windykację ojcowskich ziem, a słusznie przegrawszy te
sprawy przed miejscowymi sądami – starać się o zakulisową
protekcję w Petersburgu. Wątek rodowego majątku znalazł
zresztą satysfakcjonujące Rożnieckiego rozwiązanie w 1820
roku. Wprawdzie i wtedy sądy dwu instancji orzekły, że
zadłużone dobra prawidłowo przysądzono (w niepodległej
jeszcze Polsce) wierzycielom jego ojca, lecz Rożniecki
zdołał wymóc, by poza jakimkolwiek prawnym trybem
zwrócono się o dodatkową „opinię” do Nowosilcowa,
a ten – po prostu nakazał przywrócenie spornych ziem
synowi dłużnika, przyjmując za podstawę fałszywe jego
tezy dowodowe o rzekomym niegdysiejszym pokrzyw-
dzeniu go jako sieroty. Warto dodać, że senator Cesarstwa
Rosyjskiego Mikołaj Nowosilcow odgrywał w Królestwie
Polskim niepoślednią rolę nadzorcy służb bezpieczeństwa
wewnętrznego kraju, choć nie miał po temu najmniejszych
prawnych, a tym bardziej konstytucyjnych umocowań.
O
d 1815 roku aż po moment wybuchu powstania
listopadowego sypał się na Rożnieckiego deszcz
odznaczeń i zaszczytów rosyjskich i polskich, łącznie
z orderem Orła Białego i przyznaniem stopnia generała
broni. Potrał on bowiem błyskawicznie wkraść się w ła-
ski baronowej Fredericks, a za jej pośrednictwem trać
do przedpokojów Konstantego. Już w 1816 roku Wielki
Książę dał wyraz temu, jak wysoce ceni specyczne talenty
owego Polaka – zlecił mu bowiem opracowanie schematu
organizacyjnego żandarmerii Królestwa Polskiego. Zadanie
zostało wykonane i wcielone w życie tak perfekcyjnie, iż
stało się wzorem dla utworzenia tajnej policji rosyjskiej.
Novum wymyślone i z zapałem wprowadzane w czyn
przez Rożnieckiego polegało na rekrutowaniu szpiegów
ze wszelkich możliwych stanów i warstw społecznych,
poddaniu ich wszystkich jednolitemu obowiązkowi skła-
dania regularnych pisemnych raportów oraz odbieraniu od
nich religijnie podbarwionej, wiernopoddańczej przysięgi.
Wynalazek okazał się trwale kosztowny. Funkcjonowanie
tajnych służb wysysało z budżetu Królestwa niewiarygod-
nie wielkie pieniądze, księgowane jako wspólne polsko-
rosyjskie wydatki „dyplomatyczne”. Rożniecki potrał ze
wszystkiego ciągnąć korzyści dla siebie. Co natarczywszych
39
W o l n o m u l a r z P o l s k i z i m a 2 0 1 4 / 2 0 1 5 • n u m e r 6 1
L U d z i e i C z a S y
spośród prywatnych swych wierzycieli wciągał na listę
tajnych agentów, spłacając im zobowiązania publicznymi
środkami, ci zaś kwitowali ich przyjęcie jako wynagrodzenie
za „usługi”. Otrzymywał każde stanowisko, jakiego tylko od
Konstantego zażądał – i natychmiast dopuszczał się na nim
nadużyć. Zostawszy dzierżawcą dóbr poduchownych, nie
wpłacał do skarbu państwa należnej tenuty. Nielegalne zyski
potrał uzyskiwać nawet za kulisami teatrów, zostawszy
jednoczesnym zarządcą dwu scen: narodowej i francuskiej.
Takim oto był człowiek, któremu w Petersburgu po-
ruczono misję opanowania, etatyzacji, a następnie
rozbicia polskiego Wielkiego Wschodu, w Warszawie
zaś – ocjalnie sprawowaną funkcję szefa żandarmerii.
N
ie dziw, że wolnomularstwo jawiło się Rożnieckiemu
jako wcale atrakcyjny kąsek, zarówno nansowy, jak
i wywiadowczy. Na terenie Królestwa Polskiego działało
ponad trzydzieści lóż, zrzeszających około 4 000 członków.
Masoneria polska była w niezłej kondycji nansowej, po-
siadała w Warszawie na Lesznie własną siedzibę, a nadto
zgromadzone spore środki pieniężne. Zinltrowanie tego
środowiska było zatem ze wszech miar warte zachodu.
Wprzęgnięci zostali w owo zadanie dwaj najlepsi ludzie Roż-
nieckiego: Schley i Mackro. Mateusz Schley, niedoszły
dziedzic stolarskiego rzemiosła swego rodzica, nabywszy
nieco ogłady i wykształcenia, zaczepił się w wojskach
Księstwa Warszawskiego i dosłużył w nich nawet stopnia
podocera, ale kiedy znalazł się w moskiewskiej niewoli,
wnet przeszedł na stronę Rosjan i do rodzinnej Warszawy
powrócił w 1814 roku już jako współpracownik tajnej po-
licji. Zawodowy życiorys Henryka Macroa był jeszcze
prostszy: ojciec jego, z zawodu fryzjer, sam był szpiegiem
rosyjskim za czasów Insurekcji, a kiedy syn miał lat kilkana-
ście, osobiście zapisał go na listę tajnych agentów. Młokos
zaczął zarabiać składaniem donosów na kolegów szkolnych,
a potem uniwersyteckich, zostawszy zaś prawą ręką Schleya,
w krótkim czasie nieomal go przerósł. Trzeba bowiem
zaznaczyć, że formalne hierarchiczne podporządkowania
niewiele znaczyły w rosyjskich tajnych służbach. Zależności
krzyżowały się i nakładały na siebie. Dość powiedzieć, że
Mackro już od 1819 roku zaczął składać raporty traające
wprost do rąk Wielkiego Księcia Konstantego. Kiedy zaś
w 1821 roku struktura tajnych służb Królestwa została
celowo skomplikowana utworzeniem Biura Centralnego
Policji, którego kompetencje wyraźnie nakładały się na
zadania istniejącej od 1816 roku żandarmerii i w którym
Rożniecki był już tylko jednym z głównych asów zamiast
– jak dotąd – jedynym, Schley i Mackro, nadal będąc
podwładnymi swego dotychczasowego szefa, stali się
zarazem jego „opiekunami”. Tym sposobem Nowosilcow
uzyskał stałą kontrolę nad posunięciami Rożnieckiego,
którego serdecznie nienawidził, Konstanty zaś – podsycając
ich wzajemną niechęć i rywalizację – obydwu trzymał na
smyczy. Do czasu zresztą, gdyż obydwaj superagenci dosyć
prędko porozumieli się ponad jego głową, pojąwszy jako
nadrzędne swe zadanie służyć wprost interesom Rosji, nie
zaś osadzonego w Polsce Cesarzewicza.
Ł
ukasińskiego związki z wolnomularstwem przez wiele
lat były dosyć luźne. Nie należał on do żadnej z głów-
nych kapituł w Królestwie, a już tym bardziej do Kapituły
Najwyższej. Z bliskiego otoczenia majora w centralnych
władzach masonerii aktywnie działał jedynie Jakub Szre-
der, który do najwyższych tajemnic został przypuszczony
przez... Mackroa. W którejś ze znaczniejszych kapituł
zasiadał dowódca Łukasińskiego, pułkownik August Sznay-
der. Nadto dość ważne funkcje w strukturach masońskich
pełnili: Kazimierz Brodziński i Stanisław Węgrzecki. In-
spiracja zmierzająca do nadania organizacji charakteru
zdecydowanie narodowego wyszła w 1819 roku wprost
od generała Rożnieckiego i skierowana była między in-
nymi bezpośrednio do Stanisława Węgrzeckiego – z tym
zamiarem, aby doszła do uszu jego przyjaciela, majora
Łukasińskiego. Skutkiem owej zachęty było powołanie
do życia, w dniu 3 maja tegoż roku, Wolnomularstwa
Narodowego. Data wybrana nieprzypadkowo – i o tyle
przekornie znamienna, że w niespełna dwa lata po niej osią
wewnętrznych nieporozumień osłabiających tworzone
wówczas Towarzystwo Patriotyczne miał się stać opór
Waleriana Łukasińskiego wobec części jego towarzyszy,
pragnących obrać za cel przywrócenie mocy wiążącej
Konstytucji 3 Maja. A i po kilkudziesięciu latach kaźni,
w swych starczych, pod koniec życia czynionych zapiskach
carski więzień dać miał wyraz swojemu przekonaniu, że
przywrócenie do obowiązywania dzieła Sejmu Cztero-
letniego byłoby krokiem niewłaściwym ze względu na
dużo korzystniejsze zapisy konstytucji nadanej Królestwu
Polskiemu przez Aleksandra I.
Ciąg dalszy w następnym numerze.
Ewa Stawicka
adwokat (Warszawa), ewa.stawicka@adwokatura.pl
Cyt. za: „Palestra”, nr ¾ 2002 r.
P i s m o P r z y j a c i ó ł s z t u k i k r ó l e W s k i e j
40 T e M P L U M i K O ś C i ó Ł





1

dialOg nie Oznacza
pOrOzumienia
T
rend ten, będący wynikiem
dostrzeżenia „(…) w szyb-
ko przenikającym do wielu
krajów wolnomularstwie niebezpiecz-
nego konkurenta dla rządu dusz”
2
,
utrwalił się niemal natychmiast, po-
przez wydaną przez papieża Klemensa
XII w 1738 roku bullę In eminentni
Apostolatus speculo…, zabraniającą
katolikom adherencji w wolnomular-
stwie pod karą ekskomuniki.
O licznych próbach zmian – podej-
mowanych przez obie strony ideowego
sporu na przestrzeni wieków – trak-
tuje ukazująca się właśnie publikacja
pióra dra Norberta Wójtowicza pt.
Wolnomularstwo a Kościół katolicki.
Wrogowie, przeciwnicy czy konkurenci?
Autor jest cenionym badaczem dzie-
jów historii i myśli wolnomularstwa,
z ogromnym warsztatem naukowo-
historycznym, a równocześnie (co
w przypadku tej pozycji dodaje pew-
nego swoistego „smaczku”) teolo-
giem. Dostajemy zatem do ręki książkę
bardzo wyważoną w swej intencji,
niezwykle szczodrze udokumento-
waną źródłowo, zaopatrzoną w wiele
fotograi i dokumentów, ważkich pod
względem merytorycznym dla pra-
widłowego ujęcia tematu. Dyskurs
prowadzony jest zwięźle, z ukazaniem
najważniejszych kroków i starań, tak
tych będących celem utrzymania swo-
istego status quo, jak i prób obalenia
twardego stanowiska Kościoła w sto-
sunku do wolnomularzy. Mamy zatem
przytoczone opinie w rodzaju „Reli-
gia, która uważa, że wszystkie inne
mogą być dozwolone, to nie religia,
ale raczej szyderstwo z czci religijnej,
gdyż w ten sposób traktuje się Boga
niczym bałwana, który wszelki hołd
równie sobie ceni”
3
. Próby kompro-
misów, jak np. „Konferencja w Akwiz-
granie”, na której, jak zauważa autor:
„Punktem wyjścia dla uczestników
tych rozmów (Kościół – wolnomu-
larstwo, Z.Ł) było przyjęcie założenia,
D
ostałam niedawno przesyłkę z de-
dykacją od dra Norberta Wójtowi-
cza – jego najnowszą publikację Wolno-
mularstwo a Kościół katolicki. Podtytuł,
jak widać na fotce wyżej, brzmi: Wrogo-
wie, przeciwnicy czy konkurenci? W histo-
rii stosunków wzajemnych były i nierzad-
ko współistniały ze sobą te wszystkie trzy
stany. Myślę, że w epoce Baumanowskiej
„płynnej ponowoczesności” można by
dodać i czwarte określenie: sojuszni-
cy. Na zasadzie „wróg mego wroga jest
moim sojusznikiem”. Naszym wspólnym
wrogiem jest brak duchowości, czyli
„materializm stosowany” na co dzień,
rozbuchany konsumpcjonizm, nansja-
lizacja stosunków społecznych. Walczmy
wspólnie o duchowość. Różnijmy się
pięknie w naświetlaniu rozmaitych sta-
nów człowieczego ducha.
Mirosława Dołęgowska-Wysocka
z B L O G a a S z e r a , ż O n a P a n a B O G a
sOjusznicy - ktO wie?
41
W o l n o m u l a r z P o l s k i z i m a 2 0 1 4 / 2 0 1 5 • n u m e r 6 1
a L C H e M i a d U S z y
J
ak pisał znamienity Michał Sędzi-
wój w Traktacie o siarce (1616):
„(…) Zrozumienie ich (tekstów
alchemicznych – Z. Ł.) następuje po
tysiąckrotnym czytaniu przez bystrego
czytelnika (Głupcy są, oczywiście, od
czytania takich książek całkowicie
wykluczeni)”. Radością więc nieokiełz-
naną napawać się przychodzi, gdy do
peregrynacji zwodniczego ogrodu
tej wybujałej przez wieki roślinności
dostajemy wybitnego botanika czy
może raczej etnobotanika.
Rafał Prinke podjął się trudnego
zadania, lecz szczerze przyznam, że
jest on do tego nad wyraz predyspo-
nowany. Łączy kunsztowny warsztat
historyka z pasją odkrywcy, pasją swą
zarażając równocześnie. Zgłębianie
historii alchemii to długoletni pro-
ces sublimacji (wspomagany przez
Romana Bugaja), w wyniku którego
otrzymujemy – moim zdaniem – naj-
lepszą pozycję w jego karierze.
Dzieło, o którym mowa (Zwodniczy
ogród błędów. Piśmiennictwo alche-
miczne do końca XVIII wieku) jest
syntetyczną próbą ukazania „całego
owocu”, a nie jego „pestek” czy poje-
dynczych fragmentów. Autor posta-
wił sobie za zadanie kompleksowe
wprowadzenie czytelnika (a raczej
badacza) w głąb źródłoznawstwa al-
chemii, wychodząc poza jego wąskie
rozumienie. Teksty tu omawiane są
niejako osią dla ukazania szerokiego
spektrum intelektualnego, społeczne-
go, religijnego, a także politycznego
tego zagadnienia. Niemal każda ze
stron niesie prócz skodykowanej
wiedzy, czerpanej wprost z tekstów
źródłowych lub najnowszych świato-
wych opracowań, barwne dykteryjki.
Nie wiedziałem na przykład, że sułtan
Maroka Mulay al-Hasan ibn Muham-
mad panujący nie tak dawno przecież
(1873-1894) w obliczu gwałtownie
rosnącego zadłużenia kraju zgromadził
wszelkie dostępne dzieła alchemicz-
ne, poszukując w nich ratunku celem
zachowania władzy.
Wędrówka rozpoczyna się usystema-
tyzowaniem pojęć i przedstawieniem
szkół, a tych przez wieki ekspansji
tej dyscypliny skonsolidowało się
sporo, by wymienić: kabalistyczno-
teozoczne, teo-alchemiczne, em-
blematyczno-enigmatyczne alchemii
że dzielące Kościół i wolnomularstwo
różnice w sferze światopoglądowej
powinny być rozpatrywane na płasz-
czyźnie sporów intelektualnych, a nie
propagandy i rzucanych na siebie
kalumnii”4. Realne działania „(…)
podczas obradującej w dniach 21-23
października 1966 roku konferen-
cji biskupi Danii, Szwecji, Islandii,
Norwegii, Finlandii podjęli decyzję
o niewymaganiu od starających się
o włączenie do Kościoła wolnomu-
larzy rezygnacji z członkostwa w ma-
sonerii”5. By zakończenie było nad
wyraz przewidywalne, bo przecież
znane, a za jego wykładnię posłużyła
wypowiedź dominikanina i teologa
G. M. M. Coiera podkreślająca, iż:
„dialog nie oznacza porozumienia roz-
mówców, ani też nie prowadzi wszelką
ceną do konsensusu”6.
Książka jest lekturą poważną i nieco
dziwi jej publikacja w Domu Wydaw-
niczym „Ostoja”, który słynie z tytu-
łów należących do gatunku wysoce
„masonożerczych”. Szkoda też wielka,
iż dołączony w aneksie wybór doku-
mentów ilustrujących relacje pomię-
dzy Kościołem a wolnomularstwem
nie doczekał się polskiego przekładu.
Byłby wielce pomocny dla dalszych
rozważań na tej płaszczyźnie.
Podsumowując, dr Norbert Wójto-
wicz wykonał solidną pracę naukową,
reprezentując tak potrzebną w tej dzie-
dzinie drogę dystansu poznawczego.
Książka Wolnomularstwo a Kościół
katolicki. Wrogowie, przeciwnicy czy
konkurenci? powinna znaleźć się w każ-
dej poważnej bibliotece.
Zbigniew Łagosz
1. Zob. hasło: Gallot Jean Marie, [w:] N. Wój-
towicz, Masoneria. Mały słownik, Warszawa
2006, s. 137.
2. W. Łuka, Zostawić cały ten zgiełk. Z doktorem
Tadeuszem Cegielskim, historykiem, inicjatorem
odrodzenia ruchu masońskiego w Polsce, rozma-
wia…, „Sztandar Młodych”, 2-4 X 1992, s. 9.
3. Cytat za: N. Wójtowicz, Wolnomularstwo
a Kościół katolicki. Wrogowie, przeciwnicy czy
konkurenci?, Krzeszowice 2014, s. 17.
4. N. Wójtowicz, Wolnomularstwo a Kościół…,
s. 40.
5. Ibidem, s. 63.
alchemiczne peregrynacje
pO zwOdniczym
OgrOdzie BłĘdów







P i s m o P r z y j a c i ó ł s z t u k i k r ó l e W s k i e j
42
Droga S... Redaktor
Szanowni Państwo,
Aurora Balticum na Wsch... Rygi
W nawiązaniu do artykułu Oddzielam politykę od Maso-
nerii w nr 60 „Wolnomularza Polskiego”, pragnę uzupełnić
informacje, odnoszące się do sytuacji wolnomularstwa na
Łotwie, wskazanych przez Br...Jānisa Martiņsa Skuja.
Według mojej wiedzy, na Łotwie działają dwie obediencje
tradycyjne i regularne, są to: Wielka Zjednoczona Loża
Łotwy (konsekrowana przez Wielką Lożę Francji i ma-
jąca trzy loże) oraz Wielka Loża Kultur i Duchowości
(GLCS) – Obediencja Teistyczna, Mieszana i Laicka,
mająca reprezentację w postaci loży Aurora Balticum
na Wsch... Rygi. Formalnie jestem członkiem tej właśnie
loży. Przyjęcie do obediencji GLCS nastąpiło w pierwszej
połowie roku prawdziwego światła 6014. Lożę reprezen-
tują bracia i siostry wielu profesji, w tym przedsiębiorcy,
artyści, rzemieślnicy.
W razie dodatkowych pytań służę wsparciem.
Pozdrawiam bratersko
B... Albert Marciniak
Sekretarz Loży Jan Henryk Dąbrowski
na Wsch... Warszawy
Jałmużnik Loży Aurora Balticum
na Wsch... Rygi
a L C H e M i a d U S z y
literackiej czy chymiatryczny alchemo-
-paraselsyzm. Następnie dowiaduje-
my się o najwcześniejszych tekstach
alchemicznych, przechodząc przez
różnorodne kultury, a w ten sposób
przez jakże inne pojmowanie alchemii
i jej zastosowań. Czy zdziwi was, że
zaczynamy w Chinach, by kroczyć
przez grecki Egipt, cywilizację isla-
mu, Indie, lądując wreszcie w śred-
niowiecznej Europie. Tu witają nas
Michał Szkot, Wincenty z Beauvais
i inni wielcy, których łączymy z alche-
mią. Humanizm renesansu serwuje
nam hermetyzm w ujęciu M. Ficino,
G. Augurello i wszystkim znanych
Corneliusa Agrippy czy Paracelsusa.
Zagłębiamy się w alchemii sceptycz-
nej związanej z rewolucją naukową
XVII wieku, by już w dobie baroku
konsumować deser. Każdy lubi inne
słodkości, zatem ten jest dla mnie naj-
smaczniejszy. Tu bowiem poznajemy
konotacje z teozoą (jeszcze w ujęciu
Bohme) i Różokrzyżowcami i ich słyn-
nym manifestem. Wisienką na torcie
jest alchemiczne oblicze Oświecenia
w zestawieniu z wolnomularstwem
i odrodzeniem Różo-Krzyża.
Autor nie tylko pokazuje nam pięk-
no ogrodu z jego różnorodnością
form i fantazyjnymi owocami. Ni-
czym dobry ogrodnik przycina także
zbyt rozrośnięte tezy i zbiera nadgniłe
kreacje. Tak ma się w przypadku ak-
sjomatów lansowanych przez F.Ya-
tes, brytyjską historyczkę wiążącej
nazbyt pewnie ruch różokrzyżowy
z alchemią. Obalając jej tezy, autor
obala również idee jej naukowych
towarzyszy, nie omijając i rodzimego
piśmiennictwa tego nurtu.
Szczególny proces prowadzenia
narracji zawiera się w samej doktry-
nie alchemii. Wątkiem wiodącym
jest ukazanie wspomnianej już we-
wnętrznej heterogeniczności szkół,
koncepcji i prądów, przeczące tym sa-
mym domniemanej homogeniczności
alchemii, podtrzymywanej tak przez
autorów otwarcie ezoterycznych, jak
i uczonych ulokowanych na „obrze-
żach” (C. Jung).
Dostajemy więc do ręki dzieło kom-
pletne, napisane z kunsztem i chary-
zmą. Stojąc przed ogrodem, mamy tą
pewność, że się nie zgubimy, a czeka-
jące na nas niespodzianki wynagradza
skomplikowany – bo naukowy prze-
cież – język. Wartością dodaną jest
niemal 900 stron naszej eksploracji.
Konstatując, lektura z gatunku obo-
wiązkowych.
Zbigniew Łagosz
Rafał T. Prinke, Zwodniczy ogród
błędów. Piśmiennictwo alchemiczne
do końca XVIII wieku, Warszawa
2014, hp://chymia.cba.pl



43
W o l n o m u l a r z P o l s k i z i m a 2 0 1 4 / 2 0 1 5 • n u m e r 6 1
z r Ę B y B U d O w y
Obecnie jednym z najczęściej odwiedzanych sta-
nowisk archeologicznych jest gród w Biskupinie
z okresu kultury łużyckiej. Badania historyków
dowodzą, że wznoszenie kompleksu budynków oraz umoc-
nień przebiegało sprawnie i dosyć szybko. Zachowane
elementy, szczególnie praca ciesielska, wskazują na to, że
we wznoszeniu budynków brali udział fachowcy. Natomiast
w realizacji projektu musiał brać udział doświadczony
kierownik budowy. Kim była ta osoba, skąd przybyła –
nie wiadomo. W czasie budowy wykorzystano 8000 m
3
drewna oraz 10 000 m3 ziemi, gliny i kamieni. Materiały
te trzeba było oczywiście przywieźć na plac budowy, być
może zajmowali się tym niewykwalikowani przyszli
mieszczańscy grodu – w liczbie ok. 1000-1200 osób razem
z dziećmi. Konstrukcje zastosowane w Biskupinie wskazują
na długotrwałe doświadczenie w technice budowlanej. Co
ciekawe, na podgrodziu Biskupina odnaleziono żelazny cyr-
kiel datowany na X-XI wiek, podobny odkryto w grodzisku
w Tumie pod Łęczycą. Do czego służyły – nie wiadomo,
być może były wykorzystywane do pracy przez cieśli.
Początki budownictwa murowanego ściśle wiązać trzeba
z rozpowszechnianiem się chrześcijaństwa na ziemiach
polskich. Rozwój ten można zaobserwować już w po-
łowie X wieku, mowa tutaj szczególnie o architekturze
sakralnej, bowiem murowane budynki świeckie budo-
wane są później. Powstaje w tym okresie sieć kościołów,










pOlscy murarze
i kamieniarze
w średniOwieczu
J a n M a r e K S z O S T a K
czy istnieli pOlscy,
średniOwieczni masOni?
G
dy wczytywałam się w tekst naszego młodego autora Jana Marka Szostaka na temat polskich murarzy i ka-
mieniarzy w średniowieczu, wspomniałam swój tekst sprzed lat prawie 30, zatytułowany Czy istniał polski
Olimp? Omawiałam wówczas w „Argumentach” książkę tragicznie zmarłego, wybitnego polskiego mediewisty
prof. Henryka Łowmiańskiego o religii naszych prapraprzodków (Religia Słowian i jej upadek). Odpowiedź na
tytułowe pytanie brzmiało: NIE, nie było polskiego Olimpu. Tu wracam do naszych wolnomularzy operatyw-
nych i odpowiem – niestety – identycznie: NIE, ze średniowiecznych polskich wolnych mularzy nie powstali
wolnomularze spekulatywni. Proces, który dokonał się na Zachodzie, a zwieńczył w Anglii, u nas nigdy nie zaszedł.
Niemniej, czytanie o polskich kamieniarzach, ich prapoczątkach, ich cechach, czyli zawodowych stowarzyszeniach
jest pożyteczne i ciekawe samo w sobie. Mamy nawet wątek genderowy: Autor pokazuje, jak sobie radziły wdowy
po wolnomularskich mistrzach.☺Serdecznie zachęcam do lektury.
Dr Mirosława Dołęgowska-Wysocka
P i s m o P r z y j a c i ó ł s z t u k i k r ó l e W s k i e j
44 z r Ę B y B U d O w y
kwestią problematyczną jest natomiast ustalenie, kim
byli budowniczowie oraz ich pomocnicy. Najbardziej
prawdopodobną z hipotez jest ta, że sztukę budowlaną
w Polsce rozpowszechniali misjonarze, którzy odgrywali
rolę architekta – budowniczego. Posiadali oni bez wątpienia
kwalikacje budowlane, mieli także za zadanie nadzorować
pracę, być może – jak zdarzało się w Europie Zachodniej –
brali udział bezpośrednio w pracach na rusztowaniach. Do
prac kamieniarskich wykorzystywano ludność miejscową,
która jednak nie była doświadczona w obróbce kamienia,
świadczy o tym chociażby część zabudowy wawelskiej
z X wieku. Mało prawdopodobne jest, że w tym okresie
do Polski napływali rzemieślnicy z zagranicy, co miało
miejsce dopiero w późniejszym okresie, gdy proces chry-
stianizacji już okrzepł. Niektórzy badacze przypuszczają,
że kamieniarze i murarze stylu romańskiego w Polsce
przybyli z Zachodniej Europy, wskazując na powiązania
z warsztatami saskimi. Świadczyć by o tym miały długo
utrzymujące się w Polsce oońskie formy romańskie. Te
wszystkie cechy charakteryzują budownictwo w stylu
romańskim, gdzie budowniczym był duchowny.
W
XIII wieku, kiedy przenikały do Polski wpływy
wczesnego gotyku, były one rozpowszechniane
przez warsztaty zakonne, największą w tym mieli zasługę
cystersi. W miarę powstawania większej liczby klasztorów
i kościołów pojawił się problem zapotrzebowania na wy-
kwalikowanych rzemieślników. W Europie Zachodniej
rozwinięto więc na szeroką skalę instytucję konwersów. Byli
to zazwyczaj bracia zakonni, wolni od posług kapłańskich,
którzy zaczęli spełniać określone funkcje, także budowlane.
Byli oni podporządkowani instytucjom kościelnym, które
przestrzegały praw moralnych oraz spełniały rolę sądow-
niczą w razie sporów między rzemieślnikami. Przykładem
występowania wpływów obcych warsztatów w Polsce może
być kościół grodowy wybudowany w pierwszej ćwierci
XII wieku w Prandocinie. Obróbka kamienia, styl oraz
zdobienia wskazują, że autorem tego kościoła mogli być
murarze i kamieniarze, którzy przybyli z Nadrenii. Ko-
lejnym przykładem, tym razem z architektury gotyckiej,
jest prezbiterium katedry we Wrocławiu z lat 1242-1268.
Formy zastosowane w tej budowli wskazują na wpływy
warsztatów kamieniarskich katedr Magdeburga i Naum-
burga. Trzeba tutaj wspomnieć, że w średniowieczu nie
istniało coś takiego jak prawo autorskie czy plagiat, toteż
korzystano z rysunków czy projektów wcześniej już wyko-
rzystanych, dokonując jedynie niezbędnych zmian. Takie
rysunki sporządzano z pewnością już przed XIII stuleciem.
Można więc przypuszczać, że w Polsce do połowy XIII
wieku nie wykształciło się znaczące rzemiosło budowlane
o charakterze świeckim, ale główną rolę odgrywali nadal
zakonnicy, którzy jedynie do prac pomocniczych wyko-
rzystywali ludność miejscową. Natomiast wykwalikowani
rzemieślnicy przybywali do Polski z zagranicy. Przykładem
tu może być już w późniejszym okresie mistrz Wernher,
który został sprowadzony z Pragi na koszt miasta Krakowa.
Pracował nad sklepieniem głównej nawy w kościele Naj-
świętszej Marii Panny w Krakowie w roku 1395 oraz 1396.
Pierwsza wzmianka o rzemieślnikach w Polsce pocho-
dzi z 1204 roku. Jest to dokument wydany przez księcia
Henryka dla klasztoru cysterek w Trzebnicy. Pojawia się
tam „cementarius” (murarz) o imieniu Dalemir, był to
bez wątpienia Słowianin, być może Polak. Dalsza część
dokumentu wskazuje, że prawdopodobnie pochodził ze
wsi, oraz że został przyuczony do fachu murarskiego na
potrzeby klasztoru. Przykład ten może obrazować, w jaki
sposób wykształcili się rzemieślnicy, którzy już samodziel-
nie budowali świątynie, jak i budynki świeckie w XIV i XV
wieku. Można więc zakreślić proces, którego początkiem
byli misjonarze i opaci, a następnie ludność miejscowa
pracująca przy budowie, zyskująca coraz większe doświad-
czenie, czego efektem byli wykwalikowani rzemieślnicy
budowlani skupieni w późniejszym okresie w cechy.
Budowanie kościołów w średniowieczu naznaczone
było odpowiednią symboliką, co podwyższało rangę osób
uczestniczących w procesie budowy na tle innych rzemiosł.
Katedra w ówczesnych czasach nie była zwykłą budowlą,
ale obrazem Boga na Ziemi. Zbudowana z kamieni, przed-
stawiała Kościół Dusz, ciało mistyczne, gdzie kamienie
są alegorią „kamieni żywych, jakimi są wierni”. Dlatego
rzemieślnicy uczestniczący w budowaniu katedr cieszyli
się poważaniem i przywilejami, sami także demonstrowali
szczególny charakter swojego fachu. Przykładem może być
żelazna tablica na jednym z larów w katedrze Notre Dame
w Paryżu, ufundowana przez cech murarzy, a która głosi
wymowne przesłanie: „Na Chwałę Wielkiego Architekta
Wszechświata”.
Prace budowlane większych kościołów rzadko trwały
krócej niż kilkadziesiąt lat. Kościół Mariacki w Gdańsku
budowano 160 lat. Jaskrawym przykładem przeciągania
prac budowlanych jest katedra mediolańska, której budowę
rozpoczęto w XIV wieku, a ukończono 500 lat później.
Przyczyną tego był przeważnie brak środków nansowych
oraz materiałowych. Pracę budowlane rozpoczynano od
wyznaczenia kierunku wschód – zachód (orientowanie).
Wśród pracowników budowy można wyróżnić murarzy,
którzy w Polsce zajmowali się zarówno murowaniem
z cegły, jak i z kamienia. Mieli oni za zadanie wznoszenie
fundamentów, murów oraz konstrukcję sklepień. W XV
wieku występują pod nazwami: „muratores”, „Mewerer”,
rzadko „cementarius”. Pojawia się także „lapicidia”, na
określenie murarzy–kamieniarzy rzeźbiących w kamieniu.
Na podgrodziu Biskupina odnaleziono
żelazny cyrkiel datowany na X-XI wiek,
podobny odkryto w grodzisku w Tumie pod
Łęczycą. Do czego służyły – nie wiadomo.
45
W o l n o m u l a r z P o l s k i z i m a 2 0 1 4 / 2 0 1 5 • n u m e r 6 1
Odpowiednikiem tych określeń było w języku francuskim
„maçon” oraz „tailleur de pierre”. Kolejną grupą byli po-
mocnicy murarscy, prawdopodobnie uczący się fachu,
częściowo wykwalikowani, ich liczba na placu budowy
była większa od murarzy.
Obok tych dwóch grup zatrudniano także cieśli oraz
kowali. Oprócz fachowców zatrudniano pracowników
transportowych oraz pracowników niewykwalikowanych.
Ta ostatnia grupa składała się przeważnie z ludności miej-
scowej. Często wykorzystywano również do pracy przy-
musowej chłopów i włóczęgów. Warto tutaj wspomnieć,
że uciekano się do różnych sposobów, aby zdobyć siłę
roboczą oraz pieniądze na budowę. Skuteczną metodą było
ogłaszanie odpustów dla osób, które przyczynią się do bu-
dowy kościoła. Praca na budowie była niebezpieczna, toteż
wypadki zdarzały się często. Rusztowania konstruowano
z drewna najgorszej jakości, aby zaoszczędzić to lepsze
na cenniejsze elementy budowli. Łączono je za pomocą
sznurów, ponieważ gwoździe były zbyt kosztowne. Nie
było także elementów zabezpieczających murarzy przed
upadkiem. Rusztowania konstruowali cieśle, dopiero na
przełomie XVI i XVII wieku przepisy krakowskiego cechu
murarzy wskazują, że członek cechu musiał posiadać tę
umiejętność.
P
lac budowy wiązał się także z nadzorem rzemieślników,
ich wynagrodzeniem oraz sprawami logistycznymi, jak
zdobycie materiałów. Tymi ostatnimi sprawami zajmował
się inwestor–fundator inwestycji, ewentualnie powołany
przez niego urzędnik. Natomiast nadzór nad pracownikami
mógł sprawować jedynie mistrz–murarz, był więc majstrem
kierującym budową. Nie była to jednak funkcja bardzo
różniąca się od pozostałych pracowników, gdyż pracował na
równi z innymi murarzami podczas budowy. Otrzymywał
jedynie wyższe wynagrodzenie od innych rzemieślników.
W XIV i XV wieku istniała hierarchia wśród murarzy.
Wyróżniamy zatem mistrzów–murarzy (magistri) oraz ich
pomocników (famuli, socii). Na jakiej zasadzie pomocnicy
awansowali i jak zdobywali doświadczenie – nie wiadomo.
Charakterystyczną pozostałością po pracy murarzy–ka-
mieniarzy są zachowane znaki kamieniarskie. W Polsce
stosowane były od połowy XII wieku. Odkryto je np.
w gotyckim kościele św. Katarzyny i Katedrze Wawel-
skiej w Krakowie. Były one oznaczeniem pracy przez
kamieniarzy, każdy znak wygląda inaczej, są one zatem
niepowtarzalne.
Najstarsze informacje dotyczące cechów rzemieślni-
czych związanych z budownictwem w Polsce po-
chodzą z XV wieku. We Wrocławiu w 1475 roku powstaje
cech murarzy i kamieniarzy, jednak już wcześniej istniało
bractwo zrzeszające tych rzemieślników. W Gdańsku cech
skupiający murarzy powstał prawdopodobnie później, ale
od 1388 r. istniało tam religijne bractwo murarzy przy kapli-
cy św. Barbary w kościele św. Jana. Najstarszy znany statut
murarzy i kamieniarzy krakowskich pochodzi z 1512r.,
natomiast analogicznie jak w powyższych przypadkach
przed tą datą istniało bractwo religijne przy kościele fran-
ciszkanów. Odnajdujemy informację o tym bractwie w roku
1468, skupiało ono murarzy, cieśli i piekarzy. Można więc
przypuszczać, że zanim rzemieślnicy budowlani w Polsce
skupili się w cechach, posiadali organizację w formie
bractwa religijnego. Rozwój miast, szczególnie w XIV
i XV wieku, daje możliwość uniezależnienia się murarzy
od struktur klasztornych i kościelnych. Toteż w doku-
mentach miejskich pojawiają się coraz częściej wzmianki
o rzemieślnikach budowlanych i to w różnym charakterze.
Ciekawymi informacjami są te, które dotyczą błędów
i katastrof budowlanych. Z 1478 roku pochodzi informacja
o murarzu Jerzym z Torunia, który pracował przy budowie
kościoła Wszystkich Świętych w Poznaniu. Sklepienie,
które konstruował, runęło, rzemieślnik zobowiązał się,
że z nastaniem wiosny: „pod utratą wiary, czci, rzemiosła
i gardła” sklepienie odbuduje. W Krakowie z kolei mistrz
Czipser miał naprawić zawalone w 1442 roku sklepienie
prezbiterium. Dużym problemem dla budowniczych było
określenie wytrzymałości gruntu pod budowę, dlatego
do dziś możemy obserwować „krzywe wieże” nie tylko
w Pizie, ale także w polskich Ząbkowicach Śląskich czy
Toruniu. Odnajdujemy również informacje o murarzu
poznańskim Macieju, który należał do cechu kramarskie-
go i piastował funkcję starszego cechu w roku 1440 oraz
1443. Możliwe, że reprezentował interesy żony, która
prowadziła własny kram, gdyż kobiety mogły należeć
do cechu, ale tylko w przypadku, gdy były wdowami
po mistrzach. Ów Maciej piastował także urząd rajcy
miejskiego i to dwukrotnie: w roku 1430 oraz 1437.
Sprawowanie urzędów publicznych w średniowieczu
świadczyło o pozycji społecznej. Mając więc na uwadze,
że nie istniała wówczas organizacja cechowa w Poznaniu,
która by wspierała swoich członków, fakt ten świadczy
o tym, że murarze cieszyli się pewnymi przywilejami
z r Ę B y B U d O w y

P i s m o P r z y j a c i ó ł s z t u k i k r ó l e W s k i e j
46 z r Ę B y B U d O w y
i pozycją. Kolejnym przykładem kariery murarza w Po-
znaniu jest Mikołaj Wilda. Jego imię rodowe dało nazwę
najpierw wsi, a obecnie dzielnicy Poznania. Była to
osoba bardzo majętna (dwie kamienice na rynku) oraz
wpływowa, gdyż od roku 1454 do 1487, czyli przez 34
lata piastował najwyższe urzędy miejskie. Dwukrotnie
był burmistrzem, 18 razy rajcą oraz 5 razy ławnikiem.
P
roblem stanowi pytanie, dlaczego rzemiosła budowlane
organizują się w cechy dopiero w tak późnym okresie
średniowiecza? Można się domyślać, że jedną z przyczyn
była specyka tego fachu. O wiele wcześniej powstają
cechy szewców, krawców czy garbarzy. Rzemiosła te były
narażone na konkurencję ze strony tzw. partaczy. Trudno
sobie wyobrazić, że zleceniodawca udawał się do osoby
o słabych kwalikacjach, ryzykując katastrofę budowla-
ną. Toteż partacze nie stanowili dla murarzy zagrożenia.
Udział we władzach miejskich, mimo że nie byli skupieni
w cechach, świadczy o tym, że samodzielnie potrali zy-
skiwać znaczenie społeczne. Znaczniejsi budowniczowie
wędrowali od miasta do miasta, wykonując zlecenia i to nie
tylko polskie. Na przykład przy budowie katedry w Pradze
w latach 1375, 1376 oraz 1378 pracowali rzemieślnicy
o przydomkach „Polak” lub „Krakawer”.
W średniowieczu rzemieślników, jak i całe społeczeń-
stwo, obejmowały pewne normy życia społecznego.
Prawo miejskie regulowało takie sprawy jak na przykład
ubiór. Rzemieślnikom i ich rodzinom zakazano noszenia
kosztowności oraz kołnierzy z perłami. Na takie ubrania
mogli sobie pozwolić bogaci kupcy oraz ich małżonki, pod
warunkiem jednak, że płaszcz nie opadał na ziemię więcej
niż na dwa palce. Kołnierz natomiast nie mógł być szerszy
niż szyja. Sam kolor odzienia nie był przypadkowy, czarny
przeznaczony była dla duchowieństwa i intelektualistów,
żółty był kolorem błaznów i kobiet lekkich obyczajów.
Rzemieślnicy nosili kubraki do połowy ud oraz bardzo
obcisłe spodnie – tzw. jaki. Rozrywką cieszącą się dużą
popularnością, choć tępioną przez duchowieństwo oraz
władze świeckie, była gra w kości. Statuty cechowe często
zwracały na to uwagę. Zdarzało się też „ślubowanie od
gier”, kiedy mieszczanin przyłapany na grze ślubował
przed radą miasta, że zapłaci gardłem, gdyby wrócił do
hazardu. Innym przykładem prawa średniowiecznego był
stosunek do zwierząt. Zabicie psa było czynem, za które
czekały surowe kary, mógł to zrobić jedynie specjalny
urzędnik miejski – hycel, którego praca była odbierana
jako hańbiąca. Mieszczanin, który dopuścił się tego
występku, jako karę całował zwierzę pod ogon. Murarze
i kamieniarze, także rzemieślnicy wyrabiający broń nie
mogli wykonywać kilku robót równolegle. Te wszystkie
normy i prawa obejmowały zarówno rzemieślników, jak
i całe mieszczaństwo.
J
ak już wspomniano powyżej, cechy murarzy zorga-
nizowały się w 1512 roku w Krakowie, w Poznaniu
dopiero w 1591 roku. Statuty wprowadzały podział
członków cechu na uczniów, czeladników oraz mistrzów.
Struktura ta wykształciła się w rzemiośle budowlanym,
zanim jeszcze powstał cech. Według poznańskiego statutu
nauka ucznia trwała 3 lata, mistrz nie mógł przyjmować
więcej niż 2 uczniów na naukę. Promocja ucznia na cze-
ladnika odbywała się w cechu i wiązała się z uiszczeniem
do skrzynki brackiej odpowiedniej sumy. Czeladnik po
wyzwoleniu nie udawał się od razu na wędrówkę, ale jesz-
cze przez jakiś czas zobowiązany był pracować u mistrza.
Zebrania cechu, tzw. schadzki, odbywały się co kwartał,
zbierano wtedy składki tzw. suchodzienne. Oprócz tego
zebrania cech mógł zwołać nadzwyczajne posiedzenie
o charakterze sądowniczym. Spory między członkami
cechu z reguły próbowano rozsądzać w ramach tej orga-
nizacji, kary płacono zazwyczaj w wosku. Czeladników
obowiązywała stała wędrówka, nie mogli jednak opuścić
pracy u mistrza oraz miasta bez wcześniejszej zapowiedzi.
Czas pracy rozpoczynano od nastania dnia do godziny
przed zachodem słońca. Uwzględniono w planie dnia
także przerwę godzinną na śniadanie oraz godzinę na
obiad. Statut przewidywał pomoc dla czeladnika, który
zachorował i był w trudnej sytuacji materialnej, mógł
zaciągnąć pożyczkę z kasy brackiej, którą miał spłacić,
gdy polepszy się jego zdrowie oraz nanse. Członko-
wie cechu zobowiązani byli uczestniczyć w pogrzebach
mistrzów, ich żon, dzieci oraz służby. Za brak udziału
w nabożeństwie przewidziane były odpowiednie kary.
Oprócz pogrzebu ważnym wydarzeniem było święto
Bożego Ciała, a szczególnie procesja. Dochodziło wtedy
nieraz do kłótni z innymi cechami o kolejność pochodu
w procesji, co świadczyło o prestiżu rzemiosła. Kobiety
co prawda mogły należeć do cechu, ale jedynie będąc
wdowami po cechowych mistrzach. Wdowa posiadała
wówczas przywileje co do doboru pracowników. Z zasad-
niczą zmianą tego obyczaju mamy do czynienia dopiero
w statucie murarzy z XIX wieku. Od tego czasu wdowa
po mistrzu otrzymywała pełne prawa swego męża oraz
przejmowała jego warsztat. Jednak gdy dzieci wdowy
były niepełnoletnie, otrzymywała opiekuna. Podobne
przepisy obowiązywały także inne cechy. Cech jako
organizacja miała charakter konserwatywny i tradycję tą
kultywowano bardzo długo. Pewne normy oraz elementy
organizacyjne pozostały w cechach po dziś dzień.
Jan Marek Szostak
Bibliograa:
Frazik T. J., Ze studiów nad warsztatem architekta i budow-
niczych w średniowieczu, Kraków 1990.
Jelicz A., Życie codzienne w średniowiecznym Krakowie,
Warszawa 1966.
Wyrobisz A., Budownictwo murowane w Małopolsce w XIV
i XV wieku, Wrocław 1963.
Zaleski Z., Z dziejów budowniczych poznańskich, Poznań
1938.